Siema mirki. Nadszedł w końcu dzień w którym noc miałem spędzić w hoganie u Indianki z plemienia Nawaho. Ci z was, którzy śledzą mojego FB wiedzą, że nie obyło się bez problemów. W skrócie sprawa wyglądała tak, że na miejsce spotkania dotarłem po 22, mojej Indianki nie spotkałem więc musiałem jechać na pół ślepo przez pustynię ileś tam mil. To co zobaczyłem na miejscu, przeszło moje oczekiwania - widok zarówno w nocy
Siema mirasy, miałem napisać co u mnie. Podróż zaczęła się nieciekawie, posłużę się moim postem z Fb: "Pierwszy samolot (BRU-LHR) miał takie opóźnienie, że w teorii nie powinienem był zdążyć na lot do San Francisco. W teorii, bo A380 zepsuł się zanim wystartował. Dodatkowo właśnie uświadomiłem sobie, że moja karta kredytowa została w domu." Jestem już dużym chłopcem więc musiałem sobie jakoś radzić na bieżąco, ale brak karty kredytowej w USA
Kupiłeś już bilety na Alcatraz? Czasami trzeba trochę z wyprzedzeniem to ogarniać...
PS. Czy mi się wydaje, czy Twój blog przeszedł jakiś gruntowny remont? Jeżeli dobrze kojarzę, to ten stary design był strasznie toporny. Teraz wygląda to całkiem fajnie!
Kiedy udaje ci się dogadać nocleg w hoganie u Indianki z plemienia Nawaho, który po otwarciu drzwi serwuje Ci taki widok, wiesz, że zwiedzanie Monument Valley będzie epickie ( ͡º ͜ʖ͡º) #chwalesie #kubawpodrozy #podroze #usa
@Tapirro: to nie jest śmieszne. Współpracuję z Niemcami z pewnego średniej wielkości miasteczka w środkowych Niemczech. Normalni ludzie na średnich stanowiskach kierowniczych. To co opowiadają nie mieści się w głowie. Pod ich miasteczkiem jest obóz dla szmatogłowych, kilkaset osób.
Mieszkańcy zostali poproszeni przez władze(!), aby po zmroku nie wychodzić z domu, a jak już to w grupie. Kobiety pod żadnym pozorem nie powinny chodzić same. Na basen nikt nie uczęszcza,