Kilka lat temu nie miałem pieniędzy a bardzo chciało mi się jeździć. Na tyle (bardzo)
że jak za oknem słyszałem jakiś motocykl to jak najszybciej biegłem do okna aby zobaczyć co przejechało.
W końcu nie wytrzymałem i zadzwoniłem do znajomego słuchaj, rzekłem do niego
Jaki TANI motocykl mógłbym kupić?
A on na to - A jak tani?
Spojrzałem do portfela miałem całe 500zł.
Odpowiedziałem do słuchawki TANI.
ON- za 3000zł możesz kupić już w miarę dobrą yamahe xj 600
A tańszy? zagadnąłem
No wiesz jakąś koreańską 125 to i za 1500zł dorwiesz.
A jeszcze tańszy?
.....
.......
....
Po chwili ciszy usłyszałem
-to se rometa ogara kórw...a kup.
-myślę że to dobry pomysł odparłem.
I po chwili dodałem poszukaj mi takiego.
Zadzwonił następnego dnia że znalazł ogłoszenie i 50 km odemnie jest taki za 400zł na sprzedaż.
Pojechałem kupiłem i przywiozłem, był to mój najszczęśliwszy dzień w tamtym roku.
Jest to romet ogar 200 z czechosłowackim silnikiem. przez pierwszy miesiąc po zakupie nakręciłem nim 1200km w drugim około 600 gdy w szczerym polu wystrzeliła mi świeca z głowicy.
Na szczęście znajomy mnie zaholował do domu.
Postanowiłem że jak już wymieniać głowicę to i większy cylinder wsadzę.
Kupiłem 60ccm naczytałem się różnych artykułów jak z czesko-polskiej zemsty zrobić wyścigowego potwora.
Splanowałem głowicę, przerobiłem kanały w cylindrze i je wypolerowałem, przerobiłem tłok, rozwierciłem króciec ssący i go wypolerowałem, dobrałem inne dysze do gaźnika i skróciłem kolanko wydechowe.
Tak to zdecydowanie było to.
Teraz trzeba było dotrzeć to monstrum (jakim był w moich oczach). Przejechałem już ze 20 km z małą prędkością gdy z przeciwnej strony przejechał chiński skuter.
Nie wytrzymałem i zawróciłem. Postanowiłem pokazać właścicielowi chińskiego kibla że nie od dziś oglądam szybkich i wściekłych i potrafię się ścigać.
Gdy dogoniłem mego rywala to on to spostrzegł i przyspieszył do zawrotnej prędkości całych 43!!!!
Nie 40 ani też 41 tylko PEŁNYCH 43km/h !!!!
Cóż musiałem odkręcić do końca i pokazać mu kto tu rządzi.
Z każdą minutą oddalałem się od tego skutera, przejechałem jakieś 3 km z manetką odkręconą do końca i zostało mi jakieś 100 metrów do skrętu po którym powiedziałem sobie że odpuszczę bo i tak wygrałem.
Gdy nagle coś walnęło i silnik stanął w jednej chwili.
Po kilkudziesięciu sekundach obok przejechał skuter a kierowcą okazała się babcia która z wyższością się śmiała w moją stronę.
Tak zatarłem silnik.
Pierścienie popękały i zaklinowały tłok oraz rozwaliły głowicę.( ͡° ͜ʖ ͡°)
Zrobiłem remont generalny i w tamtym roku ogółem przejechałem nim jakieś 7 tyś km.
Ale to co się działo potem to już opowieść na inną historię.(A sporo tego było)
Komentarze (4)
najlepsze