Przeglądając zdjęcia z wakacji 2019, przypomniała mi się jedna sprawa. Może kogoś zainteresuje :) W Polsce: Fairy W Norwegii: Yes #ciekawostki #norwegia
Mürki, mam bilety na Islandię 31 lipca z Wrocławia Wizzairem. Czy Wizzair będzie otwierał swoje połączenia (zakładając, że Islandia otworzy się dla Polaków) w kolejności kierując się jakimś priorytetem (wg popularności tras, lotnisk...)? A jeśli lot zostanie odwołany, to ile wcześniej mniej więcej Wizz o tym informuje?
@DariusVassell: sam mam lot na Islandię 4.07 z Katowic i niedługo będę się musiał dowiadywać czy wylecę czy nie, więc bliżej tej daty możesz się odezwać, bo pewnie będę coś już wiedział :)
09.09.19 Dzień 15. (5471 km) Kiedy ja śmigam na południe w kierunku Rovaniemi, jesień już mocno za pasem. Bez przerwy, po obu stronach jezdni, widać renifery. Stwarzają całkiem spore zagrożenie dla kierowców, bo drogi na północy nie są odgrodzone od linii lasu. Mimo początkowych planów, nie zajeżdżam do wioski św. Mikołaja. Tamtejsza komercja mnie nieco odpycha. Okej, 5 euro za karmienie reniferów jest spoko, ale już 40 euro za samą fotkę z Mikołajem
@WhereIsMyMind: hej, ja trafiłem bardzo dobrze. W ciągu następnego tygodnia z tego co pamiętam ma być słonecznie i ciepło, ale sprawdź dokładnie na yr.no - to strona z prognozą, z której korzysta każdy w Skandynawii. W nocy szykuj się na temperatury zbliżające się do zera. Powodzonka!
10-11.09.19 Dzień 16-17. (7357 km) Lekkie opóźnienie w relacji, ale musicie mi wybaczyć. Droga powrotna była koszmarnie męcząca. W dwa dni pominąłem niemal 2000 km pociągiem i busami. Rovaniemi - Helsinki - Tallinn - Ryga - Warszawa. Zdecydowałem się na to zamiast autostopu, bo chciałem jeszcze nieco skorzystać z tej końcówki wakacji. Piszę do Was już z domu, gdzie szykuję jeszcze kilka zdjęć i film z tej podróży. Dajcie mi jeszcze trochę czasu,
08.09.19 Dzień 14. (5028 km) Dotarłem do głównego celu podróży! Nordkapp - Przylądek Północy - to mój punkt zwrotny. Od teraz każdy przejechany kilometr będzie powrotem do domu. Sam Nordkapp nie zrobił na mnie jakiegoś niesamowitego wrażenia. Ot koniec drogi, dalej już tylko ocean, żadnego drzewa na horyzoncie i ta świadomość, że jestem na samym północnym krańcu Europy. Szybka fotka przy globusie. Popatrzyłem nieco na tamtejsze widoczki. Spotkałem przy okazji chyba z 10
07.09.19 Dzień 13. (4748 km) W Alcie było mi na tyle przyjemnie, że wyjechałem z niej dopiero po 13. Niedaleko później zaczęła się bajka. Dotychczas widziałem łącznie jakieś 5 reniferów. Dzisiaj widziałem ich setki! Udało mi się dojechać do rybackiej wioski Skarsvåg (ok.10 km od Nordkapp), gdzie postanowiłem zatrzymać się na noc. Pogoda dopisuje, na słońcu jest na tyle ciepło, że muszę zdejmować kurtkę. Zupełnie przypadkiem ruszyłem w podróż, kiedy zaczął się sezon
05.09.19 Dzień 12. (4521 km) Poranek nie należał do najcieplejszych. Prócz nieprzyjemności w nocy, cały dzień był jak wymarzony. Jeszcze nigdy nie stopowało mi się tak dobrze. Cztery razy miałem sytuację, kiedy wysiadałem z jednego samochodu, następne przejeżdżające auto zatrzymywało się przy mnie. Dwóch kierowców odwiedziło dzisiaj sklep i kupiło mi coś do przegryzki. Nie wiem co na północy jest innego, niż w reszcie Norwegii, ale mimo braku tłumów, jest rewelacyjnie! Wydaje się,
05.09.19 Dzień 11. (4055 km) Te owce szwędają się naprawdę wszędzie xD Rano, jeszcze przed pracą, host zrobił nam wszystkim naleśniki. Złoty człowiek! Udało mi się przejechać przez całe #lofoty bez żadnych większych przygód, jednak kiedy dotarłem do Bjerkvik, miałem spore problemy z wyjazdem. Musiałem więc zostać na noc w tej mieścinie. Początkowo chciałem przesiedzieć całą noc na stacji benzynowej, ale okazało się, że "to niezgodne z polityką firmy", więc musiałem
04.09.19 Dzień 10. (3786 km) Koniec drogi. Koniec świata. Koniec wszystkiego. Dotarłem do Å! Takiej pogody, na którą trafiłem, nie życzę nikomu. Najlepsze jest to, że za 2 dni ma świecić słońce i być ciepło... Świadomość, że masz gdzie wrócić na noc i wykąpać się w gorącej wodzie jest nie do opisania. #couchsurfing - polecam każdemu. Można poznać niesamowitych ludzi i wymienić się doświadczeniami. Jeszcze przez jedną noc ładuję psychiczne akumulatory
@janekplaskacz: Å to ostatnia litera norweskiego alfabetu. Może to przypadek, a może nie, główna droga na Lofotach, E10, kończy się właśnie w tej miejscowości.
@Dzikopiryna: przez Finlandię jakoś głównymi drogami. Jeszcze nie wiem czy w Finalndii nie złapie jakiegoś lotu albo busa, czy wrócę do samego domu stopem.
03.09.19 Dzień 9. (3626 km) Lofoty - jestem chyba w najpiękniejszym miejscu, ktore widziałem do tej pory. Góry wyrastające z morza. Surowa natura. Mnóstwo owiec wałęsających się wszędzie. Na moje nieszczęście trafiłem tutaj podczas ulewy i hardego wichru. Podczas jednego podmuchu wyrwało mi nawer aparat z ręki, na szczęście miałem pasek na nadgarstku. Dotarłem do hosta z Couchsurfingu imieniem João, i właśnie robimy prawdziwą ucztę na kolację. Jesteśmy prawdziwa międzynarodową paczką: 2 Niemców,
02.09.19 Dzień 8. (3274 km) Wjeżdżając do regionu północnego Norwegii, mogę oficjalnie powiedzieć, że jestem na północy! Dzisiaj dużo się nie działo. Obfite śniadanie w hotelu, żeby naszamać się na zapas. Cały dzień byliśmy w drodze. Przez całą trasę mieliśmy cudowne widoki. Około 21:00 przekroczyliśmy linię koła podbiegunowego. Takich połaci niczego jeszcze nie widziałem. Jeśli pojawi się jakieś drzewo, to tylko karłowate. Temperatura sięga 4 stopni. W tym wszystkim najśmieszniejsze jest to, że
01.09.19 Dzień 7. (2624 km) Dużo się działo. Rano mocno wiało i całkiem sążnie padało, miałem więc pretekst do posiadówki na stacji, żeby podładować baterie. 10°C - takie ciepełko. Miałem lekkie obawy co do tego dnia, w końcu niedziela, ale szło całkiem sprawnie. Niedługo po 14:00 znalazłem się za Trondheim - miejscu do którego zmierzałem od 3 dni. Szybkie spojrzenie na Trondheimsfjorden i już miałem lecieć na stację łapać stopa, ale
31.08.19 - Dzień 6. (2412 km) Dzisiejszego dnia również nie było wiele jazdy, ale chyba doświadczyłem najwięcej Norwegii dotychczas. Były czerwone krowy, ewangelicki kościół z cmenatrzem dookoła, padało, wieje okropnie, zupełnie przypadkiem znalazłem przepiękny wodospad - Ulafossen - i na dodatek załapałem się na podwozkę Teslą. Namiot rozbiłem w centrum Dombåsu - troche na przypale, ale w niedzielę rano raczej tłumów się nie spodziewam, więc może to wypali. Od samego rana wieje na
30.08.19 - Dzień 5. (2200 km) /Wczoraj byłem tak zmęczony, że zapomniałem wstawić wpisu na Mirko, tylko od razu usnąłem./
Koni z rana o dziwo nie spotkałem, za to było naprawdę rześko. Założyłem po raz pierwszy treki, bieliznę termo, długie spodnie, polar i kurtkę, a wiatr mimo wszystko dokuczał. Nie przejechałem dzisiaj nawet 150 km, a morale mimo wszystko dopisuje. Jakoś samo to, że jestem w Norwegii poprawia mi humor. Jednym z dwóch dzisiejszych
29.08.19 - Dzień 4. (2062 km) Krótko i na temat, bo już ciemno i późno. Z samego rana podjechałem metrem na wylotówkę w stronę Szwecji (36 koron - tylko nie przelicza na złotówki, tylko nie przeliczaj). Co ciekawe, Szwecja mimo, że w strefie Schengen, na granicy sprawdza dokumenty wjeżdżających - wszystko zaczęło się po kryzysie imigracyjnym. Z Malmö było mi dość ciężko wyjechać, kombinowałem na różne sposoby, w różnych miejscach. Ale kiedy już
28.08.19 - Dzień 3. (1450 km) Pobudka o 3 nad ranem i o godz. 4 byłem już w polskiej ciężarówce - wyjazd dogadaliśmy jeszcze wczoraj. Dzisiaj wszystko szło jak z płatka. Raz nawet jeszcze się nie ustawiłem, a jedna Pani już zaprosiła mnie do samochodu. Okazało się, że mam do czynienia z dawną autostopowiczką o starym peselu, ale za to jak młodej duszy! Rozmawiało się z nią rewelacyjnie. Podrzuciła mnie na przedmieścia Kopenhagi.
@dzieju41: byłem już w Danii, ale już zapomniałem i znowu miałem szok odnośnie hosteli i komunikacji publicznej. Ceny w sklepach są w porządku i tutaj zaskoczyłem się na plus. W Norwegii jest dużo drożej w każdym aspekcie (⇀‸↼‶)
@kupczyk: plułem sobie w brodę, że nie zostałem na przedmieściach, tylko pchałem się do centrum. A miałem już ogarnietą cichą miejscówkę na namiot pod drzewami...
27.08.19 - Dzień 2. (860 km) Od wczorajszego wieczoru zadziało się dużo. W zamian za pomoc, jeszcze wczoraj, Mohammed zaprosił mnie na nocleg do swojej restauracji w Berlinie. Przystałem na propozycję, noclegów pod dachem nigdy za wiele. Rano dostałem tradycyjną marokańską miętową herbatę - jest przepyszna!
Stało się dzisiaj jednak to czego się najbardziej obawiałem - problemy z wyjazdem z Berlina. Dostałem się metrem na wylotówkę w stronę Hamburga (40 minut), czekałem jakieś
@urbnski: Mohammed. Proponował mi śniadanie, ale było już zbyt późno. A mogłem zostać, może bym nie spotkał tych gałganów... Ale gdybać to sobie można.
@UBek: w ogóle to obaj właściciele tej restauracji, Marokańczycy, mówią po polsku jako tako. Rozmawialiśmy tylko w tym języku. To się chyba rzadko zdarza xd Dzięki!
@FantaZy: w sumie to robię to przede wszystkim, żebym miał fajne wspomnienia, a przy okazji wrzucam do Internetu. Wiadomo, że drugim Fazowskim nie będę :) może kogoś to zainspiruje? Kto wie?
W Polsce: Fairy
W Norwegii: Yes
#ciekawostki #norwegia
źródło: comment_1608675649dJaEtdLn0HZEGxcP9qfuVk.jpg
Pobierzźródło: comment_1608675819FTZDmSVrE5yRe24wU4hV8Z.jpg
Pobierzźródło: comment_1608675976j3l7dORYSSYLgwgZVVLizc.jpg
Pobierzźródło: comment_1608676068qNPCD3BzItCJPeXMfR62b3.jpg
Pobierz