@japecznikow: wczoraj przeczytałem ten wpis a dzisiaj wyciągając spodnie z szafy, w kieszeni tych spodni znalazłem dychę :D Mimo że nie plusowałem ( ͡€ ͜ʖ͡€)
Myślałem, że nic mnie nie zaskoczy, a tu jakiś niewidomy człowiek zaczął cofać i musiałem uciekać bo bym stracił koło :D W takim momencie przydałby się klakson.
uuups, znowu trochę zapomniałem dodawać wpisy -_- Pamiętam tylko ten tydzień więc będzie krótki opis. Wtorek 93 km. Pojechać na Gassy solo i nie zobaczyć znajomych? Nie ma takiej możliwości :) Czwartek 54 km. Długo się zastanawiałem, jechać czy nie jechać. Jak już się zdecydowałem to ledwie 10 km od domu zlał mnie deszcz. Po chwili przestał, jednak
czwartek 99 km. Bujanie się po mieście bez celu, a raczej bez pomysłu gdzie pojechać. sobota 104 km. Zegrze. Miało być trochę dalej, ale złapałem flaka i wolałem się wrócić. Irytujące jest to, że nie łapałem flaków gdy nie woziłem zapasu. Zacząłem wozić dętkę i łapię gumy. niedziela 106 km Znowu Zegrze. Tym razem nie ja miałem awarię, a inny nieznajomy kolarz na trasie któremu użyczyłem
W poprzednim tygodniu zapomniałem dodać wpisu, więc będzie trochę zaległych kilometrów. Chociaż poprzedni tydzień nie był za bardzo udany. Poniedziałek 45 km. Mało, bo pojechałem tylko obejrzeć defiladę wojskową. Wtorek 91 km. Pierwszy raz odpadłem z grupy :/ Czwartek 105 km. Żwawa Góra Kalwaria solo. Nigdy tak nie zapieprzałem solo jak tego
#szosowawarszawa i #rowerowawarszawa, uważajcie dzisiaj obok Agrykoli, ludzie nie potrafią jeździć przy tych barierkach. Jakiś gość postanowił nie patrzeć na drogę i wyjechał mi pod prąd na czołowkę, solidnie się zderzyliśmy mimo niskiej prędkości.
Dalej standard - policja, drogówka, pogotowie. Gość tracił przytomność i został przetransportowany do szpitala z podejrzeniem wstrząsu mózgu. U mnie na szczęście chyba nic poważnego.
poniedziałek: 13 km. Chciałem podjechać na rondo Dmowskiego na godzinę W, ale kilometr przed złapałem flaka bez zapasu... Na ustawkę też nie dojechałem. wtorek: 222 km. Spontaniczne solo, bo pogoda w miarę ok. Pojechałem na stare tereny. Najpierw jazda pod wiatr, pod górkę, dziurawymi drogami i co chwila sprawdzałem mapy, więc średnia była kiepska. Po obiadku wracałem inną trasą, już z górki, lepszymi
138 km wtorek. Wreszcie z nowym napędem. Poprzedni wytrzymał ~16 000 km. 122 km czwartek. Zapieprzanie z kraksą. 126 km sobota. Nowe tereny. Coś innego niż Gassy, a mianowicie pojechaliśmy obejrzeć zaporę w Dębe, ale zapora nie została przewidziana dla turystów, więc ciekawej fotki brak. Jest tylko Zegrze.
Dziś 18:30. Plaża Wilanów. Kierunek Gassy/Słomczyn. Tempo regeneracyjne. Tylko takie prawdziwe regeneracyjne, a nie takie jak wczorajsze 38! Zaprasza #szosowawarszawa.
Luźne Gassy/Słomczyn ~30km/h
#szosowawarszawa