Wpis z mikrobloga

@Baron_Al_von_PuciPusia:

– Bronku, to, co dzisiaj zobaczysz, masz zachować wyłącznie dla siebie – ostrzegł mnie Donald. – Nikomu ani słowa. Nikomu. Nawet twojemu przyjacielowi Grzegorzowi.
– Nawet Wojciechowi? – spytałem cichutko.
Donald westchnął, ukryty za tym swoim smutnym uśmiechem, który jak cień towarzyszył mu nieodłącznie przez całe życie.
– Nie, oczywiście, że nie – odparł, spuszczając głowę. – Przed nim nie mamy tajemnic. Generałowi Jaruzelskiemu możesz mówić wszystko.

Szalejąca tuż po
@Baron_Al_von_PuciPusia: Spust ustąpił, dotknąłem gładkiej wypukłości kolby i właśnie wtedy, w tym trzasku suchym i zarazem ogłuszającym, wszystko się zaczęło. Strząsnąłem pot i słońce. Zrozumiałem, że zburzyłem równowage dnia, niezwykłą ciszę lasu, na której byłem szczęśliwy. Więc strzeliłem jeszcze cztery razy do bezwładengo ciała Lecha Kaczyńskiego, kulę zagłębiały się w nim niedostrzegalnie. I były to jak gdyby cztery krótkie uderzenia, którymi zastukałem do wrót nieszczęścia.
Otworzył oczy. Komorowski patrzył na niego z przerażeniem.
- Chroniłeś go, utrzymywałeś tak długo przy życiu tylko po to, by umarł we właściwym momencie?
- To cię tak szokuje, Bronku? A ilu ludzi umarło na twoich oczach?
- Ostatnio tylko ci, których nie byłem w stanie ocalić- odparł Komorowski,wstając.
- Wykorzystałeś mnie.
- To znaczy?
- Szpiegowałem dla ciebie,kłamałem dla ciebie, narażałem dla ciebie karierę, a wszystko to robiłem ,by zapewnić bezpieczeństwo
@Baron_Al_von_PuciPusia:

Nigdy nie dopuściłem się plagiatu - zarzekał się dziennikarz stojący na mównicy. To wszystko kłamstwo, zajadły atak wrogiej agentury. To nie moja wina, że lubię kryminały ! - kontynuował spoglądając niekiedy na zgromadzony tłum, który spijał bezmyślnie każde łgarstwo z jego ust. Byli jak manekiny - szara masa o pozbawionych wyrazu twarzach, ślepa na jego poczynania.
Na wszystkie świętości zaklinam - błysnęły małe kaprawe oczka wygadanego człowieczka - jeśli rzeczywiście
@jozik: Zastępca komendanta zostawił skutego Komorowskiego w kącie, a potem usiadł na obrotowym krześle, zdjął czapkę, oparł stopy na blacie biurka i z komórki zadzwonił do Ziobry.

Komendant własnie wyszedł. Zastępca nosił przy sobie butlę z tlenem, taką, jakiej się używa przy rozedmie płuc czy innych chorobach. W rękawie miał rurkę połączoną z pistoletem do ogłuszania* zwierząt w rzeźni.

No. Jestem tym, na kogo wyglądam. Zobaczysz, jak przyjdę. No. Ukrywam to.
@Baron_Al_von_PuciPusia:
Był to Komorowski. - To pan? l - krzyknął Wojciech zduszonym głosem. Komorowski uśmiechnął się.
- Tak, to ja - powiedział spokojnie. - Zastanawiałem się, czy spotkamy się tutaj, Wojtku Sumliński
- A ja myślałem, że... Ałganow...
- Włodzimierz? - Komorowski roześmiał się, ale tym razem nie był to jego zwykły nerwowy chichot, ale krótki, zimny i ostry śmiech. - Tak, Włodziu wygląda na takiego, prawda? Nieźle mieć takiego Włodka,
@Baron_Al_von_PuciPusia

- Rozbieraj się - powtórzył Bronek, a w jego głosie było coś takiego, że Anna skuliła się odruchowo. Ale bunt natychmiast wziął górę.
- Nie!
Nie zobaczyła pięści, nawet nie złowiła okiem jego ruchu. W oczach błysnęło, ziemia zakołysała się, uciekła spod nóg i nagle boleśnie łupnęła w biodro. Policzek i ucho paliły się jak ogniem - zrozumiała, że uderzył nie kułakiem, lecz wierzchem otwartej dłoni.