Aktywne Wpisy

tak-nie-wiem +159
Rewolucja w technologii mobilnej, która była... ale jednocześnie jej nie było.
Okolice lat 2007 - pozostaniemy jeszcze przy tym okresie - były czasami, gdy rynkiem mobilnym rządził system Symbian. I "rządził" to mało powiedziane, był niemalże monopolistą. Pojawiały się co prawda takie rozwiązania jak Windows CE Microsoftu (rok 2002), czy BlackBerry (także 2002), ale były to rozwiązania mimo wszystko niszowe.
Tymczasem w Mountain View - niewielkim mieście z pięknym widokiem na górę
Okolice lat 2007 - pozostaniemy jeszcze przy tym okresie - były czasami, gdy rynkiem mobilnym rządził system Symbian. I "rządził" to mało powiedziane, był niemalże monopolistą. Pojawiały się co prawda takie rozwiązania jak Windows CE Microsoftu (rok 2002), czy BlackBerry (także 2002), ale były to rozwiązania mimo wszystko niszowe.
Tymczasem w Mountain View - niewielkim mieście z pięknym widokiem na górę
źródło: T-Mobile_G1_launch_event_2
Pobierz
Wontensso +10
Kurła od 3 miesięcy próbuje sprzedać działkę budowlaną 20 arów w lubuskim w okolicach gorzowa wlkp. Za dobrą cenę. Na prawdę fajna, przy lesie. Na wsi. Co jest nikt nie chce się budować? 10k odsłon na otodom i 1 telefon
#nieruchomosci
#budujzwykopem
#dom
#nieruchomosci
#budujzwykopem
#dom





Krótka historia o tym, jak to wespół z ukochaną @ZgnilaZielonka witaliśmy wiosnę w zadupiach pomorsko-zachodniopomorskich.
Pojechaliśmy otóż, jak zapewne nie wiecie, koleją żelazną w dzikie ostępy Szczecinka (proszę nie mylić ze Szczecinem!) aby stamtąd, gnani i wspomagani wiatrem z grubsza boczno-wdupnym dopatatajać sobie do Koszalina, skąd pojechaliśmy koleją żelazną do Szczecinka, ale kto uważnie to długaśne zdanie czyta, ten wie.
Poranek w okolicach peronu pierwszego dworca zamkniętego przywitał nas zimnym i bezdusznym, niczym wzrok Macierewicza chłodem i lekkim głodem, bowiem może zjedliśmy w Kotwicy (proszę nie pomylić Kotwicy z Katowicami!) bułkę (każde z nas swoją) i popiliśmy czymś gazowanym z aluminiowej puszki (każde z nas ze swojej), dodatkowo zajadając rogalikiem (obydwoje wzięliśmy po jednym) to i tak może nie byliśmy głodni, ale nienasyceni. Nic to jednak dla nas, bowiem po drodze przewidywaliśmy dwie pauzy w obajtkowych przybytkach kultury i ogłady, #!$%@? wasza mać.
Ruszyliśmy tedy stępa, @ZgnilaZielonka bez żelu, ja zaś bez zęba w Pomorza odmęty, gdzie kręciły się jakieś męty. Przez Żółtnicę i Gwdę Wielką aż do miasteczka Czarne (celowo takiej konstrukcji zdania użyłem bowiem nie wiem jak się tą nazwę odmienia, a możliwości intelektualne nie pozwalają mi korzystać z Wujaszka Googla) gdzie zrobiliśmy krótką pauzę w przybytku Kulturalnego Daniela, #!$%@? wasza mać. Trzeba przyznać że mój zmysł kartografa, moja intuicja obieżyświata i nieświeżość włóczęgi zaiste nieźle poprowadziła dłoń podczas kreślenia trasy. Może i mieliśmy lekką mgłę i wiatr w ryjki na początku trasy, ale widoki były za to niezgorsze (jeśli ktoś lubi oczywiście skąpane w lekkiej, późnozimowej lub też wczesnowiosennej mgiełce pola, lasy, bramy i szałasy służące autochtonom za ropiejące siedliska domostw).
Dalej, już z lekkim wiatrem w plecy, jadąc przez pola i lasy, trzymając się za... Bidony popędziliśmy pośród pięknych okoliczności przyrody przez Rezerwat międzybórz (który, jak sama nazwa wskazuje, znajduje się pomiędzy burzami) ku wsi Claviceps purpurea. Stamtąd po szerokiej niczym coś szerokiego (np. zamknięte oczy) popędziliśmy po DK25 aż do Białego Boru w którym nie było żadnych białych drzew. Z kronikarskiego obowiązku należy wspomnieć, że przy DK25 jest świetny CPR, który zaczyna się kawałek przed wsią Brzezie, a kończy na granicy województwa pomorskiego jak również pomorskiego, tylko że zachodniego. Przez samo Brzezie można się wygodnie przeturlać starym śladem krajówki, po której nie jeżdżą w gruzach przygraniczne mrówki, bowiem Szwecja jest dość daleko.
W Białym Borze robimy popas od głowy po pas, w przybytku ogłady i spolegliwości Daniela którego nie bolą kości, #!$%@? wasza mać.
Stamtąd z kolei, nie korzystając z kolei pędzimy ku północy by nie zaznać w trasie nocy. Koła prowadzą nas przez dzikie acz piękne ostępy jakiegoś Zadupia. Po drodze, na horyzoncie w kącie pola widzenia podziwiamy kątem oka nadajnik RTCN w Gołogórze (która chyba nie była taka goła bowiem rosły na niej drzewa) oraz elektrownię wodną w Żydowie, w którym chyba nie ma Żydów. W Starym Bornym, bezspornie przestronnym mijamy natomiast przyszły dom niespokojnej starości dla bandytów z Partii, dla niepoznaki nazwanego Zakładem Karnym. Dalej jest już do bólu standardowo i nudno: mijamy otóż znak, który informuje nas iż droga jest kanionem na piętnaście kilometry w przód, cni pedalarze. W istocie tak jest i nieco podskakujemy w siodłach jadąc w pocie kolan przez dzikie ostępy dzikich ostępów. Później zaś dojeżdżamy sobie do Drogowego Odcinka Lotniskowego w ciągu Drogi Wojewódzkiej nr 186 gdzie wietrzymy głowę i skarpety przed wjazdem w cywilizowane wertepy. Do Koszalina przez Sianów w którym nie było siana docieramy wieczorem, który to następuje na chwilę przed nocą.
Piszący te słowa osobnik zebrał se jedną gminę, Pani zebrała sobie trzy a to wszystko przez kolegę @Przypadkowy który kazał pedałować. Urwipołeć jeden!
#rowerowyrownik #mordimernaszosie
Skrypt | Statystyki
źródło: Lubię_daniela_obajtka_zartowalem
Pobierz