Filip Springer: Stołeczne dworce upokarzają i obrażają. Ale są duszą miasta < znalezisko
Warszawskie dworce, zwłaszcza te autobusowe, wiele mówią skrywanym obliczu tego miasta, jego ambicjach i rojeniach.
Warszawskie dworce, zwłaszcza te autobusowe, wiele mówią skrywanym obliczu tego miasta, jego ambicjach i rojeniach.
(...) No i jest najstraszniejszy ze wszystkich pseudodworzec, a tak naprawdę beznadziejny wygon na placu Defilad. To najpierwszy z komunikacyjnych blamaży stolicy. Każdy metr kwadratowy woła tu o pomstę do nieba. Wierzyć się doprawdy nie chce, że takie miejsce funkcjonuje w samym sercu wielkiej aglomeracji,










w dalszych dzielnicach, w dobrze skomunikowanych miejscach (kolej, metro, szybki zbiorkom) - dworce autobusowe, busowe dla 4 kierunków świata. Namiastką tego jest Wilanowska i Młociny. Dodajmy Wschodni i Zachodni w obecnym stanie rzeczy i już mamy szkielet systemu dworców dojazdowych pomiędzy którymi, w celu przesiadki, można się względnie szybko przemieszczać (metro, kolej). Po oddaniu S2 z węzłem Lubelska (kiedyś się to przecież uda chociaż nie wiadomo kiedy), tym