"Kobieta upadła"

Krótkie opowiadanie dla dorosłych mojego autorstwa. W środku linki do plików pdf, mobi, epub i rtf. Miłego czytania :)

- #
- #
- #
- #
- #
- 0
- Odpowiedz

Krótkie opowiadanie dla dorosłych mojego autorstwa. W środku linki do plików pdf, mobi, epub i rtf. Miłego czytania :)

Bezpośrednie linki do plików: PDF ● MOBI ● EPUB ● RTF
Usłyszała dźwięk naciskanej klamki, po czym głuche uderzenie w drzwi, jakby osoba chcąca wejść do środka miała pewność, że będzie otwarte.
Znowu zapomniała otworzyć zamek przed powrotem swojego ukochanego do domu.
Podbiegła do drzwi, słysząc przez nie dźwięk nerwowego podzwaniania kluczami.
Czy po raz kolejny będą przeprowadzali rozmowę na ten temat? Oboje znali swoje argumenty na pamięć. On będzie ją przekonywał, że ten apartamentowiec jest bezpieczny. A ona nadal czuje się nieswojo, gdy jest sama w mieszkaniu przy drzwiach niezamkniętych na klucz.
A miała takie konkretne plany na ten wieczór. Martwiła się, czy atmosfera nie prysła, otwierając Adamowi drzwi. Rozradowany mężczyzna wpadł do domu jak burza, nie chcąc tracić czasu na ich zamykanie, trzasnął drzwiami i niedbale rzucił torbą z laptopem. Kolejna kwestia, którą poruszali wiele razy. Ona z rodzinnego domu, w którym się nie przelewało, wyniosła szacunek dla rzeczy materialnych. On przeciwnie, uważał przedmioty jedynie za narzędzia do celu, rzeczy to tylko inna forma pieniędzy, a pieniądze zawsze da się zarobić.
Czuła się dotknięta, gdy tak mówił.
Ale żeby nie tracić nadziei na realizację swojego planu, nie odezwała się na ten temat słowem.
Zadarła lekko głowę, gdy się zbliżył. Dzieliła ich spora różnica wzrostu.
Z zagadkowym uśmiechem mężczyzna wyjął z kieszeni pudełko. Otwarcie wieczka ukazało Annie kolczyki i piękny wisiorek.
– No ale po co złoto… – westchnęła.
Nie lubiła w sobie tego pociągu do błyskotek. Zdecydowanie wolałaby, aby Adam wpłacił cenę tej biżuterii na konto oszczędnościowe, a jej kupił coś srebrnego. Z drugiej strony już czuła budzącą się radość na myśl o swoim wyglądzie ozdobiona takim zbytkiem.
– Źle ci? – odparował z szelmowskim uśmiechem. – Czuję potrzebę docenienia mojej kobiety. Chcę, żeby inni widzieli, jak cię doceniam, aby od ciebie bił blask złota. Wybacz, ale to wciąż moje pieniądze i jak tak dalej pójdzie, to będzie ta intercyza, zobaczysz! - krzyczał mężczyzna z uśmiechem na ustach.
Gdy mówił z zaangażowaniem, czasem się zapominał i swoim tubalnym głosem mówił nie tylko do niej, gdyż zapewne słyszeli go także sąsiedzi.
Zauważył, że kobieta porusza ustami.
– Co? – na wpół powiedział, na wpół krzyknął.
– Mówię, że ci dziękuję – rzekła ze spuszczonymi oczyma. Patrzyła się na podłogę, pudełko trzymała zamknięte w dłoni. Ramiona wzdłuż ciała, postawa lekko przygarbiona.
– Ależ proszę. Hej, skarbie, skąd smutek?
– Bo na mnie krzyczysz!
– PRZEPRASZAM! – krzyknął bezmyślnie.
Zapadła cisza.
– Wybaczam... – szepnęła.
Z mężczyzny spłynął cały entuzjazm, który zastąpiła fala czułości i rozczarowania swoim zachowaniem.
Tak się czasem mijali w życiu. Ona zapomniała otworzyć drzwi. On z emocji zapomniał o ich rytuale na powitanie.
Tym rytuałem była chwila na przytulenie się po tym, jak nie widzieli się przez kilka lub więcej godzin. Czy miał prezent, czy nie miał, czy byli szczęśliwi, czy przygnieceni smutnym wydarzeniem, Anna domagała się przytulenia na powitanie. Zawsze. W tym celu nawet kupiła dziecięcy stołeczek, który stał przy drzwiach i na który wchodziła, aby móc po rozłące spojrzeć swojemu ukochanemu w oczy bez zadzierania głowy.
Miała nadzieję, że ten stołeczek kiedyś wypełni swoje prawdziwe przeznaczenie. Był on sprzedawany przecież jako przedmiot dla dzieci.
Czy byli zdrowi, czy byli chorzy. Czy zamożni, czy biedni. Czy nie mieli oka, ręki lub nogi.
Anna domagała się przytulenia zawsze. Endorfiny wyzwolone z przytulenia ukochanego mówiły jej, że będzie dobrze. I tylko to, i aż to chciała wiedzieć. Złota biżuteria nie była dla niej ważna.
Dla niej najważniejszy był on. I chciała, aby ona była równie ważna dla niego.
Mężczyzna o posturze niedźwiedzia objął i mocno przytulił kobietę. Robił to używając odrobiny siły. Wiedział, że uścisk daje Annie poczucie bezpieczeństwa.
Rozczulony jej postawą, żałował swojego grubiaństwa. Pochylił głowę i powąchał jej włosy. Wyczuwał swoje ulubione perfumy oraz lekki zapach jeszcze czegoś… Tak, to sole do kąpieli, charakterystyczny, nieco gryzący zapach, który trudno było wyczuć po spłukaniu go czystą wodą.
Jego organizm zaczął reagować na jej bliskość. Dotyk, zapach. Ledwo słyszalnie mruknęła z zadowolenia. Słuch. Spoglądał na czubek jej głowy, podziwiając gęste włosy. Wzrok.
Do niesłusznego, acz powszechnego mitu o istnieniu tylko pięciu zmysłów, brakowało mu jedynie smaku. Chciał poczuć jej smak.
Jego prężniejący członek szukał swojego miejsca w ich uścisku. Kobieta na swoim brzuchu czuła każdy jego ruch.
Pomimo narastającego podniecenia, a może dzięki niemu, Adam zmarszczył brwi. Coś w jej zachowaniu było sprzeczne, jednak nie potrafił stwierdzić, co. Zaciągnął się jej zapachem, który kontrastował z tym, co widział, a widział ją ubraną w starą koszulkę t-shirt, którą dawno powinna wyrzucić…
Nie, ona jej nie wyrzuci. Ona ją potnie i będzie dalej używała, jako szmaty.
Tak czy inaczej, był to strój do sprzątania. Skąd więc zapachy po kąpieli?
Zaczynając rozumieć, odsunął ją trochę, aby się jej przyjrzeć. Koszulka była dosłownie podarta, w materiale ziała sporej wielkości dziura. Anna zawadiacko się uśmiechała. Dopiero teraz zauważył, że nie miała założonego stanika. Podniecenie kobiety było wyraźnie zauważalne.
Wszystko stało się jasne. Zdarzało im się już przypadkiem podrzeć na sobie ubranie, gdy byli siebie tak strasznie spragnieni. Tym razem potarganie ubrania było zaplanowane.
Jednak dostrzegł w jej oczach wyzwanie. A więc czekała ich bitwa. Bitwa, którą przeprowadzali już niejednokrotnie. Z reguły Adam przegrywał, ale postanowił, że tym razem postara się bardziej.
Elektryzująca zabawa polegała na tym, że przegranym jest ta osoba, która nie wytrzyma z podniecenia i rzuci się całować i rozbierać partnera.
W tej walce dozwolone były pewne fortele. Ona zmysłowo oblizała usta. On jakby od niechcenia podrażnił palcem jej sterczący sutek. Ona odwdzięczyła mu się leciutko smyrając go po kroczu opuszkami.
Aż westchnął czując, jak w naprężonym do granic możliwości członku toruje sobie przejście naturalny lubrykant, preejakulat.
– Za chwilę na podłodze będzie kałuża – powiedziała kobieta z trudem opanowując głos. Pod względem wydzielin z powodu podniecenia, byli do siebie podobni.
– To ją później wytrę – uśmiechnął się.
– A nie zechciałbyś zerwać ze mnie ubrania? – uniosła brew.
„Ja p------ę”, pomyślał mężczyzna. Zorientował się wcześniej, co do jej zamiarów. Nie wpadł na to, że tym razem to on powinien „przegrać” ich bitwę na podniecenie.
Zacisnął pięść na kołnierzyku jej koszulki i szarpnął.
Błąd!
Materiał tracił swoje właściwości i się dziurawił, ale nie dotyczyło to zgrubienia kołnierzyka, który był wciąż na tyle mocny, aby wytrzymać szarpnięcie. Anna straciła równowagę i instynktownie wyrzuciła ręce przed siebie w obawie przed upadkiem na twarz.
Jedną ręką trafiła Adama w krocze.
Mężczyzna zwinął się w bólu.
Kobieta upadła.
Gdyby nie miał zaciśniętych oczu i nie wykrzykiwał przekleństw, zobaczyłby, jak na ziemi jego ukochana próbuje złapać oddech. Na chwilę się zapowietrzyła.
Gdy ostatecznie udało się jej zrobić wdech, wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem.
Otępiały od bólu Adam obserwował, jak Anna wydając dźwięki zwykle wydobywające się z otworów gębowych zwierząt, w tym głównie rżenie na przemiennie z rzęrzeniem, wije się ze śmiechu na podłodze w pozycji prenatalnej. Wciąż miała problemy ze złapaniem powietrza, wydając pomiędzy napadami śmiechu przeciągłe „yyyyyyyyyyyyyć!”, po czym dalej śmiała się zalana łzami.
Komizm sytuacji dotarł w końcu do umysłu obolałego mężczyzny, który zaczął chichotać, następnie śmiać się, aż w końcu dołączył do niekontrolowanego rechotu. Próbowali wykrztusić jakieś słowa, ale w ich stanie nie było to możliwe. Starali się nawzajem uspokoić za pomocą rąk, jednak wciąż się nie kontrolowali, a kolejne spazmy śmiechu im tego nie ułatwiały.
Napady śmiechu stały się w końcu coraz rzadsze i cichsze. Bolały ich mięśnie szczęk i brzuchów. Opanowując ciało, Adam pomógł ukochanej wstać i usiedli na kanapie, wciąż chichocząc. Uspokajali się jeszcze przez chwilę. Nagle, gdy mogli je wymówić, słowa stały się zbędne.
Wiedzieli, że to jeden z tych momentów ich życia, który zapamiętają na zawsze. Który nigdy się nie powtórzy. Który łączy ich mocniej, niż jakiekolwiek słowa wypowiedziane w jakichkolwiek okolicznościach, bardziej niż łamane przez tak wielu ludzi przysięgi miłości i wierności aż do śmierci.
Zlany potem mężczyzna zaczął się rozbierać, przecież wciąż był w kurtce i marynarce. Gdy zdjął wierzchnie odzienie, Anna zaczęła powoli rozpinać guziki jego koszuli.
Zamiast dzikiego seksu w porwanej koszulce, miłość uprawiali powoli, napawając się namiętnością.
Rozkoszując się chwilą, Adam zaczął dostrzegać u swojej ukochanej symptomy „tego” orgazmu. Pochwowego. Podczas którego na moment zupełnie straci nad sobą kontrolę. Tego, po którym z jej oczu popłyną łzy. Mężczyzna postanowił przyspieszyć swoje ruchy. Wiedział, że jeśli nie osiągnie orgazmu zanim ona zacznie płakać, będzie musiał przerwać akt miłosny. Anna prosiła go nie raz, aby kontynuował, lecz gdy z jej oczu płynęły łzy, zdawało mu się to wręcz plugawe.
Mimo wszystko od dłuższego czasu był to spokojny, oczyszczający, dobry płacz.
Nie to, co kiedyś.
Koniec
***
Posłowie
Powyższe, krótkie opowiadanie zawiera fragment odbierany jako zbyt bezpośredni, wyróżniający się. Gdybym pisał to mając na uwadze szerszą publiczność, zapewne bym go złagodził. Jednakże to opowiadanie było przesłane jako wiadomość do konkretnej osoby w konkretnym czasie i miało na celu wywołanie konkretnego efektu. Postanowiłem go nie zmieniać. Bohaterowie opowiadania inspirowani są prawdziwymi osobami.
Autor: @Mordeusz
Redakcja: @galaxypx
