Płonące siodła z wczoraj, weszło ~3l płynów. Z wcześniejszych tras, fajna miejscówka w Grotnikach, tuż obok kąpieliska jest ścieżka edukacyjna Grądy nad Lindą (link do stravy jakby ktoś chciał obczaić).
Pojechałem pod Łask, do wioski Ldzań. Miały być fajne widoczki na Grabię. Niestety leśny szlak wzdłuż rzeki to same ujeby i piach, przywaliłem parę razy w jakieś korzenie. Tylne koło złapało ze 2-3mm bicia, szkoda bo ze 2 tygodnie temu było centrowane w Exim Bike. Do tego nadciągał deszcz, więc trzeba było się streszczać i trasa powrotna miała dużo szybsze tempo. Z widoczków
Wycieczka do Poddębic, a w niedzielę do Łęczycy, przy okazji Tum i Góra Św. Małgorzaty. Tylko bardzo wiadomo tylko gdzie ta 'góra' jest, bo z daleka i bliska wygląda jak pagórek.
Kawałek przejechałem z lokalnymi fanami #szosa, ale ichnie tempo znacznie przekroczyło moje możliwości. Być może czas rozejrzeć się za nowymi kołami coby odchudzić cały zestaw i wrzucić jakieś slicki conti.
Trochę przypadkiem trafiłem do Pałacu Piorunów. Brzmiało to jak tandetna atrakcja dla dzieciaków, ale okazało się odremontowanym dworkiem. Nie wiem co jest grane, ale poziom wody w Nerze jest tak niski ze w Lutomiersku widać dno i utworzyły się mielizny.
Najpierw przeziębienie i smarki, potem miałem za krótkie gacie, zawiało i znowu problemy. Rower pojechał na przegląd, także pomykam na Roadlite żony. O dziwo, mam wrażenie że kapcie Cross King CX w tym rowerze są jakieś szybsze niż G-one All Round w moim gravelu. Na pewno dają fajniejszy odgłos podczas jazdy 30+.
Na fotce jest Ner w okolicach Kansas (Konstantynów Łódzki).
Po okolicznych wioskach i kółko w stronę Poddębic. Tym razem trochę mniej #gravel, a więcej zwykłego asfaltu. Przypadkiem trafiłem na ciekawy drewniany kościół z XVIII w. w Kałowie (fotka dalej).
Gravelem po Łagiewnikach. Zaczynam doceniać fakt że korba ma dwa blaty. Na asfalcie nie ma sensu zrzucać, ale w ternie jest super.
Niestety dojazd do Łodzi od strony zachodniej rowerem nie należy do najprzyjemniejszych. Spojrzałem na historie tras z 2013 kiedy jeszcze jeździłem do pracy rowerem, Sokołowska i Liściasta jak były dziurawe tak są nadal. Teraz nawet chyba jest gorzej (pomijając kawałek asfaltu na Liściastej od Szczecińskiej).
Z ostatniego miesiąca. Raz zimno, raz ciepło, wczoraj pogoda dopisała, gdyby nie obowiązki to można by nie schodzić z roweru. Od kiedy wyłączyli Endomondo używam apki Wahoo, ale ta potrafi się wyłączyć w trakcie rejestrowania treningu. Nie wiem czy to wina telefonu, czy manualnego pauzowania podczas chwilowego postoju.
Z piątku, wtorku i dzisiaj. Dzisiaj zdecydowaniej najchłodniej. Mocno na luzie, jakoś od 2 tygodni nie mam siły pedałować.
We wtorek pojechałem sprawdzić nowy kawałek asfaltu pod Parzęczewem, wyszło na to że asfaltu jest 600-700m, więc reszta trasy wyszła mocno #gravel i też było fajnie.
Ta jesienna pogoda, wyjeżdżałem o 16:30, było 20C, o 18 już 16C. Jeszcze stanąłem robić zdjęcia, bo fajnie wyglądająca uliczka i ostatnie 7km wracałem zmarznięty.
Z tygodnia i z weekendu. Pogoda dopisała, fajnie się jechało, szkoda że solo. Wyszło głównie po szosie. Kawałek #gravel pozwolił obciąć z 5-10km z czego połowa byłaby po kiepskim, dziurawym asfalcie na lokalnych drogach, więc już chyba wole jechać po piachu.
Sam weekend, w oknach między deszczem i kataklizmami. Zaczyna się chłodno robić, w tym tempie to jeszcze we wrześniu trzeba będzie w długich gaciach jeździć.