Zastanawiam się na poważnie czy pewnego dnia po prostu tego wszystkiego nie skończyć.
Moje życie to obecnie tak naprawdę wegetacja. Mam 26 lat, od pół roku wolny czas spędzam całe dnie w łóżku, od kilku tygodni pogorszyło mi się na tyle, że nie jestem w stanie nawet przeczytać książki, bo i to odkładam w nieskończoność. Cały dzień spędzam ogladając bezsensowne filmy na YT i płacząc byleby jakoś dotrwać do wieczora i zasnąć. Poza tym jeszcze pracuję w totalnej gównopracy w której jedyne co próbuję to się nie rozpłakać, cały czas myślę o tym, aby pewnego dnia po prostu nie przyjść. Potrafię się nawet rozpłakać na ulicy, już nie obchodzi mnie to, czy ktoś spojrzy czy nie Nie żeby wcześniej było super, bo przez brzydotę praktycznie od zawsze jestem sama. Rzuciłam studia i zastanawiam się czy nie wrócić do domu rodzinnego, gdzie przez toksyczną matkę będzie mi jeszcze gorzej, ale przynajmniej nie będę gnieździć się z obcymi ludźmi w jednym mieszkaniu.
@Invisum-69: przeszła stado chadów jak każda. A na przecietnego lub swojego looksmatcha pluje. No to przeciętny też zbiera mele i jak to sie mowi... hrrrrrrrrrr ... ha tfu!!