Serio, mało rzeczy mnie triggeruje tak jak to chore „Xd”. Kombinacji x i d można używać na wiele wspaniałych sposobów. Coś cię śmieszy? Stawiasz „xD”. Coś się bardzo śmieszy? Śmiało: „XD”! Coś doprowadza Cię do płaczu ze śmiechu? „XDDD” i załatwione. Uśmiechniesz się pod nosem? „xd”. Po kłopocie. A co ma do tego ten bękart klawiaturowej ewolucji, potwór i zakała ludzkiej estetyki - „Xd”? Co to w ogóle ma wyrażać? Martwego człowieka
Jadę za kilka dni ze znajomymi do Krakowa na tydzień. Jakie fajne miejsca polecacie? Nie chodzi mi o jakieś oklepane muzea, itd tylko bardziej o jakieś fajne kluby, lokale, miejsca w których można fajnie spędzić czas (nie zwiedzanie zabytków) #krakow
Mirki i Mirabelki rozłożyło mnie dziś przeziębienie, znacie może jakieś sposoby, aby szybko wyzdrowieć? W poniedziałek mam zacząć nową pracę i nie chcę od razu paść z zapaleniem zatok. ( ͡°ʖ̯͡°) #kiciochpyta #zalesie #chorujzwykopem #zdrowie
Właśnie znalazłam kartkę, na której spisałam sobie 15 lat temu co mi wróżka z kart wyczytała i uwaga...
...nic się nie sprawdziło!
Jedyne rozczarowanie jakie czuje to to, że miałabym niezłe ciary i wielki wtf jakby wszystko się jednak zgadzało. Ale byłby fun. A tak to już wiem, że te 5zł przewaliłam na głupoty
Wozisz tak dziecko w foteliku? To błąd, który może je zabić. Oto śmiertelnie groźny zwyczaj. Paweł Kurpiewski z fotelik.info, ekspert ds. bezpieczeństwa dzieci w samochodach i biomechanik zderzeń wyjaśnia dlaczego. Ta sama zasada tyczy się z resztą dorosłych.
Ja nie rozumiem dyskusji wgl. Jeśli są dowody na to, że wożenie tyłem kilka razy bezpieczniejsze to na tym dyskusja się kończy. Reszta to jakieś biadolenie, że nie ma piniendzy bo drogo (a na paliwo i oc starcza), że dziecku niewygodnie (a jak godzinami siedzi po turecku to gites), że nie widzi (jak niewidome to fakt, nie widzi) i najlepsze że to zmowa i spiseg... wtf jako rodzic masz usrany obowiązek zapewnić
#anonimowemirkowyznania Mircy, zrobiłem podsumowanie swojego zeszłego roku i naszła mnie taka rozkmina… Będzie trochę o miłości #logikarozowychpaskow #zwiazki, walce z samym sobą #mikroksy, pieniądzach i pomyśle na samego siebie. Od razu ostrzegam, że szykuje się wall of text i nie będzie TL;DR.
Na początku zeszłego roku rozstałem się z dziewczyną. Z wielkim bólem i zadrą w sercu zrobiłem to, gdy w 100% przekonałem się, że ze zwykłej, cichej dziewczyny przekształciła się w rasową golddiggerkę. Jak się o tym przekonałem? Paradoksalnie bardzo prosto. Gdy się pozwaliśmy byliśmy tak naprawdę szczeniakami (ona 19, ja 22). Po dwóch latach zamieszkaliśmy razem. Przeprowadziliśmy się do Warszawy i wiedliśmy względnie spokojne życie. Ale nagle coś trachnęło, świat poszedł do przodu, pojawiły się nowe perspektywy i tym podobne wątki. W czym rzecz - na początku naszego wspólnego mieszkania razem dzieliliśmy się wszystkimi obowiązkami i kosztami sprawiedliwie. Nie rozliczaliśmy się co do złotówki, ale staraliśmy się utrzymywać zdrowy bilans 50/50. Ona zarabiała w granicach 1800 netto miesięcznie, ja 2500 netto/mies.
Z czasem zmienialiśmy prace, zarabialiśmy coraz więcej (szczególnie ja - praktycznie podwajałem z każdym rokiem swoją wypłatę). Ale z zarobkami szło też zaangażowanie w pracę. Pracowałem więcej i więcej, ale zawsze starałem się spełniać wszystkie oczekiwania. Nigdy nie było pustej lodówki (to był mój zakres), ona za to sprzątała i też nigdy nie było z tym problemów. Byłem szczęśliwy, ale gryzło mnie to, że z każdym kolejnym miesiącem moje wydatki na wspólne kwestie rosły. Doszło do tego, że praktycznie ja płaciłem wszystkie rachunki, a ona miała kasę tylko dla siebie. Powoli w perspektywie rysowała się wizja wspólnej przyszłości. Ślub, wspólne, własne mieszkanie itp. Właśnie! Ale jeśli wspólne to chyba fajnie byłoby gdyby ona też coś od siebie dawała, prawda? Poprawcie mnie, jeśli się
@AnonimoweMikroWyznania: Wydaje mi się że ubzdurało Ci się żeś jakiś krezus i teraz zakręciłeś się na jednym i póki nie odpuścisz, każdej (w Twojej głowie) będzie chodziło tylko o kasę.
Jestem za zachowaniem wypracowanego porozumienia, ale trafiłem na ciekawy kontrargument a propo aborcji w przypadku dziecka z gwałtu. Co myślicie o takim komentarzu z internetu?
"Bardzo lubię to usprawiedliwienie gwałtem zwłaszcza, że do tej pory żadna obrończyni praw kobiet nie odpowiedziała mi na proste pytanie - kiedy kobieta dowiaduje się, że została zgwałcona? Miesiąc po gwałcie, pół roku po gwałcie, a może w dniu porodu? Bo gdyby dowiedziała się w dniu gwałtu,
@Derasot: Po pierwsze nie każda kobieta radzi sobie z gwałtem na tyle dobrze by natychmiast zrobić z tym cokolwiek (zgłosić na policję, iść do lekarza, kupić tabletkę czy nawet powiedzieć przyjaciółce co się stało), poza tym są jeszcze kobiety niepełnoletnie które niejednokrotnie zwyczajnie wstydzą się powiedzieć o tym rodzicom/opiekunom. Zastanów sie tez co z sytuacją gdy to rodzic/opiekun gwałci. Komu wtedy zgłosić? Po drugie - jakim cudem można stwierdzić, że
Nagranie dziecka, którego matka zażywała heroinę w czasie ciąży. Natychmiast po porodzie lub do kilku dni po nim dochodzi do uwidocznienia zespołu abstynencyjnego u noworodka.
Tak jedziecie po tej matce - OK nie pochwalam ale rozumiem też, że rzucenie nałogu to nie bułka z masłem a stan "błogosławiony" nie ułatwia tu niczego (no może psychicznie tylko i to w sprzyjających warunkach). Mnóstwo kobiet np. pali i pije w ciąży mimo, że tyle się trąbi wszędzie o szkodliwości... A co byście powiedzieli gdybym Wam powiedziała, że w świetle obowiązującego prawa, za przyzwoleniem "tęgich" lekarskich głów, bez skrupułów serwowało
I jak możesz twierdzić, że cyt. "uklad nerwowy w pare godzin (dni) tu nie jedtem pewny) nie jest uruchomiony" skoro dziecko widzi, słyszy, czuje dotyk matki, ciepło ciała, smak mleka... To wszystko owszem ale bólu już nie... WTF? Co za hipokryzja...
Wytłumaczcie mi skąd są ci #podludzie, którzy wchodzą do sklepu i pakują niezapłacone zakupy do plecaka aby potem je wyciągać z niego przy kasie a potem jeszcze raz w niego spakować. Albo ładowanie do swojej torby, którą się przyniosło. No k---a ludzie macie wózki i koszyki na to. #biedronka #zakupy #gorzkiezale
@Critz: Mam ten sam problem tyle, że w drugą stronę więc czując empatię postaram się pomóc. Dla "typowych" różowych zawsze dobrym prezentem są kosmetyki lub "rzeczy" po domu. Z pierwszych proponuję zestawy: paleta cieni (n---d,mac, sephora) - jak naturalne kolory zawsze coś podpasuje, lakiery do paznokci (sally hansen, OPI, essie) - na święta wybór jest gigantyczny, pomadki - tu już trochę trudniej bo trzeba trafić z kolorem ale można pojechać
A co ma do tego ten bękart klawiaturowej ewolucji, potwór i zakała ludzkiej estetyki - „Xd”? Co to w ogóle ma wyrażać? Martwego człowieka
źródło: comment_xi53pWhlhyo7B8gpQJVG24Yq7xrNurRq.jpg
Pobierz