Opowiem historię i to sprawiedliwą. Ojciec wysłał syna uczyć na księdza, i ojciec dofinansowywał, pieniążkami, a syn hulał, na k---y! Tak, chodził na łajzy.
Przyszli wakacje, przyszli wakacje, przyjechał syn na urlop, no obiadek. Siedli do obiadku, a ojciec nie wytrzymał i mówi tak:
SYNIE! Co tam się nauczyłeś po łacinie?! Powiedz choć słowo!
Syn milczy. Dobra ojciec mówi, to ja Ciebie nauczę synie - postawił widła, podciągnął wóz do chlewa, otworzył, a była kupa
Przyszli wakacje, przyszli wakacje, przyjechał syn na urlop, no obiadek. Siedli do obiadku, a ojciec nie wytrzymał i mówi tak:
SYNIE! Co tam się nauczyłeś po łacinie?! Powiedz choć słowo!
Syn milczy. Dobra ojciec mówi, to ja Ciebie nauczę synie - postawił widła, podciągnął wóz do chlewa, otworzył, a była kupa























Wiadomo jak się potoczyły losy Pana od Paszyn Fruta?
Pewnie się zorientował, ze gdyby urojenia o mitycznych zyskach na jakimś kilkuarowym poletku miały jakikolwiek związek z rzeczywistością, to nie byłoby tam pełno pustej ziemi, na której nie bez przyczyny nikomu się nie chce niczego sadzić, ale Khmerzy sami by dla siebie grubo zarabiali w ten nie wymagający wielkich nakładów sposób. Ale musiał