Pewnie było z milion innych historii opartych na tym schemacie, więc nie ma się czym podniecać. Wiadomo było, że w Avatarze historia będzie na drugim planie - miała po prostu nie przeszkadzać. I moim zdaniem nie przeszkadza. Nie jest jakoś strasznie naiwna, film ogląda się dobrze.
Mi w Avatarze brakowało Stevena Seagala w jakiejś arcyważnej roli. Uratowałby jakiegoś zwierzaczka z sideł, stwierdził kategorycznie, że trzeba uratować planetę przed zagładą i zrobił dobrą rozpierduchę.
Ciagle lepiej niz filmy typu. Samolot amerykanskich lini lotnicznich zostaje porwany przez terrorystow, jednak ze na pokladnie znajduje sie bohater ktory jest tajnym agentem fbi. Czy uda mu sie pokonac terrorystow i sprowadzic maszyne na ziemie przy pomocy stiuardesy ktora nigdy wczesniej nie latala?
Komentarze (95)
najlepsze
Tylko nie wiem kto normalny idzie na ten film delektować się historia.
A teraz dawać plusy!
Do tego piję: http://www.youtube.com/watch?v=qCR_kuXySAY :)
Edit: Czyli filmy typu one man one army