Człowiek w kombinezonie stoi na polu, suchym polu. Jakimś takim po pszenicy, czy po czymś takim. Postanowił wykonać swój rekord, skoczyć prawie, że z kosmosu. Wszystko świetnie, tyle że wszystkie sensowne możliwości są zajęte. Hipogryfy nie latają, do Tupolewa nie wsiądzie. Za duże ryzyko. W końcu wybrał najgorszą możliwą opcję. Poszedł do Rewolwerowca. Po krótkiej rozmowie i mnóstwie toastów za zdrowie wszystkich naokoło żyjących i nieżyjących zgodzili się co do umowy.

Dzień skoku.
  • 8
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach