Wpis z mikrobloga

Wzięte stąd: https://www.facebook.com/adrian.chmielarz/posts/946190625422960?fref=nf&pnref=story

"Dzisiaj krótkie - hehe - spojrzenie na pomysły partii gospodarczo lewicowych.

Dziecko ucząc się chodzić, pada na ryj, wstaje, pada, wstaje – aż w końcu na ryj padać przestaje. Przynajmniej na parę ładnych lat, do kiedy nie odkryje zalet alkoholu etylowego.

Tymczasem niektórzy dorośli ludzi patrzą na historię świata, historię gospodarki, wszelakie eksperymenty z socjalizmem i kapitalizmem, ciężką redystrybucją i wolnością gospodarczą – i wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi dochodzą do wniosku, że najlepszym sposobem na szczęście będzie jak opędzlujemy kułaków i prywaciarzy.

Czyli, odwrotnie niż dzieci, nie wysnuwają wniosków z empiryki.

To jest moment, w którym socjaliści suflują: „A Szwecja?”

Ponieważ mam niezrozumiałą słabość do faktów, opowiem Państwu o faktach. Pozwolę sobie do tego wykorzystać wywiad z moim imiennikiem, panem Adrianem Zandbergiem, jakiego łaskaw był udzielić GW kilka dni temu, jeszcze przed debatą.

Będzie i o Szwecji. Zaskakująco, zapewne.

Pan Zandberg: „Idea sześciu progów podatkowych sprowadza się do prostego równania. Jeżeli chcemy obniżyć podatki dla najbiedniejszych, to - żeby to odpowiedzialnie sfinansować - po drugiej stronie skali trzeba podnieść je najbogatszym. Efektem naszych zmian w PIT będzie to, że 90 proc. podatników zapłaci niższe podatki niż obecnie, a 10 proc. - wyższe.”

Czyli, bogatym zabierzemy, biednym damy.

Pozwolę się z tego pośmiać na dwóch poziomach. Jednym cynicznym, drugim technicznym.

Cynicznie, to prawie nikt tych wyższych podatków nie zapłaci. Wprowadzenie wysokooktanowego strzyżenia „bogaczy” to jest zachęta do a) emigracji, b) wyprowadzenia firmy poza Polskę. Jestem przekonany, że wśród wyborców Razem są szczerzy socjaliści oraz firmy księgowo-rachunkowe.

Domiaru próbowało wiele państw w historii, nigdzie nie zadziałał. Ostatnio próbowano we Francji, w rezultacie czego żaden pro menago nie chciał tam pracować, a piłkarze umówili się na mniejszą kasę, żeby przeczekać, a potem odzyskać. Z tych, co zapłacili domiar, zebrały się grosze. W rezultacie, cichaczem na koniec 2014-ego podatek 75% przestał obowiązywać.

Technicznie, owe rzeczone grosze to jest esencja problemu. Z bliżej mi nieznanego powodu Polacy uważają, że podatek od ich zarobków bądź od ich firm to jest coś, z czego się utrzymuje Polska. Więc wiadomo, jak bogacze dadzą jeszcze więcej niż dają, to będzie super i z kranów popłynie Nutella.

Tymczasem każdy z Państwa płaci o wiele więcej do budżetu codziennie kupując bułkę albo plaster na odciski. Albowiem pi razy oko dwie trzecie budżetu Polski to VAT i akcyza.

Tylko około 14% przychodów państwa pochodzi z PIT-u. Przy czym realnie jest to o wiele mniej, bo z tych 14% potężna część do budżetówka, a więc przelewanie kasy z lewa na prawo.

Co istotniejsze, około 97% płatników PIT to pierwszy próg podatkowy. Tylko 3% wskakuje w drugi. A więc mowa o 3% (drugoprogowców) z 14% (budżetowe przychody z PIT).

(EDIT: słuszna uwaga od kilku osób, że to nie ta sama materia. Żeby poznać liczbę dokładniej, trzeba byłoby teraz rozdzielić te 14% na budżetówkę i nie, itp. albo po prostu znaleźć procent ekstra podatków w budżecie. W każdym razi chodzi mi o skalę daniny od "bogaczy", o czym piszę zaraz poniżej).

Innymi słowy, realnie, tak naprawdę na chłodno, to super-stawki dla „bogaczy” nie mają praktycznie żadnego znaczenia dla budżetu państwa. Nie są rozwiązaniem żadnych problemów, włącznie z rozwarstwieniem. Są tylko propagandą, i potencjalną karą za ciężką pracę. Mówię potencjalną, bo, jak wspomniałem, i tak niewielu zapłaci. Jak np. Robert Kubica, rezydent i podatnik Monako.

Parta Razem głośno wzywa do poważnej rozmowy, tymczasem powyższe to właśnie przykład jak niepoważne są ich propozycje.

Przy okazji: nie jestem przeciwnikiem podatków, nie jestem przeciwnikiem państwa, ale jestem zwolennikiem likwidacji PIT. Nie będę tu jednak dziś agitował. Proszę sobie wyguglać „likwidacja PIT”, wyskoczy wystarczająco linków dla zainteresowanych tanim w obsłudze, prostszym, skuteczniejszym państwem.

Wracamy do pana Zandberga. Mamy mocne podniesienie kwoty wolnej od podatku (kilkadziesiąt miliardów koszt, ale ma się zbalansować na podstawie absurdalnych spekulacji, lol) oraz likwidację stałego podatku dla małych firm (jako że partia Razem jest mocno pro-UE, to goodbye Poland, hello UK).

„Zresztą podatki nie są tylko po to, by osiągnąć cele budżetowe. Pełnią też funkcję regulacyjną. Za pomocą podatków możemy przeciwdziałać nierównościom dochodowym. Wyobraźmy sobie sytuację, że prezes firmy się zastanawia, czy przyznać sobie 2 mln zł premii, czy te pieniądze przeznaczyć na podwyżki dla kilkuset pracowników. Wysokim progiem podatkowym zmobilizujemy go, by dał ludziom zarobić.”

Albo, wait, wait, albo firma w--------i z Polski i nie będzie zmuszona do czegokolwiek.

Według Państwa, gdzie jest wyższa świadomość społeczna, że tak to durnowato ujmę? Wiecie, solidarność społeczna, zgoda na redystrybucję, itd.? W Polsce, czy w Szwecji?

Zakładam, że każdy słusznie odpowie, że w Szwecji.

A gdzie podatki płaci duma i flaga Szwecji, IKEA?

W Luksemburgu i Holandii. Dzięki najróżniejszym trickom, efektywnie płacą tam jakieś 3.5% podatku.

Ja się z tym nie zgadzam, uważam, że to zło, ale taki jest rzeczywisty los pomysłów pt. „zmusimy firmy wysokimi podatkami do zachowań pro-państwowych”.

Dobra, przeskoczę jednak nad większością wywiadu, bo i tak się książka robi. Włos się jeży na głowie od pomysłów, ale tak czy owak można je wszystkie zgrabnie wsadzić do kosza z napisem: „socjalizm tak, wypaczenia nie”.

Ciekawsze jest to:

„Rozumiem, że Francuzi tak "wycofują się" z 35-godzinnego tygodnia pracy, jak Szwecja od 30 lat "już zaraz upadnie pod ciężarem socjalu"?”

Szybciutko o Francji. Jak zwykle mit. Po pierwsze, niewielu pracuje we Francji 35 godzin. Średni czas pracy to 40.5 godziny: http://ec.europa.eu/eurostat/tgm/table.do…. Po drugie, ustawa miała zwolnić miejsce na innych (więcej pracowników, skoro jeden ma pracować 35 godzin). Nie zwolniła. Itp. itd. Żeby było zabawniej, ja nie jestem przeciwnikiem eksperymentów maksymalizowania wydajności przy minimalizacji czasu, ale po prostu nie jest tak, że we Francji ludzie pracują 35 godzin i voila.

Ale przejdźmy do Szwecji, tego Olimpu Socjalizmu.

Dla niespecjalnie zorientowanych w temacie Szwecja wygląda tak, że państwo jest właściwie socjalistyczne. „Tam się w końcu udało”. Podatki może i w pytona ciężkie, ale za to widać, że dobrze służą. Rozwarstwienie malutkie, związki zawodowe potężne, itp. itd.

Żeby było jasne, pan Zandberg nie twierdzi, że Szwecja jest socjalistyczna, a przynajmniej nie w tym wywiadzie. Mówię o opiniach, z którymi się spotykam gdzie indziej, czy to sieć, czy to znajomi.

Zacznijmy więc od zbicia tego mitu na początek. Otóż Szwecję można sprawnie określić jako kraj trzeciej drogi (ogólnie można to rozszerzyć na kraje nordyckie). Z jednej strony mamy jedne z najwyższych podatków na świecie oraz szeregi programów społecznych, ale z drugiej strony mamy jeden z najbardziej wolnych rynków świata.

Dla przykładu: mamy taki mit o USA jako „free market economy”, a Szwecja jako socjalizm gospodarczy. Tymczasem każdy nieco zorientowany w temacie wie, że Internet w USA to parówa, zaś Szwedzi do domów wsadzają 1 GBit. Dlaczego? Bo w Szwecji każda infrastruktura musi dopuścić dowolnego providera Internetu, zaś w USA często całymi miastami praktycznie rządzą monopole, dzięki pewnej kretyńskiej ustawie.

Innymi słowy, nasi północni sąsiedzi to kraje, w których przyzwoicie wolny rynek (są problemy, jak wszędzie, ale Polska ze swoim „wilczym kapitalizmem” jest jakieś sto miejsc za Szwecją w dowolnym rankingu wolności gospodarczej) produkuje dużą kasę, która później jest w miarę porządnie (w sensie: bez większego chachmęcenia) wydawana na publikę.

No dobrze. To dlaczego nie zrobić tak w Polsce? Walnijmy podatki, że ho-ho, róbmy z nich równo poukładane chodniki i „darmowe” uczelnie, ale za to uwolnijmy rynek i ludzką przedsiębiorczość. „Trzecia droga” dla Polski.

Tu Państwa zaskoczę, ale ja nie wiem, czy to jest hipotetycznie dobry program czy nie. Jestem praktykiem, a nie ortodoksem ideologicznym.

Wiem natomiast, że przyczyny relatywnego sukcesu Szwecji są tak nieprzystające do Polski, że ichni model wydaje mi się obecnie – „obecnie” to kluczowe słowo – niemożliwy do realizacji w naszym kraju. A precyzyjniej, możliwy, tylko prowadzący prosto do upadku.

Po pierwsze, Szwedzi swój „wellfare state” odpalili na serio w latach 1950-tych po tym, jak dorobili się bogactwa w „wilczym kapitalizmie” lat 1809-1950. W którym to okresie nie spadła na nich żadna wojna. Podkreślę raz jeszcze, mieli prawie 150 lat rozwoju bez wojny. Tak więc prowadzą swój eksperyment "modelu szwedzkiego" z potężną skrzynią kasy.

Po drugie, nie wierzę przesadnie w systemy ekonomiczne oderwane od lokalnej kultury. Identyczny i w tym samym czasie model dla Szwedów z ich protestancką etyką, latami budowanymi społecznościami i 150 latami harówy na bogactwo, i dla biednego państwa zrujnowanego gospodarczo i mentalnie przez dekady zaborów, wojen, i komuny?

Po trzecie, absolutnie nie jest tak, jak twierdzi pan Zandberg, że „od 30 lat w Szwecji jakoś to działa i nie chce umrzeć.” No chyba, że nie interesują nas takie fakty jak to, że od 1950 roku do dzisiaj przyrost tworzenia nowych miejsc pracy wynosi praktycznie zero pomimo wzrostu liczby ludności. Albo to, że Szwecja w latach 1990-tych przeżyła potężny kryzys spowodowany nadmiernymi wydatkami państwa lat 1970-1990 oraz jego wtranżalaniem się w budownictwo i kredyty (coś nam to przypomina, prawda?). Kryzys zaowocował m.in. gwałtownym przyrostem bezrobocia, a rozwiązany został …tak, tak, cięciami wydatków państwowych i przywilejów socjalnych.

Najwyraźniej wygodnie o tym wszystkim nie pamiętać, za to wygodnie budować obraz szwedzkiego edenu. Polecam sprawdzić sobie przeszłość przez guglowanie „myth of sweden”, i czasy obecne z ich nieustającymi reformami w celu „zachowania modelu szwedzkiego” przez guglowanie „sweden economic reforms” z limitem ostatniego roku publikacji artykułu (a znajdzie się tam wtedy sporo wypowiedzi zatroskanych przedstawicieli rządu, że, kurka, jesteśmy w coraz większej dupie, no ale jakbyśmy tylko zwiększyli podatki…).

Po czwarte, nie jest tak, że model szwedzki nie ma konkurencji. Nikt przytomny nie nazwie Szwajcarii krajem brudnych chodników i niewyedukowanych buraków, a jednak realnie wielu podatników – od pucybuta po miliardera - płaci podatek w wysokości …kilku procent.

Szwedzki raj to nie tyle mit, co przesada i niezrozumienie źródeł szwedzkiego bogactwa. Ślepe kopiowanie ich rozwiązań to potencjalna katastrofa. Nie istnieje w historii świata żaden ubogi bądź średnio ubogi kraj, który rozwijał się i polepszał jakość życia obywateli poprzez drastyczne podwyżki podatków oraz zwiększenie interwencjonizmu państwa.

Tak po prostu. Nie istnieje.

Ideologom te wszystkie fakty nie przeszkadzają, a ludzie, odwrotnie niż dzieci, które do kontaktu wsadzają rękę tylko raz, nieustannie łapią się na lep obietnic. „Zabierzemy bogatym i damy tobie”, „darmowa szkoła”, „krótsza praca” i tego typu uroki ciągle zbierają kółka zachwyconych.

Nie planowałem kończyć tego wywodu pesymistycznie, ale przyznam, że nie mam pojęcia, jak przerwać ten przeklęty cykl nieustannego dopuszczania do władzy różnej maści socjalistów po to tylko, by później na chwilę wpuścić tych, co będą ten syf sprzątać."

#4konserwy #neuropa #polityka
  • 25
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Annak1975: gdyby rzeczywiście chodziło o wyrówanie poziomów życia mniej zarabiających to m.in Buffet podniósłby pensje pracownikom. A takie gadanie, że najbogatsi dadzą się opodatkować to pitolenie pod publikę. Widocznie jest coś do ugrania na szczycie.
  • Odpowiedz
Po pierwsze, Szwedzi swój „wellfare state” odpalili na serio w latach 1950-tych po tym, jak dorobili się bogactwa w „wilczym kapitalizmie” lat 1809-1950. W którym to okresie nie spadła na nich żadna wojna. Podkreślę raz jeszcze, mieli prawie 150 lat rozwoju bez wojny. Tak więc prowadzą swój eksperyment "modelu szwedzkiego" z potężną skrzynią kasy.


@wesoly_urolog: ale wzrost po 1950 - czyli od kiedy, wg. autora zaczeli przepuszczać zdobycze wilczego kapitalizmu
  • Odpowiedz
  • 0
@omik: z wykresu, który podlinkowaleś wynika, że wzrost jest rzeczywiście wyższy niż kiedyś, ale jego dynamika w porównaniu do lat 50' jest dużo gorsza.
  • Odpowiedz
@wesoly_urolog: wykres pokazuje coś nieco innego - PKB w relacji do świata. Tabelka nr 4 pokazuje wzrost PKB w samej Szwecji. I chodzi właśnie o to, że autor gada bzdury o przejadaniu zdobyczy z czasów przed państwem socjalnym w latach 1950 - 75 - jest dokładnie odwrotnie
  • Odpowiedz
@wesoly_urolog: autor ma ból tyłka o wysoką progresję podatkową, i nie zna historii pod tym względem w Szwecji. Stawka 70% dla najbogatszych zaczyna się od lat 40, po czym spada do 30% w 1990, PRZED kryzysem wspomnianym przez niego - 1991 (choć nie sprawdzałem dokładnie kiedy miał miejsce - zaczynam wątpić patrząc na dotychczasowe obeznanie autora). http://www.ifn.se/wfiles/wp/wp977.pdf str 14. Progresja podatkowa nie ma nic do wolności gospodarczej którą autor (i
  • Odpowiedz