Byłem jakiś czas temu na koncercie Kein Bock auf Nazis (dosłownie żadnej ochoty na nazistów) i powiem Wam, że tak zamkniętego towarzystwa wzajemnej adoracji to już dawno nie spotkałem. Pomijam fakt, że byłem tam jedynym obcokrajowcem, ale przez cztery godziny mojego na tym pseudo squocie pobytu licznik interakcji z innymi nawet nie drgnął, pozostając na liczbie zero. Widać, że wszyscy się tam znali, że nikt nie przyszedł tak jak ja ot z

trzyakordy










