Pomimo całego potencjału i przyjemności z obcowania z nim nie da się uniknąć ciągłego wrażenia powtarzalności i niedopracowania, co w tym przypadku niestety rodzi bardzo nieładne wrażenie perfidnego skoku na kasę czytelników. Normalnie powstałby potworek, a tutaj dostaliśmy komiks po prostu dobry. Chyba głównie dlatego, że nawet odwalając robotę ocierającą się o budżetówkę, Jeph Loeb i Tim Sale po prostu nie potrafią stworzyć czegoś fatalnego. Recenzja komiksu Batman: Mroczne Zwycięstwo
#


























Wciągający klimat - choć dużo tu robi muzyka, która od razu budzi skojarzenia ze Stranger Things. Postaci ciężko na razie ocenić bo na dobrą sprawę lepiej poznaliśmy tylko dwie, ale Robin trafia w mój gust #nohomo. Fabuła na tyle interesująca,
jest to o dziwo calkiem niezly i brutalny serial a Roboin w koncu nie jest p---a tylko madafakerem