Chłop czyta książkę, zostało już tylko kilka stron. Warownia padła teraz jest finałowa walka wodzów 1vs1, otoczeni przez tłumy. Ten dobry udaje że kuleje i jest ranny żeby podpuścić trgo złego. Dzieje się.
Myślę pójść w przyszłym tygodniu na strzelnicę i spoko 200zl za jedna godzinę strzelania można przełknąć ale obawiam się że mnie to wciągnie i będę tam łaził co tydzień. Chłop zbankrutuje
@Tony47: Pamiętam jak plusowałem ten wpis. Pewnie wielu z nas miało podobnie, albo właśnie takie doświadczenia jak Twoje, powstrzymują ludzi przed zmianą swojej c------j roboty. Utożsamiają się, to pulsują.
Czy ten plan ma jakieś szanse powodzenia? Chłopu to grok układał, teraz wchodzę w tydzień 8 i nie wiem czy już na allegro za wózkiem inwalidzkim się nie rozglądać żeby zdążył przyjechać. Szczerze mówiąc jestem amatorem, przygodę z bieganiem zaczalem na wiosnę, gdzieś początek kwietnia. Pod koniec maja zrobiłem półmaraton ale później przez 2 tyg ledwo chodzilem. Gemini mnie straszy ze będzie po chłopie jak trochę
@Tony47: Krzywdę sobie robisz z takim podejściem. Progres to będziesz miał jak ustabilizujesz formę i wtedy będziesz sobie stopniowo dokładał kilometrów. W innym przypadku w końcu zaliczysz kontuzję albo zajeździsz organizm.
@Tony47: Mi to wygląda na jakiś złośliwy nowotwór mózgu. Wskazuje na to fakt, że napisałeś o swoim bólu głowy na wykopie. Nikt zdrowy takich rzeczy nie robi przecież.
I jak tam w kołchozie koliedzy? Maszyny chodzą aż iskry lecą?