Pechowców dzielą od katastrofy trzy dni – tyle ma sąd na decyzję. Na zamkniętym posiedzeniu, bez obecności dłużnika. Potem – jak mówią ci, którzy przez to przeszli – jest już tylko jazda w dół.
Siądźmy pod oknem – ścisza głos Tomasz Łaszczyk, żeby nie usłyszeli go inni goście kawiarni. – Opowiem, jak w majestacie prawa zwinięto mi z konta 15 tys. zł.
Parę miesięcy temu do pracodawcy Łaszczyka zgłosił się komornik z żądaniem zajęcia pensji. Wyrok wydał lubelski e-sąd na żądanie jakiegoś banku. Jakiego – nie wiadomo; jako wierzyciel Łaszczyka w dokumentach figurowała firma windykacyjna, która kupiła dług. – Zgłupiałem, od
@RageKage: e-sąd wysyła jednak wyrok na adres podany przez powoda. Nie sprawdzając jego prawidłowości, co jest masowo wykorzystywane. Dłużnik lub "dłużnik" nie ma możliwości odwołania i obrony zanim nie jest za późno.
Komentarze (2)
najlepsze