Ostatnia noc była gehenną… brak słów by to opisać. Jest 15:11, za 49 min. Będę wracał tam, no to jest chore… co to jest ja się pytam? Po co mi to? Boję się!
I znów tu jestem. Tuż przed… za dwa dni… no właśnie… to jest chore, będą akcje, a moje spokoje warszawskie życie zostanie zakłócone…poważnie zakłócone. Ale nie dam się. Walczyłem o ten stan błogości tak długo i tak mocno. To ja jestem Panem swojego życia.
Taki spierdotrip to czasami fajna sprawa. Człowiek sobie idzie samemu, można pomyśleć, zatrzymać się w każdej chwili, cieszyć się chwilą. Nikt nie pier@@li o dupie maryni, chce czegoś, czy narzeka. Odpocząłem trochę:)
Obejrzałem dziś Klapka po kilkumiesięcznej przerwie, ja pierdzielę, Klapek wielką michę z robalami i glizdami, niezamkniętą w domu trzyma. Bym się chyba zrzygał… z nosa mu leci, bo jest chory, ręką wyciera…