nie miałem pojęcia, że wszystko było nagrywane oddzielnie.


@zymotic: w muzyce "popularnej" czy to pop, czy rock, czy metal czy cokolwiek, od jakichś 40 lat albumy nagrywane na żywca to margines. Prawie wszystko się nagrywa pojedynczo, obrabia surówkę, miesza z resztą.
  • Odpowiedz
@cult_of_luna: Chcialoby sie powiedziec: niestety. Plus przeklety 1998 rok :-) Pan doktor matematyki Andy Hilderbrand wypuscil na swiatlo dzienne stworzonego przez siebie potwora: Autotune. Pierwsze sztuczne utwory: „Fragments of Life” Roy Vedas i „Believe” Cher. I swiat juz nie byl taki sam...
  • Odpowiedz
@zymotic: Wedlug mnie The Cure nagralo album, ktorego juz potem nie udalo sie niczym przebic. Jeden z kamieni milowych rocka. Album bardzo emocjonalny, tajemniczy, czarny, wrecz depresyjny. No i Robert Smith po raz kolejny pokazal, jak swietnym jest teksciarzem.
  • Odpowiedz
@zymotic: Piekna piosenka o przemijaniu. Warto wiedziec, ze wspolautorka tekstu jest zona Davida Gilmoura - Polly Samson. A tytul calego albumu "Division Bell", to po prostu "Ostatni Dzwonek".
Division Bell, to tradycyjny dzwonek w brytyjskim parlamencie, sygnalizujacy czlonkom tegoz, ze jezeli zaraz nie zasiada w lawach, nie wezma udzialu w glosowaniu.
  • Odpowiedz
@HeavyFuel: : Spora część twórczości okołonumetalowej mało szlachetnie się zestarzała. Ja jakoś do Crazy Town mam ogromny sentyment, mało jest zespołów, które aż tak kojarzą mi się z dzieciństwem. Zawsze byłem bardziej team rock i metal niż team rap, ale takie połączenie rapu z rockiem było w tamtych czasach "czymś" (mimo, że były zespoły, które robiły to znacznie lepiej niż CT). Butterfly to moja druga ulubiona piosenka z tego albumu
  • Odpowiedz