Bardzo lubię wylew amerykańskiego indie rocka w początkach lat 90. Fakt, wtedy rządził bardziej britpop na świecie a swoje żniwo jeszcze zbierał grunge lecz te bardziej undergroundowe zespoły dawały radę. I jak ja bardzo lubię wspominać te pierwsze czytane przeze mnie recenzje pewnego ,,kanonu'' porcysa(słynne forum rip pamietam i wspominam dobrze mimo ze był rak xD) gdzie okreslano: ta paczka zespołów to must listen. I tak z perspektywy czasu nie sa to
gdyby nie płyta z bananem na okładce, to nie byłoby niczego. a po amerykańskim indie nic już nie wymyślono. cofnijmy się o kilka kroków, idąc tyłem, patrząc wprzód i gwarantuje, że to nie będzie czas stracony.