Wpis z mikrobloga

#anonimowemirkowyznania
#logikarozowychpaskow #relacje

24 lata. Pracuje w korpo w Warszawie, aktualnie singiel. Jakis czas temu przyjela sie do nas pewna dziewczyna w moim wieku. Z wygladu 8/10. Na poczatku nie bylo miedzy nami zadnej relacji, ale po ok. 3 miesiacach zaczela pisac do mnie przez komunikator firmowy. Bylem lubiana osoba, towarzyska. Ze wszystkimi mialem dobry kontakt tylko nie z nia. To byl ten powod (jak pozniej mi powiedziala). Zaczalo sie od zwyczajnych rzeczy zwiazanych z praca. Nastepnie, jak to bywa, zeszlismy rowniez na inne tematy. Rozmawialo nam sie bardzo dobrze, znalezlismy wspolny jezyk. Pojawily sie wspolne przerwy na herbate. Pozniej znajomosc sie rozwinela, do komunikatora firmowego dolaczyl fejs. Nie bylo dnia, abysmy nie komunikowali sie. W pracy, po pracy, non stop. Poznalem ja, ona mnie. Miala ciezkie dziecinstwo w domu, problemy z "depresja", nigdy nie miala wielu znajomych. Taka typowa szara myszka. Wiedzialem, ze ma mlodszego o 2 lata chlopaka i mieszka z nim. Przeprowadzila sie dla niego do Warszawy. Ma tylko jego i praktycznie zadnych znajomych na co dzien. Wydaje mi sie, ze przez to zaczela "lgnac" do mnie. Chciala kogos poznac, miec w koncu w tym miescie kogos, z kim moze porozmawiac. Nie ukrywam, ze zaczela mi sie podobac. Z chlopakiem raczej nie wychodza nigdzie na miasto. Prowadza nudne i monotonne zycie. My dogadywalismy sie swietnie pod kazdym wzgledem. Po kilkunastu tygodniach zaproponowala, abysmy wyszli wspolnie na piwo. Na poczatku odmowilem. Nie chcialem wpakowywac sie w jakies bagno - wiedzialem, ze moge sie zaangazowac. Po jakims czasie uleglem jednak. Powiedzialem sobie, ze "dobra spotkam sie raz i bedzie z glowy. Zwykle kolezenskie spotkanie". Na piwie bylo cudownie. Siedzielismy bardzo dlugo, wypilismy sporo, bylem pijany, ona tez. Poszlismy po wszystkim na spacer, nastepnie zamowilem taksowke i odwiozlem ja do domu, "do niego". Bylo juz bardzo pozno, ok. 2 w nocy. Na pozegnanie buziak w policzek i tyle. Mnie sie bardzo podobalo, jej nawet jeszcze bardziej. Od tego momentu wszystko sie zaczelo. Na jednym spotkaniu sie nie skonczylo, bylo ich bardzo wiele. Przeszlo do czynow. Pierwsze przytulanki, chodzenie za reke, calowanie. Do niczego wiecej nie doszlo. Odprowadzalem ja po nocach pod ich mieszkanie. Calowalismy sie, zegnalismy sie, a nastepnie ona szla "do niego". Ja sie zaangazowalem, zaczelo mi zalezec. Ona tez zaczela cos do mnie czuc. Jej chlopak wiedzial o moim istnieniu, i ze rozmawia ze mna ciagle. Byl zazdrosny, ale ona mowila, ze to tylko kolezenstwo, ze wychodzi wieczorami, aby sie spotkac ze znajomymi z pracy. Ze ja tez tam bede, ale beda tez inni, wiec nie ma o co sie bac. Po jakims czasie powiedzialem jej, ze chce, aby odeszla od niego i byla ze mna. Powiedziala, ze nie zrobi tego. Mielismy skonczyc to co jest miedzy nami, ale wytrwalismy tylko 2 dni. Po tym czasie zdecydowalismy, ze dajemy sobie jakis czas na lepsze poznanie sie. Zgodzilem sie, bo strasznie mi zalezalo, aby z nia byc. Nie chcialem tego konczyc. Zauroczylem sie. Nie trwalo to jednak dlugo, bo wszystkie nasze "schadzki" wyszly na jaw. Ona byla zmuszona juz powiedziec mu o wszystki. I tu sie zaczyna. On, poza rozmowa z nia i poza "cichymi dniami", nic z tym nie zrobil. Zabronil sie tylko jej ze mna spotykac, rozmawiac etc.. Czy to jest #!$%@? normalne? Jak mozna byc takim leszczem i frajerem? Jego kobieta go oszukuje, spotyka sie z innym, "zdradza", a on przeszedl obok tego do porzadku dziennego. Moja relacja z nia "stopniala". Skonczyly sie spotkania na miescie. Rozmawiamy tylko w pracy (chodzimy do pokojow na godzinne spotkania). Podczas nich rozmawiamy, sporo sie klocimy, przytulamy, czasami calujemy. Ja ciagle jej mowie, aby odeszla i byla ze mna. Ze zadbam o wszystko, ze jak odejdzie to zalatwie mieszkanie (nie ma gdzie sie zatrzymac, bo nie zna nikogo). Ona placze, boi sie, mowi, ze tego nie zrobi. I tak to juz trwa 2 miesiace. Ja nie wiem co robic. Nie chce jej tracic, jestem po uszy zauroczony. Opuscilem sie okropnie w pracy i na studiach (5 rok zaoczne). Olalem znajomych. Jestem w totalnej rozsypce. Zaczelem palic papierosy, ciagle jestem w nerwach. Powoli lapie depresje. Wiem, ze on jej nie zostawi. Ona tez tego nie zrobi. Mowi, ze go kocha, ze nie chciala, aby nasza relacja poszla w te strone. Z drugiej strony znowu mowi, ze czuje cos do mnie, ze gdyby nie byla z nim bylibysmy razem. Ostatnio ciagle cos robi, albo mowi, co sprawia, ze ja cierpie niesamowicie. Pozniej mnie przeprasza. Ja staram sie byc dobry dla niej, przymykam oko na jej slowa i czyny.

Co mam z tym wszystkim robic? Jak odpuszcze to nie pozbieram sie po niej przez dlugi okres. Jak mam pracowac w tym samym miejscu co ona, gdybym mial zakonczyc to wszystko? Jesli powiem jej, ze to koniec, nie bede chcial jej widziec na oczy. Nie bede mogl z nia rozmawiac. Myslalem o zwolnieniu, powiedzialem jej o tym. Ona prosi mnie, aby tego nie robil. Ze chce mnie miec blisko. Ciagle placze, wiec ja ustepuje. Jak sie zwolnie to nie wiem czy uda mi sie znalezc tak dobra prace. Bardzo prawdopodobne, ze nie i ze moje zycie sie rozsypie totalnie. Stocze sie. Rok na studiach bede pewnie powtarzal, bo w ogole nie chodzilem na zajecia i nie zdam. Nie mam pojecia, co robic, aby z nia byc. Aby odeszla od niego. Jej chlopak nie wie, ze mamy "wspolne chwile" w pracy. Ale dla mnie czas leci, to juz 2 miesiace. Ile to ma tak trwac? Ile mam czekac? W jej relacji z nim juz sie uspokoilo. Nic nie wskazuje na to, aby cos mielo sie wydarzyc, co sprawi, ze sie rozstana. A ja ciagle czekam z nadzieja. Ostatnio widze, ze powoli ona juz odpuszcza to i chce byc tylko z nim. Mnie tez nie chce odpuscic, ale pod innym wzgledem. Nie chce mnie tracic, ale na zwiazek nie ma szans.

Mowilem sobie na poczatku, ze nie bede wchodzil z nia w zadne bagno, a wpakowalem sie w totalne gowno.

Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
  • 53
@Kapella92: Tak, ale tylko słabych psychicznie chłopców beta, a nie facetów z prawdziwego zdarzenia (i nie mówię to o Bóg wie jakich chadach, a o zwykłych normalnie stąpających po ziemi facetach z zasadami).
Dezerter: > Jak mozna byc takim leszczem i frajerem? Jego kobieta go oszukuje, spotyka sie z innym, "zdradza", a on przeszedl obok tego do porzadku dziennego.

Akurat jedynym leszczem i frajerem - wychodzi na to - jesteś tutaj ty. Facet dalej ma kobietę (teraz kobietę twojego życia), której nawet nie przebolcowałeś (jak sądzę). Laska pobawiła się jak w lunaparku i powoli się wygasza, a całą cenę/karę za ten wyskok ponosisz ty