@Aqwrc: kolegę takiego miałem. Byłem z nim kiedyś w górach, pieprzony mistrz przetrwania, on potrafił kajakiem na jezioro (zalew soliński) wypłynąć, mając ze sobą prócz wspomnianego kajaka jeszcze wiosło i kąpielówki, po czym po godzinie wracał z dużą rybą w kajaku, którą od razu oprawiał i z braku patelni, czy jakiegokolwiek garnka usmażył wprost w ognisku, na płaskim kamieniu.
Jeśli chodzi o ilość zabieranych rzeczy, to doszedł do takiego minimalizmu,
Jeśli chodzi o ilość zabieranych rzeczy, to doszedł do takiego minimalizmu,