Klaps wychowawczy

Artykuł jest propozycją części treści książki, nad którą pracuję. Udostępniony w celu zainteresowania podobnymi publikacjami.
- #
- #
- #
- #
- #
- 3
- Odpowiedz

Artykuł jest propozycją części treści książki, nad którą pracuję. Udostępniony w celu zainteresowania podobnymi publikacjami.
Klaps wychowawczy
Klaps dany dziecku od dawna budzi kontrowersje. Prawie bezbronna mała istota zostaje ukarana i nie jest w stanie czasem zrozumieć powodów takiego działania. Fizyczne kary mogą budować strach przed rodzicem i dezorientację dziecka co do ich roli opiekunów. Jest to zatem zła metoda wpływania na zachowanie. Dziecko jednak powinno wiedzieć, że złamanie niektórych zasad grożą konsekwencje i powinno liczyć się z odpowiednią reakcją na podjęte działanie. Podstawową granicą jest przestrzeganie i poszanowanie ciała innych istot. Najlepiej, aby dziecko było świadome, że agresywne zachowanie może łączyć się z podobną odpowiedzią osoby, w której stronę została ona wyrażona. Oczywiście można je tego nauczyć bez kar fizycznych, jednak zachowanie w gronie rodzinnym nie musi być przeniesione do piaskownicy. W tym miejscu nasza pociecha może natrafić na pierwszy problem, który generuje wychowanie z zakazem agresji. Atakowane dziecko ma bowiem pełne prawo, żeby się bronić. Agresywna reakcja obronna jest jak korzystna, kiedy jest adekwatna do sytuacji. Poprawnego jej wyrażania powinno więc nauczyć się od dorosłych. Bywa jednak tak, że niestety sami mamy z tym problem.
Klaps nie powinien być akceptowalny, kiedy jest z dzieckiem kontakt, kiedy jest świadome otoczenia i zwraca na to uwagę, nawet jeśli jego zachowanie jest napastliwe. Istnieją bowiem sytuacje, w których nikt nie powinien wahać się stanowczo, a nawet agresywnie bronić. Oprócz bezpośredniej napaści istnieje jeszcze stan, który pozwala nam na taką obronę. Amok to zachowanie, na które prośby i żądania nie mają wpływu, a jest frustrujące bądź zagraża bezpieczeństwu komuś w otoczeniu. Jeśli więc dziecko zatraca się w swoim roszczeniowym zachowaniu, histerii, furii trzeba w krokach informować je, że takie zachowanie jest niepożądane. Dopiero przy braku reakcji na kolejne informacje możemy użyć nieco mocniejszych środków wyrazu. Dotyczy to zarówno dzieci, jak i dorosłych. Jest parę powodów, dla których nie powinniśmy ulegać ludziom w amoku. Ustępując uczymy, że takie zachowanie jest korzystne. W domu łatwiej bagatelizować takie zabiegi, ale w przestrzeni publicznej zaczyna stanowić to problem. Najlepiej więc będzie nie traktować pociechy wyjątkowo także pod tym względem. Oczywiście dzieci są hałaśliwe z natury, do najmłodszych nie można mieć pretensji. Jednak jak jest w stanie już świadomie zrozumieć sytuację, a nie reaguje na prośby, trzeba się zastanowić co dalej.
Dorosłe osoby agresją odpowiadają na nadmierne roszczeniowe zachowanie, z którym łączy się prawie całkowity braku kontroli i niereagowanie na płynące uwagi. Sami takie przejawiają najczęściej pod wpływem alkoholu czy innych środków, ale powodów utraty panowania nad własnymi odruchami jest więcej. Zawsze więc powinniśmy reagować, kiedy fizyczna granica bezpieczeństwa nas lub kogoś w otoczeniu jest naruszona. Atakowani przez osobę w takim stanie mamy pełne prawo fizycznie się bronić. Nie ma bowiem nic złego w powstrzymaniu napastliwej osoby siłą w celu uniknięcia eskalacji konfliktu, uszczerbku na zdrowiu czy innych względów bezpieczeństwa. Im wcześniej dziecko zacznie rozumieć podstawy prawidłowych zachowań, tym korzystniej dla niego.
Obce osoby mają pretensje do opiekunów za głośne zachowanie dziecka, co nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Każdej osobie zachowującej się nieodpowiednio w miejscu publicznym należy zwrócić uwagę, zarówno rodzicom pozwalającym na frywolne zachowanie pociechy, jak i samemu frustrującym otoczenie dziecku. Pociecha może jednak nie zwracać uwagi na prośby opiekunów i ich zachowawcze zachowanie spowodowane jest niechęcią do publicznego wyrażania złości. W takiej sytuacji znajdują się między przysłowiowym młotem a kowadłem. W końcu znajdzie się obca osoba, która nie wytrzyma, co niestety jest dość nieprzewidywalne co do tego, jakie i w jakiej formie uwagi zostaną wypowiedziane. Z drugiej strony rodzice dając reprymendę, mogą także spowodować dezorientację dziecka, które może nie zrozumieć odmiennego zachowania opiekunów w domu i miejscu publicznym. Najlepiej więc aby osoba sfrustrowana zachowaniem dziecka zwróciła się bezpośrednio do niego, jednak w taki sposób, aby cała sytuacja była pod kontrolą rodziców. Dziecko tak uczy się, że jest odpowiedzialne za własne zachowanie. Pęka bańka ochronna stworzona przez rodziców, kiedy pociecha rośnie w bezpiecznym domu rodzinnym. Szybko tak dowiaduje się, że ma realny wpływ na otoczenie i że ono ponosi konsekwencje własnego zachowania. Rodzice więc mogą spokojnie wkroczyć, kiedy ich pociecha dostanie taką reprymendę z przeświadczeniem, że zapamięta radę na przyszły raz. Wcielają się wtedy w naturalną rolę gwarantów bezpieczeństwa dla własnego malucha. Wystarczy przeprosić za podopiecznego lub wymagać tego od własnego dziecka w stosunku, do których osób bezpieczeństwo czy komfort zostały naruszone. Jednak obca osoba powinna też być świadoma, że zwracają uwagę dziecku, nad którym czuwają opiekunowie troszczący się o jego stan. Współcześnie jednak rodzice z zasady zawsze bronią własną pociechę. Uważają, że karać mogą tylko oni. Otóż nie mają takiego prawa, a dziecko też funkcjonuje w społeczeństwie i musi się z nim otoczeniem liczyć. Opiekunowie mogą zyskać, kiedy rezygnują z postawy bezwzględnie broniącej własne dziecko. Trzeba pogodzić się i zaakceptować, że korzystna może być reprymenda od obcej osoby. Błędem jest więc z zasady roszczeniowe atakowanie na zwracanie uwagi dzieciom. Lepiej czasami zostawić sobie role łagodzących całą sytuację opiekunów. Oczywiście, jeśli zabiegi nie poskutkowały a wyrażona w stosunku do nich lub dziecka nagana jest kontynuowana, wtedy można krokami coraz bardziej stanowczo zacząć się bronić. Idealnie więc byłoby, gdyby obca osoba po porozumiewawczym spojrzeniu z rodzicem zwracała uwagę dziecku. Uchroni to wszystkich zainteresowanych przed zaskoczeniem i niepewnością.
Nie powinniśmy więc reagować impulsywnie, jeśli już nasz podopieczny zostanie zepchnięty przez inne dziecko wieżyczki na placu zabaw. Wspierać najlepiej samodzielne działania pociech, ale oczywiście możemy interweniować, jak sprawy nie rozwijają się w dobrym kierunku. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby poprosić winowajcę oby przyszli także jego opiekunowie. Wysłuchać wersji wydarzeń skonfliktowanych dzieci i sugerować im możliwości rozwiązania. Emocje rodziców w takich wypadkach są złym doradcą, więc jeśli sytuacja jest nerwowa najlepiej ustalić fakty i wymienić się numerami telefonu. Wszystko bowiem mogłoby skończyć się rozmową z pytaniem o stan zdrowia i przeprosinami od atakującego dziecka lub takim zainteresowaniem podczas następnego spotkania. Spornych sytuacji jest jednak wiele. Rodzicom najlepiej zostawić łatkę chroniących opiekunów, jak powinno widzieć ich własne dziecko. Widząc, że przepraszają za jego zachowanie, za które właśnie dostała uwagi, może poczuć wdzięczność do rodziców za ratunek. Takie sytuacje mogą nauczyć dziecko, że w przestrzeni publicznej są inne osoby, na które trzeba uważać.
Kary fizyczne są niedopuszczalne zawsze, kiedy jest z dzieckiem kontakt i zwraca uwagę na to, co mówimy. Obojętnie jak bardzo przeszkadzają nam jego szkolne wyniki czy buntownicze zachowanie, napaść fizyczna prawnie powinna być zabroniona. Wieczne tłumaczenie sytuacji też nie ma wielkiego sensu, zwłaszcza w przypadku jak dziecko nie zwraca uwagi na wypowiadane komunikaty. Czasami trzeba zostawić możliwość wyboru, nawet jeśli wiązałoby się to z naszym odmiennym zdaniem, ale mieszczącym się we wcześniej ustalonych granicach. Klaps więc jest ostateczną dosadną uwagą rodzica i powinien zawsze wiązać się z wcześniejszą prośbą i żądaniem. Dziecko powinno rozumieć, dlaczego taka forma kary została użyta. Nagłymi wybuchami i fizyczną napaścią uczymy powoli dziecko życia w stresie, które traci zaufanie do najbliższych. Powinniśmy szukać innych metod wpływania na zachowanie podopiecznych. Istnieje zdrowa, naturalna agresja, adekwatna do sytuacji i możliwości przeciwnika. Nie powinniśmy uczyć dziecka, że może być to coś złego. Obronić się bowiem powinno mieć zawsze prawo, a atakować też może w niektórych przypadkach. Klaps jest jednak formą napaści, w której nie traktujemy dziecka jak równorzędnego partnera. Jest raczej metodą mającą bólem zmusić do posłuszeństwa. Nawet jego jednokrotne zastosowanie powinno być ostatecznością. W świecie dorosłych są przypadki, kiedy pozwalamy sobie na fizyczną agresję w odpowiedzi. Głównie jest to napaść w każdej formie. Dzieci więc nie powinny mieć przywileju ochronnego, kiedy zdarza im się naruszyć przestrzeń innych bez opamiętania. Reakcje powinny być podjęte, ale adekwatne do sytuacji. Klaps może więc być użyty jako ostateczny środek zaradczy, który jest wyrazem bezradności w szybkim znalezieniu innej formy modyfikowania zachowania dziecka, które zagraża własnemu bezpieczeństwu lub kogoś w otoczeniu.
Komentarze (3)
najlepsze