Koniec roku się zbliża a wraz z nim czas na podsumowania/przemyślenia. Mnie właśnie naszło, że przez ostatnie dwa lata nie skończyłem ani jednego flakonu.
Podjęliśmy dzisiaj bardzo trudną decyzją i pozwoliliśmy odejść kochanej kici.
Choroba postępowała w bardzo szybkim tempie. W piątek rano jak zwykle wyprzedziła mnie w drodze po karmę. W piątek popołudniu już nie mogła chodzić na tylnych łapach. Sobota i niedziela to kot po prostu leżący, ale dała radę się wciągnąć do kuwety. A wczoraj i dzisiaj nawet obrócić się nie mogła, łapki miała prawie całkowicie sparaliżowane.
Weterynarz jeszcze w poniedziałek sugerowała neurologa i próbę
Komentarz usunięty przez autora
Komentarz usunięty przez autora
Komentarz usunięty przez autora
Komentarz usunięty przez moderatora