João Donato - Cadê Jordel trzeba umilić ten okropny wieczór, dzień, życie... moja ulubiona wersja, ulubionej pieśni tego gościa. Donato nawet jak w-------y to łagodzi sytuacje cukierkowym klawiszem, zaprasza na kawę i przypomina, że w rytmie samby czas nie jest tak bezlitośnie pędzącą maszyną. i można na trochę zapomnieć o nieubłaganie zbliżających się chwilach - nieważne
The Mothers of Invention - The Little House I Used to Live in Zappy nie mogło zabraknąć, a ilość miejsc ograniczona. Numer jeden na mojej liście "do ogarnięcia", ale dyskografia tak opasła, obszerna i pękająca w szwach, że aż przerażająca(znając poczucie humoru i podejście do muzyki, sztuki w ogóle też jest się czego obawiać) kiedyś zanurkuję w tym
Albert Ayler - Summertime duchota, pulsująca skroń, ładne garnitury, ładne kiecki i ludzie bez twarzy. zamarznięty grymas kryjący prawdziwe intencje, lekko szarawy kołnierz, upijające ramiączko, maźnięty szminką kieliszek. a no i papieros, ale to oczywiste. klasa
Ronnie Foster - Happy Song wczoraj zapomniałem o tagu... za to dzisiaj porcja kozackiego kiczu. czyli jazz "ciekawie starzejący się", i nie wiadomo czy gość spogląda w przyszłość, czy ugrzązł w miałkiej teraźniejszości. dylemat materializuje się na okładce, a ja siedzę i dziękuje, że żyję w czasach gdzie mogę przeglądać dank memy
Soft Machine - Slightly All the Time no i już półmetek, patrzcie jak zleciało. na sztandze coraz więcej, coraz bliżej świąt, coraz zimniej, coraz ciemniej(chociaż wczoraj podobno księżyc coś mocniej świecił - podobno, bo na własne oczy nie widziałem, w postindustrialnej łodzi zawsze pochmurno), praktycznie każdy wieczur swoją aurą bezwstydnie przypomina ten niedzielny. a dzisiejsza propozycja to nie tyle
Larry Young - Plaza de Toros dla nerwusów polecam na chwilę usiąść, kliknąć, wysłuchać i dojść do wniosku, że ludzkość jest do niczego, ale przynajmniej mamy jazz
Jarosław Śmietana - Bieganie Po Manhattanie całkiem możliwe, że już kiedyś wrzucałem coś od Jarka. całkiem możliwe, że właśnie ten kawałek. jeżeli tak było, to zasadniczo jest to niepoważne zachowanie z mojej strony, bo Talking Guitar to jedna z moich ulubionych płyt, która nie ma słabych kawałków/momentów i słucha się jej od a do z, od
Freddie Hubbard - Mr. Clean Amerykanie dzisiaj wybierają, czego im szczerze współczuję. jak to się zwykło mawiać? wybór pomiędzy dżumą a cholerą? więc niech będzie taki drobny akcent-symbol z okładki na pocieszenie