Wracam dzisiaj w nocy do domu koło 2:00, grzebię pod drzwiami w torebce, nie ma kluczy. Zostawiłam w drugiej torebce. No to dzwonię domofonem, ale oczywiście wszyscy śpią, pokręciłam się pół godziny licząc że ktoś wstanie, nikt nie wstał, nie będę przecież spać na progu, wracam do chłopaka. Telefon rozładowany, nie mam gotówki, mieszkam na totalnych obrzeżach miasta, jednym słowem MPK wita. Idę na przystanek, siadam na ławce: w końcu coś przyjedzie.
Kurcze, ale się podbudowałem. Wróciłem właśnie z wesela na którym to wyszła taka nieprzyjemna sytuacja otóż rodzinka folksdojczy, z których juz są takie niemiaszki że będąc na Polskim weselu przy stole rozmawiali po niemiecku i nawet do mnie się po niemiecku zwracali kilkakrotnie mimo upomnień, wiec też przeszło do trochę ostrzejszych słów. W drodze powrotnej w autobusie konflikt się pogłębił i zaczęli niemiaszki coś krzyczeć po niemiecku, wiec w odwecie zacząłem śpiewać
Sorry, ale Szpaku szybko się poprawił i powiedział, że "musi być dwóch". Borek dla porównania do końca utrzymywał, że nie było spalonego. Zresztą ostatnia minuta, wielkie emocje, do wybaczenia.
@ljanik7: To jest chore... ja wczoraj przed snem policzyłem dokładnie ile mi przybędzie przez noc, zakładając mój średni czas snu o.O. A potem się siłą powstrzymywałem żeby nie wstać do lapka żeby kolejny time machine walnąc.
Komentarz usunięty przez moderatora
Gentleman