Uważnie się przyjrzałem temu, co życzę ludziom. Trzeba uważać co się ludziom życzy - ponieważ podświadomość zawsze odnosi to do naszego życia; w końcu myśl i emocja rodzi się w naszej głowie, więc i na jej nosiciela wpływa.
Kropla drąży skałę
Nie trzeba być geniuszem, by zauważyć jak nasze ciało się napina w reakcji na myśl negatywną, a jak odpręża i relaksuje gdy doświadcza uczucia pozytywnego. Jeśli ktoś ciągle myśli negatywnie, nie powinny dziwić ciężkie choroby. Kropla drąży skałę, nieprawdaż?
Życzę szczęścia, pomyślności i zdrowia, czasem pieniędzy. Zrozumiałem jednak, że nie wolno mi tego ludziom życzyć. Dlaczego? Im więcej w Tobie pragnienia szczęścia, tym więcej strachu że ktoś Ci uniemożliwi jego doświadczenie, oraz złości i nienawiści do tych którzy mogliby Ci przeszkodzić. Im większe pragnienie szczęścia, tym mocniej jest człowiek psychicznie rozbity. Szokujące, prawda? Inaczej Cię uczono - mnie też. Ale życie uczy znacznie lepiej, niż wszelkie pseudo mądrości szkolne.
"To mój dzień!" Czyżby?
Ostatnie pół roku funkcjonuję tak, że składam kulinarne przysięgi, gdzie dokładnie określam co i ile wolno mi zjeść (i chlapnąć). Ponieważ słowo jest dla mnie ważne, wszystko pięknie działa. Ale już dwa tygodnie przed końcem przysięgi marzę o tym, jak będzie cudownie gdy się skończy - i dam sobie trzy, cztery dni niczym nieskrępowanego konsumpcjonizmu. Wiem że to tylko mrzonka, że jedzenie nie może dać szczęścia, ale uczucia wiedzą swoje. Gdy budzę się rano w dniu wolności, cały aż dygoczę z ekscytacji. "To mój dzień"! Postanawiam sobie solennie; "dziś będzie ostra jazda". Wstaję i zawadzam o klamkę - zwykle bym się zaśmiał, ale teraz zależy mi na szczęściu, chcę żeby wszystko było wspaniale, więc czuję rozżalenie, gniew i wściekłość. Skąd ból? Skąd ten niesprawiedliwy cios? Przecież to ma być "mój dzień", a boli mnie ręka.
Scenariusz który nałożyłem na nowy dzień, zaczyna się sypać - więc nienawidzę wszystkiego co go niszczy (nieszczęsne drzwi), oraz zaczynam się bać wszystkich tych, którzy mogą zagrozić zaplanowanemu przeze mnie szczęściu. Z rozbawieniem obserwuję, jak jestem agresywny i napastliwy - to na wypadek gdyby mi dopieprzyli, taki wyprzedzający atak, oraz trochę strach, wkurzenie że mogą mi zepsuć "Mój dzień". Wystarczy przecież przykra uwaga, jakiś krzyk a ja się nasrożę; plan się sypnie. Boję się tego, jestem wpieniony na ludzi którym sam dałem moc zniszczenia mego planu na szczęście. To właśnie obserwuję u Pań na święta, gdzie wszystko ma być cudownie; byle opóźnienie, odstępstwo od planu kończy się nerwicą, płaczem i wrzaskami. A przecież jest to zwyky dzień, tylko ludzie dla wygody uznali że w tym dniu wypełniamy określony ceremoniał. To tylko zwykły dzień, ale w umyśle nakładamy na niego spore oczekiwania i nadzieje.
"Malutka" walczy o szczęście
Tak więc jest jeszcze ranek, a już jestem znerwicowanym wrakiem. Co będzie dalej? Kupno ciastek które mi kompletnie nie smakują, upojne chwile przy filmach p---o (gdzie wcale nie jest przyjemnie po dłuższym "poście") a wieczorem z poczuciem rozżalenia walę w----y w pysk; Poczuciu euforii i głośnej muzyce towarzyszy rozpacz, że za tę chwilę ekstazy zapłacę całym jutrzejszym dniem. Miałem rację, jak zwykle... dzień spędzam na toalecie. Ale zanim zasnę po pijaństwie, muszę kilka godzin chodzić. Nie jestem w stanie położyć się spać, gdy kręci mi się w głowie; chodzę więc na zimnie i trzęsę się nie tylko z zimna. Po trzech dniach takich atrakcji, marzę o kolejnej przysiędze gdzie moje życie nabierze rytmu, jednostajności, a słowo dane samemu sobie wyzwoli mnie od wyrobów cukierniczych, alkoholowych i innych.
Kilka takich doświadczeń przekonało mnie, że chęć bycia szczęśliwym rodzi nieszczęście. Czytam na portalu randkowym profil dziewczyny, która jak pisze, od teraz bierze sprawy w swoje rączki; chce być szczęśliwa, chce walczyć ze światem o swe szczęście. Nie muszę jej widzieć, by wiedzieć co to oznacza. Gdy randkowałem przez kilka lat, poznałem ten typ kobiet - im mocniej pragną szczęścia i rodziny, tym bardziej zdesperowane i znerwicowane są. To się wyczuwa momentalnie, i nie jest to przyjemny dla mnie widok - agresywne i bezczelne pytania o wielkość mego mieszkania, wysokość zarobków są już dla mnie tylko zwykłą koleją rzeczy. Są chłopaki które wykorzystują ten stan emocjonalny obiecując małżeństwo, ale ja nigdy tego nie zrobiłem. To jej prywatny horror, piekło w które wpędza brak mądrości. No ale jak to wytłumaczyć kobiecie? Nic nie zrozumie, uzna Cię za emocjonalnie pustego gówniarza. Musi przecierpieć swoje, wtedy pod wpływem bólu albo coś zrozumie, albo jeszcze mocniej zamknie się w swym świecie, gdzie winni braku szczęścia są Inni, głupi i puści. Straszny jest los człowieka, który zabetonował się w swych przekonaniach, nie dopuszczając do ich przewietrzenia, że nie wspomnę o solidnym przemeblowaniu.
Zabawa w lepszego i gorszego
Jeśli już się uda, zdobędziesz "szczęście" utożsamione z jakąś rzeczą (samochód, konsola, smartfon), albo człowiekiem (zakochanie), czy ideą (ktoś Cię pochwali, doceni), albo "uduchowieniem" (skuteczna modlitwa do jednego z tysięcy bogów) - automatycznie rośnie Twój strach, niechęć do tych którzy mogą ten stan ekscytacji zabrać, oraz pogarda do tych, którzy nie są tacy jak Ty. Bo to co nazywasz szczęściem, wcale nim nie jest - to podniecenie i poczucie bycia lepszym, po którym zawsze przychodzi rozpacz. Trzeba to przeżyć wiele razy, nim się zrozumie istotę tego przeklętego mechanizmu. Ktoś kto ma mercedesa, czuje się lepszy od biedaków ze starociami; śmieje się z nich, mówi "trzeba było się uczyć", pogardza. Ale jednocześnie boi się, że spotka na ulicy kogoś w ferrari, wtedy on poczuje się śmieciem i zerem. Ktoś kto ma piękną dziewczynę, czuje się lepszy od tych, którzy żyją z pasztetami, albo są singlami. Im mocniej gardzi innymi, tym większy strach że jego kobieta odejdzie, umrze, a wtedy on sam poczuje się zerem, ponieważ tak właśnie oceniał ludzi.
Ktoś dumny ze swej inteligencji, tytułów, gardzi głupkami i debilami, jednocześnie bojąc się że przyjdzie ktoś bardziej utytułowany - i go skrytykuje. Może też przyjść ktoś w ogóle bez tytułów i wykazać mu głupotę, co będzie jeszcze bardziej upokarzające. Im więcej więc gardzi plebsem, tym większy strach że zostanie uznany za głupiego. Ktoś kto się modli, daje pieniądze na swój kult, czuje się uduchowiony - jeśli używa tego poczucia do osądzania innych, gardzenia że żyją jak bezbożne świnie, to rośnie w nim strach że może zachować się "nieduchowo". Strach ten czasem przybiera formę natrętnych myśli, utożsamianych z diabłem.
Nie życzę Ci pomyślności
Tak rozumianego szczęścia nie mogę Ci życzyć, bo to jakbym dał Ci w pysk. A co z pomyślnością? Dobrą passą w życiu? Miałem w życiu kilka takich sytuacji, że raz po raz spotykały mnie zdarzenia, gdzie wszystko mi się udawało. Ponieważ mam dość nieźle wyćwiczony zmysł obserwacji siebie, wyraźnie widziałem jak wraz z uzależnieniem się od pomyślności, wzrastał mój poziom stresu, strach że to się skończy. Im było lepiej, tym większy strach i czekania na cios od życia który zakończy pasmo sukcesów. Pomyślność więc mnie niszczyła, dewastowała mój życiowy spokój i poczucie spełnienia. Walka o pomyślność jest biciem i opluwaniem samego siebie.
No a zdrowie? Też nie będę Ci go życzył. Zdrowie to nie zawsze, ale najczęściej czuły wskaźnik tego, jak sam siebie traktujesz. Jeśli mamy kogoś kto czuje frustrację, a nauczył się zmniejszać jej poziom papierosami i objadaniem, zdrowie opuszcza. Im gorzej będzie się czuł, tym większą będzie miał motywację do porzucenia grzesznych nawyków, do zdobywania wiedzy o odżywianiu, wpływie stresu na ciało i umysł. Tak właśnie rzuciłem słodycze (no dobra, potężnie ograniczyłem), gdyż przy 101kg czułem się strasznie. Jeśli widzę grubasa który mi wmawia że to jest cool, wiem że bezczelnie łże. Po kilkunastu latach palenia coraz częściej się dusiłem, miałem czarne zęby i obrzydliwie cuchnąłem - co mnie zmusiło do rzucenia palenia, nie chciałem dalej żyć jak niewolnik ciągłego pragnienia dymka. I teraz załóżmy że mam magiczną moc; Bądź zdrowy! Krzyknę, a ciało się uzdrowi. I co dalej? Zerwiesz z nałogami, poszukasz przyczyny która Cię do nałogów zachęciła? A w życiu. Dopiero teraz pójdziesz w tango. Tym uczynkiem powstrzymam Twój rozwój osobisty, zrobię Ci po prostu świństwo. Są ludzie którzy nie palą, nie piją - prowadzą zdrowy tryb życia (sport, wege, suplementy), a też chorują. I zawsze gdy poznawałem taką osobę, widziałem że gardzą tymi którzy żyją grzesznie. Gardzą grubasami, palaczami, pijakami, głupcami. Pogarda którą odczuwasz wobec kogokolwiek, jest zawsze odczuwana w Tobie - gardząc kimś, gardzisz sobą. Podświadomość zawsze to zrealizuje, pozostaje tylko ciekawostką fakt w jaki sposób - czy chorobą, wypadkiem, posypaniem się życia osobistego? Nie wiem.
Nauczyciel nieudacznik chlejus
Jak wiecie, od dłuższego czasu marzę o hyundaiu sonacie. Jako nauczyciel pozytywnego myślenia, zdaję sobie sprawę ze swej przewagi nad większością ludzi. Jeśli kolejny człowiek płaci mi pieniądze, mówi że po sesji ze mną znacznie mu się poprawiło w życiu, czuję się naprawdę mocny. Naturalną koleją rzeczy powinienem gardzić tymi, którzy tych w zasadzie prostych rzeczy nie rozumieją - budować na tym poczuciu swą ważność. Ale jest jedno ale - skoro jestem taki mądry, dlaczego nie umiem zdobyć tego auta? Kosztuje trzy dychy, wielu ludzi kupuje droższe meble do kuchni. Dlaczego nie mogę do końca poradzić sobie z chorobą? To boli, kłuje, ale tylko wtedy gdy się nadymam poczuciem ważności. I to mnie zwyczajnie ratuje przed pychą, bo za nią zawsze kroczy upadek, porażka i zniszczenie. Ja bez tego auta mogę żyć, ale z poczuciem swej mądrości długo nie pociągnę - strach rósłby w tempie geometrycznym. Całe życie spędzałem w strachu, nie chcę w nim żyć, a musiałbym gdybym zdecydował się na poczucie własnej wielkości.
Właśnie tak człowieka chroni jego Boskość w nim samym. Człowiek myśli że życie go nienawidzi, a tak naprawdę go wspiera.
Życzę wam...
Czego więc życzyć wam w te święta? Tego co zawsze życzę. Znalezienia spełnienia w sobie niezależnego od okoliczności, ludzi, przedmiotów i stanu ciała. Wesołości, gdyż nic tak nie rujnuje murów pychy i głupoty jak dobrej jakości humor. Fajnych ludzi którzy wspierają, motywują do rozwijania wiedzy o sobie, ale żebyście się do nich nie przyzwyczajali, nie budowali na nich swego szczęścia; przyjaciele przychodzą i odchodzą. Wtedy zdrowie, szczęście i pomyślność same przyjdą, zachęcone przepiękną, świąteczną atmosferą w zaśnieżonym domku Twego serca.
Komentarze (3)
najlepsze
Co do życzeń... ja tam życzyłabym innym więcej wiary... np. w siebie, w magię i w sens istnienia życia na tej planecie. ;)