Jak się czujecie z tym że ktoś kto nazwał się "dj sabrina the teenage dj" i ustawia sobie takie okropnie kiczowate okładki robi teraz prawdopodobnie najlepszy house na świecie?
@SocttFavor: jakby na wykopparty puscili ta muzyke to nawet najwieksze piwniczaki by na parkiecie wywijaly jak w jakims Detroit a to tylko Poznan, i to nie jest zatloczony garaz tylko jakis pub z ktorym Michal Bialek ma deal, audiencja taneczna nie sa dobre mordki ktore wyszly z fabryk samochodowych tylko informatycy ktorzy musieli dzis zmienic kolor czcionki na stronie ALE TO NIC SIE NIE LICZY BO PRZY TAKIEJ MUZYCE MOZNA
Przez przypadek (chociaż niektórzy wierzą, że coś takiego nie istnieje) dowiedziałem się dzisiaj, że oceniłem setne wydawnictwo z kręgu piwnicznego house'u. I tak zacząłem się zastanawiać, dlaczego tak to się potoczyło.
Jeżeli chodzi o muzykę, ważną dla mnie wartością jest stały progres, odkrywanie czegoś nowego. Czyli na pierwszy słuch - kompletne przeciwieństwo tej odnogi house'u. Tak naprawdę to wszystkie wydawnictwa dla niewprawnego ucha brzmią podobnie (niektórzy twierdzą,
Jest taka muzyka, która zawsze będzie coś znaczyła. W jednym z poprzednich postów była to muzyka związana z pracą i radzeniem sobie z walką o lepsze samopoczucie. Dziś jest to muzyka, które pozwala wprowadzić się w stan, który przez wiele lat uznawany był za chorobę, a wręcz opętanie przez diabła - nostalgię.
Jest taki utwór, którego jak słucham, a słucham już od może dwóch lat, to włącza mi się nostalgia za sobą
Najpierw miał być wpis o Ulverze (@kwiatencja i @Apollo_Vermouth pamiętamy), później miała być mowa o dość niewybaczalnej nieznajomości pewnego kluczowego w swoim gatunku (jednego z moich najbardziej ulubionych, nota bene) artysty, a kończy się na dość generycznym, ale wciągającym lofi-housie.
Bo przy tych antyludzkich upałach na zewnątrz, to czy w ogóle jest siła, żeby słuchać czegoś innego?
"Domowy wyrzutek, poszukujący sensu i głębi życia, popadający przy tym w melancholię".
Od zawsze zazdrościłem osobom, które potrafią w 2-3 słowach (ewentualnie zdaniach) błyskotliwe scharakteryzować i oddać to, co czuli przy konkretnym utworze/nagraniach/płycie/artyście. Swego czasu próbowałem ten styl naśladować, raczej z marnym skutkiem, bo wychodziły mi zazwyczaj 2-3 akapity (a kto ma czas na czytanie tak długi wywodów w internecie, gdzie wpis goni wpis?), na dodatek tak koślawo
Letnie miesiące, już od dobrych paru lat, zdecydowanie należą do rytmów mających korzenie w house'ie. Do dnia dzisiejszego mile wspominam eksplozję subgatunku z głębokością w nazwie, zwłaszcza debiut Blondes. O ile w następnych latach różnorakie pochodne dubstepów czy chillwave'ów przyjmowałem z rezerwą, tak teraz na pierwszy plan wybija się kościół, w którego założeniach jest to, żeby pozostać w szeroko rozumianym undergroundzie.
Kai Hugo kilka lat temu wydał album inspirowany postaciami z serialu Z Archiwum X, jeden z kawałków poświęcił Cindy Salavas. Cindy to postać epizodyczna, jednak dla Palmbomena niesamowicie istotna - za pomocą projektu Memories of Cindy zabiera nas do jej enigmatycznego świata. Jest nostalgicznie, surrealistycznie i trochę obco, płynie sobie ten album jak niewyraźny sen, taneczne melodie współgrają z dość smutną warstwą wokalną. Polecam i zapraszam razem ze mną do podróży
Kedr Livanskiy - Fire & Water (outsider house, z LP: Ariadna)
Często łapię się na tym, że samo brzmienie języka rosyjskiego mnie bawi, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. A co najlepsze, znakomicie brzmi ono w piosenkach, zwłaszcza tych ładnych. Dodaje on kolorytu i uroku, ale jednocześnie brzmi bardzo emocjonalnie i szczerze.
Jest to tylko jeden z licznych atutów debiutanckiego LP rosyjskiej artystyki. Kedr Livanskiy zręcznie porusza się między ambientem, dream popem
Komentarz usunięty przez autora