#weszlo ma ból d--y o to, że Krychowiak nie wie kim jest Wojciech Kowalczyk xD

No naprawdę, jak można nie znać króla strzelców ligi cypryjskiej? Ta zniewaga krwi wymaga.

link
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Ale to chyba ty masz większy ból d--y, no nie? Przecież uczciwie napisali.

"Dobra, wiadomo, że „Kowal” to nasz kumpel, ale zupełnie nie o to chodzi. Nie musi Krychowiak ani go cenić, ani lubić, ale raczej powinien wiedzieć, kto to jest."

Nie mają racji?
  • Odpowiedz
Anegdota została spisana przez Pawła Zarzecznego.

Dla rozbawienia – coś o wkrętkach, które ubarwiają nasz szary żywot. Mistrzem w tym fachu był moim zdaniem Piotrek Wierzbicki z „PS” (piszę był, bo nie wiem czy wkręca dalej). Otóż miał on w redakcji zwyczaj, że jak ktoś głośno pytał o telefon do jakiegoś piłkarza, no to patrzył w aparat i podawał numer dowolnego z siedzących obok kolegów. Zwykle padało pytanie – a czemu polski numer? No bo zostawił sobie polską, bo taniej!


No i raz Jacek Kmiecik pyta o telefon do Fabiańskiego. Słyszę, Wierzbik podaje numer młodego Stolara.


-
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Magik_Antonio: Cały Paweł, na stare lata chyba trochę ześwirował. Jeśli ktoś lubi jego styl, to polecam zbiór felietonów pt. "Zawsze byłem najlepszy". Większość z nich ukazała się na łamach Polska The Times. Czyta się bardzo przyjemnie, choć o piłce nie ma ani słowa.
  • Odpowiedz
@llorT: czy ja wiem czy w sedno. glupie usprawiedliwianie sportowcow. jak nie masz w sobie checi dazenia do perfekcji, stawania sie lepszym itd to nie zostajesz sportowcem tylko kasjerem i odbebniasz swoje. i glupkowate porownania co mamy najlepszego na swiecie... a czy ktos mowi ze polacy maja byc najlepsi na swiecie? wystarczy ze beda w szeroko pojmowanej czoloce, nawet europejskiej, nie swiatowej...
  • Odpowiedz
@Perlo: Każdy ma prawo do własnej interpretacji, nie uważam, żeby głównym celem tego tekstu była obrona naszych marnych kopaczy. Problem jest głębszy niż sam futbol.
  • Odpowiedz
Historia sprzed kilku lat. Bartłomiej Grzelak zatelefonował wówczas do jednego z dziennikarzy sportowych.

Oglądam mecz Arki, a tu telefon od Bartka Grzelaka: „Gówniarzu!” – zaczął. „Jaki gówniarzu? Jesteśmy w tym samym wieku” – odpowiadam. „Nie jesteśmy!” – przekonuje. „Jesteśmy” – twierdzę. „Nieważne!” – ucina to Bartek i dodaje: „Nasrałeś sobie we własne gniazdo! Masz p--------e na Legii!".


Komentarz do całej historii ze strony weszlo.com:

Bartuś
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Na dzisiaj dwie anegdoty.

Dawne czasy, Dariusz Kubicki zostaje trenerem Legii. Na jednym z pierwszych treningów, chcąc popisać się, gdzie to on grał, wymyśla kompletnie bezsensowne ćwiczenie. Ustawia piłkarzy na linii końcowej i mówi tak: – Słuchajcie, sprawdzę waszą wiedzę na temat piłki. Będę wymieniał nazwy klubów. Jak wymienię nazwę klubu z Premiership, na przykład „Chelsea”, to biegniecie tam do znacznika sprintem i wracacie. Ale jak powiem „Nottingham Forest”, to nie biegniecie. Bo Nottingham nie jest w Premiership. „Chelsea” – jazda! Ale „Preston” – stoicie. OK?


No i Kubicki zaczyna. Krzyczy: „Liverpool!”. Wszyscy biegną, tylko Kiełbowicz został na linii. – Nie no, Kiełbik, co ty? Liverpool gra w Premiership, trzeba było biec! Dobra, od początku!


Nowe
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Do tej pory wydawało nam się, że jeśli piłkarz Legii może przegrać z Irlandczykiem, to najprędzej ten w------l miałby miejsce w jednym z popularnych w Warszawie Irish Barów.


#heheszki #weszlo #legia #polskapilka
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Poniżej jeden z najbardziej emocjonalnych tekstów napisanych przez Stanowskiego na weszlo.com. Tytuł jest wielce wymowny: "Historia przyjaźni i zdrady. Inna niż wszystkie...". W rolach głównych Czesław Michniewicz i Rafał Ulatowski. Dla wytrwałych. Zaznaczam, że warto.

To będzie tekst trochę bardziej osobisty, niż wszystkie inne. Tekst o męskiej przyjaźni i o zdradzie. O ambicjach, pieniądzach i zawiści. O wdzięczności i jej braku. O cynizmie. Długo, bardzo długo zbierałem się do jego napisania, długo biłem się z myślami, bywały dni, że sam siebie pytałem: „A może mi się to wszystko jednak zdawało?”. Może jednak pozory mylą? Chciałem wierzyć, że mylą. Bo Rafała Ulatowskiego bardzo lubiłem. Czy on mnie lubił? Nie wiem. W jego wypadku niczego nie można być pewnym, tak przynajmniej sądzę dzisiaj. Zapraszam na 20 tysięcy znaków mojej prawdy.


Okoliczności, w jakich się z Rafałem Ulatowskim poznaliśmy, dokładnie nie pamiętam. Musiał być to rok 2004, zapewne Poznań, zapewne pub BSA w Poznaniu, przy ulicy Długiej, należący do „Murzyna” – fantastycznego chłopaka. Zapewne rozmawialiśmy do późnych (albo nawet – już wczesnych) godzin i zapewne Rafał nie mówił dużo, bo on zawsze wolał słuchać niż mówić. Początkowo nie wzbudzał zaufania, jak to zazwyczaj jest z ludźmi skrytymi. Siedzisz, siedzisz i nie wiesz, co tak naprawdę ta druga osoba sobie myśli. Zwłaszcza, gdy wokół same śmiechy, anegdoty, historie sprzed lat i żarliwe dyskusje na temat niedawnego meczu. Ale potem się przekonałem. Jedno, drugie, trzecie czy czwarte spotkanie i „Ula” stawał się coraz bardziej otwarty, naturalny. Nigdy dużo nie mówi, taki miał styl bycia. Ale wydawał się po prostu porządnym facetem. Gdyby ktoś mnie wtedy zapytał, jakim człowiekiem jest Rafał Ulatowski, powiedziałbym najpierw – porządnym. Gdybym szukał drugiego słowa, dodałbym – lojalnym.



Oczywiście
  • 12
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Na dzisiaj jeszcze jedna anegdota traktująca o relacjach na linii dziennikarze - piłkarze. Poniższa sytuacja miała miejsce, gdy Tomasz Kuszczak był zmiennikiem Edwina Van der Saara w Manchesterze United i przez cały ten czas właściwie nie podnosił się z ławki rezerwowych.

Lotnisko, reprezentacja Polski wraca ze zgrupowania. Wszyscy odlecieli, tylko nie Tomasz Kuszczak, bo on zamiast do Warszawy, podróżował do Manchesteru. Stoi więc w kolejce, obok dwóch dziennikarzy.


Dziennikarz 1: – Tomek, usiądź sobie, to trochę potrwa.


Kuszczak:
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Dzień z życia Jacka Kurowskiego, reportera TVP. Rzecz dzieje się na zgrupowaniu reprezentacji Polski we Wronkach kilka lat temu.

Scena pierwsza


Jacek Krzynówek przy recepcji.


Kurowski:
  • 8
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Gert: O to prosiłeś? Była tutaj dwa miesiące temu.

Lotnisko Okęcie w Warszawie, drużyna Legii wraca z meczu z Sampdorią Genua (2:2). Jeden z młodych dziennikarzy chce porozmawiać z bohaterem meczu, strzelcem dwóch bramek, Wojciechem Kowalczykiem. Nie ma jednak pojęcia jak młokos wygląda. Podchodzi do bardziej doświadczonego pismaka.


- Przepraszam, który to Kowalczyk? - pyta
  • Odpowiedz
@mecenas_rolski:

Hmm to może ta anegdota ze Szczęsnym to po prostu taki żarcik z szatni?

Skoro nie wiadomo jacy dziennikarze itp, tym bardziej że napisane 'stanowisku w jednej z największych polskich gazet' to by było napisane raczej kto...

Czasami tak jest że fajne historie, są tak fajne że potem wyciekają dalej i ta historia mogła być tylko takim heheszkiem z szatni Legii, a potem ktoś podsłuchał wyciekło dalej i uznano
  • Odpowiedz