Jak to jest, że za każdym razem, gdy konfiarz coś powie (i to czołowy działacz tej trupy klaunów), to trzeba dokonywać egzegezy, niczym tekstu religijnego, walić fikołka za fikołkiem, zapewniać nic nie zmieniający kontekst, byle tylko wyjaśnić, że to pierdnięcie znaczyło coś dokładnie odwrotnego niż jego dosłowne brzmienie?
Czyżby trzeba było pacyfikować własne uczucie dysonansu poznawczego? Nie wiem, ale się domyślam #bekazkonfederacji












#wot