@MalachiaszC: być może. ale w USA ten zespół idealnie wpisuje się w ramy tzw. college rocka, i jest tam uznawany za klasyka. do tego Pixies to ewidentnie taki entry-level dla kogoś, kto chce ogarnąć klasyki indie/alt-rocka.
z tą opozycją do hipsterstwa(które w tym kontekście postrzegane jest jako kombinowanie/poszukiwanie przez zespoły)wiąże się fakt, że Pixies to potwierdzenie, że czasami wystarczy nagrać zajebiste, proste piosenki z fajnymi hookami i tyle
  • Odpowiedz
@alkan: wina afery(obnażającej mentalność większości wykopu) i tego, że soundtrack mało znany(ludzie niestety najczęściej plusuja tylko to co znają). Całe szczęście niezawodny pan @alkan niezmiennie wspiera wrzuty spod mojego tagu x)
  • Odpowiedz
@KurtGodel: Jeżeli chodzi o Henry Cow to możesz spokojnie lecieć z całą dyskografią, polecam szczególnie "In Praise Of Learning" nagrany w kolaboracji ze Slapp Happy (śpiewa tam ich wokalistka Dagmar Krause).
  • Odpowiedz
@Foresight: Heaven or Las Vegas to moja ulubiona płyta CT(oczywiście poprzednie dokonania również uwielbiam), tutaj najbardziej kupuje mnie ten obezwładniający, wypolerowany sound, który wykrzesał z tych piosenek WSZYSTKO
  • Odpowiedz
@KurtGodel: Świetna rzecz, z podobnych bardzo lubię Echo And The Bunnymen, The Dream Syndicate i Rain Parade (i ogólnie Paisley Underground którego częścią są dwa ostatnie zespoły). Muzyka w stylu lat 60 przeniesiona do lat 80 i odpowiednio do nich dopasowana. Nie spodziewałem się że połącznie psychodelii z post-punkiem i jangle popem może brzmieć tak dobrze ( ͡° ͜ʖ ͡°).
Foresight - @KurtGodel: Świetna rzecz, z podobnych bardzo lubię Echo And The Bunnymen...
  • Odpowiedz
@biczplis: ja uwielbiam ten film, a opinie są ostro podzielone. ale niewątpliwe to jego najlepsza rola, głównie dlatego, że historia dobrze wykorzystuje jego aktorską nieporadność(gra nieudacznika). generalnie to taka czarna komedia i antyromans. jak ktoś zna kino Paula Thomasa Andersona, ten wie czego można się spodziewać xD
  • Odpowiedz
@Joz: dla mnie to jego drugi najlepszy film(wiadomo, który uważam za najlepszy). Jest tam naprawdę masę urzekających scen, nerwowa/rwana narracja(mało cięć, ujęcia zza pleców i ta cudowna jazzująca perkusja). I właśnie wykorzystanie Sandlera, z jego kiepskim warsztatem i manierą dzieciaka do grania dużego chłopca, który jest zagubiony i nieśmiały x). Tylko Anderson mógł posługując się amerykańską wrażliwością opowiedzieć o miłości w taki przewrotny sposób. Nic nie poradzę, że ten film
  • Odpowiedz