Ponieważ w ostatnim czasie także w Polsce coraz częściej mówi się o przygotowaniach na wypadek wojny, być może ten tekst okaże się dla kogoś interesujący albo po prostu pomocny. Bardzo jednak liczę na to, że Polska będzie dalej rozwijać się i prosperować w pokoju!
1. Ludzie nie stają się gorsi – przynajmniej nie wszyscy
Oczekiwania:
Nie należę do ludzi, którzy z definicji zakładają najgorsze – nie jestem ani mizantropem, ani cynikiem. Mimo to intuicyjnie spodziewałem się, że w warunkach skrajnego stresu ludzie stają się bardziej egoistyczni i ostrożni, mniej skłonni do zaufania innym.
W mojej głowie działał dość prosty mechanizm: zagrożenie oznacza koncentrację na sobie, swojej rodzinie i własnym przetrwaniu. Solidarność wydawała mi się czymś kruchym, krótkotrwałym, może nawet luksusem na czasy pokoju. Być może częściowo tak właśnie jest, ale…
Rzeczywistość:
Ogromna liczba kobiet i mężczyzn wykazała się niewiarygodną odwagą, dobrowolnie idąc na front. Ludzie masowo wpłacali pieniądze – często ostatnie, jakie mieli – pomagali sobie nawzajem bez oczekiwania czegokolwiek w zamian. Wszyscy widzieliśmy wiele takich historii w mediach, ale ja obserwowałem to samo również w swoim najbliższym otoczeniu.
Nie sposób nie wspomnieć także o empatii okazanej przez Polaków. Choć mieszkałem w Polsce i sam nie potrzebowałem bezpośredniej pomocy, kolega z pracy dał mi 4000 złotych, żebym mógł wesprzeć rodzinę w Ukrainie. I był to facet, który na co dzień lubi rzucać rasistowskie żarty i podkreślać, że “ludzie to k**wy”.
Mojego niepełnoletniego kuzyna przyjęła pod swój dach wdowa samotnie wychowująca syna. Pomagałem też kilku osobom, które przyjechały do Polski i szukały dachu nad głową – i widziałem, jak wielu Polaków zupełnie za darmo przyjmowało do siebie obcych ludzi z innego kraju.
Tych rzeczy nie da się zapomnieć. I wiem jedno: do końca życia będę to pamiętał i do końca życia będę miał ogromny szacunek do polskiego społeczeństwa.
2. Nie musisz mieć gotówki
Oczekiwania:
Wyobrażając sobie początek pełnoskalowej wojny (zwłaszcza przy tak nierównych siłach) automatycznie zakładałem, że oszczędności trzeba trzymać w gotówce. Najlepiej w dolarach albo euro. W mojej głowie bankomaty mogły przestać działać, płatności bezgotówkowe – zniknąć z dnia na dzień, a cały system bankowy po prostu się załamać.
W bardziej skrajnych wersjach tego myślenia pojawiała się też obawa, że konta, lokaty czy depozyty mogą zostać czasowo zablokowane albo objęte nadzwyczajnymi decyzjami państwa w związku z wojną.
Rzeczywistość:
Mimo że Ukraina nie słynie ani ze stabilności banków, ani ogólnie z instytucjonalnej przewidywalności (), płatności bezgotówkowe działały dalej, praktycznie bez większych utrudnień. Co więcej – w pewnym sensie stały się nawet jeszcze popularniejsze.
Oczywiście bank centralny wprowadził pewne ograniczenia – na przykład limity wypłat gotówki czy restrykcje dotyczące operacji walutowych – ale w codziennym życiu przeciętnego człowieka były one raczej mało odczuwalne.
Co zaskakujące, nawet hrywna nie straciła dramatycznie na wartości wobec dolara. A przecież każdy Ukrainiec z mojego pokolenia „wyssał z mlekiem matki” przekonanie, że pieniądze najlepiej trzymać w dolarach – nawet w czasach pokoju.
Pojawiły się też obligacje wojenne, które można wygodnie kupować przez aplikacje bankowe. Pozwalają one jednocześnie uzyskać sensowne oprocentowanie i realnie wesprzeć armię.
Jasne – za tym wszystkim stoją konkretne mechanizmy, w tym finansowe wsparcie Ukrainy ze strony Zachodu. Ale opisuję to z perspektywy zwykłego człowieka i jego oczekiwań, a nie analizy makroekonomicznej.
3. Bogaci też walczą
Oczekiwania:
Jako „zwykli ludzie” mamy skłonność do demonizowania bogatych i wpływowych – a już szczególnie polityków. Często zresztą nie bez powodu. Dlatego intuicyjnie zakładałem, że w momencie, gdy znacznie silniejszy wróg niemal wejdzie do stolicy, większość polityków i najzamożniejszych po prostu ucieknie za granicę albo przynajmniej na zachód Ukrainy.
Przedstawiciele władzy z łatwością mogliby to uzasadnić – że są „zbyt cenni”, by dostać się w ręce wroga, że muszą tworzyć sztaby w bezpiecznym miejscu, a nawet poza krajem, bo tylko stamtąd da się skutecznie zarządzać oporem.
Od ludzi bardzo bogatych spodziewałem się raczej klasycznego scenariusza: szybki wyjazd, zagraniczne rezydencje, życie gdzieś daleko – z wojną oglądaną głównie przez nagłówki w telefonie.
Rzeczywistość:
Tymczasem wielu polityków i zamożnych ludzi zostało w realnie niebezpiecznych warunkach i wykazało się odwagą oraz lojalnością wobec kraju. Widziałem przykłady przedsiębiorców, którzy poszli na wojnę jako ochotnicy – jak Robert Browdi, znany dziś szerzej pod pseudonimem „Madziar”. Byli też tacy, którzy walczyli osobiście i tracili na wojnie własne dzieci – jak były bankier Andrij Onistrat, mimo że bez większego problemu mogli wysłać rodzinę daleko na zachód albo poza kraj.
Nie chcę tu udawać większego idealisty, niż jestem. Doskonale wiem, że wielu zachowało się dokładnie tak, jak się spodziewałem – wyjechali i zadbali przede wszystkim o własne bezpieczeństwo. Ale pozytywnych przykładów było więcej, niż zakładałem. Rozumiem też, że część tych, którzy zostali, mogła kierować się kalkulacją polityczną czy walką o wpływy.
4. Rozrywka, biznes i beauty
Oczekiwania:
Gdzieś z tyłu głowy miałem dość prosty obraz: wojna to czas, w którym wszystko, co „niekonieczne”, znika. Koncerty? Niesmaczne. Rozrywka? Nie na miejscu. Branża beauty? Już w ogóle abstrakcja.
W moim wyobrażeniu życie miało się skurczyć do minimum – praca, sen, wiadomości, stres. A każda próba normalności miała wyglądać jak ucieczka od rzeczywistości albo brak empatii. Krótko mówiąc: wojna = pauza na życie.
Rzeczywistość:
Tymczasem w ukraińskim internecie zobaczyłem… więcej memów niż wcześniej. Mimo że wielu twórczych ludzi poszło do wojska, subiektywnie miałem wrażenie, że treści jest nawet więcej niż przed wojną. Ludzie masowo zaczęli chodzić na koncerty ukraińskich wykonawców. Do tego normą stało się, że część, a czasem nawet cały dochód z koncertów trafia na wsparcie armii.
Podobnie z biznesem. Wbrew intuicji wiele firm nie tylko przetrwało, ale wręcz się rozwinęło – dzięki kreatywnym pomysłom, realnemu wsparciu wojska i temu, że Ukraińcy zaczęli świadomie wspierać „swoje”. Oczywiście są branże, które w czasie wojny czują się lepiej w sposób oczywisty – jak np. producenci dronów. Ale zaskoczyło mnie, że rosły też biznesy zupełnie nieoczywiste w wojennym kontekście.
Przykładem może być sieć salonów depilacji laserowej LaserVille, z którą współpracuję – liczba salonów w trakcie wojny wzrosła ponad dwukrotnie. (Mały disclaimer: napisałem ten tekst, bo miałem coś do powiedzenia, a nie po to, żeby kogokolwiek reklamować. Link jednak dodałem po to, żeby nie dostać op**dolu za to, że w godzinach pracy piszę artykuły).
Sama branża beauty to w ogóle ciekawy fenomen. W wielu wywiadach z żołnierzami regularnie pojawia się wątek wizyt u barbera czy dbania o siebie jako elementu „powrotu do normalności” podczas urlopu z frontu. Do tego osoby bezpośrednio walczące często zarabiają dziś relatywnie dobre pieniądze, a nie mając możliwości poświęcić bliskim wystarczająco dużo uwagi, rekompensują to prezentami i finansowym wsparciem. Nic dziwnego, że szerzej pojęta sfera beauty – w naturalny sposób na tym korzysta.
Na pierwszy rzut oka może to dziwić. Ale im dłużej na to patrzę, tym bardziej widzę w tym coś bardzo ludzkiego: potrzebę choćby namiastki normalności…





Komentarze (93)
najlepsze
XDDDDD k*rwa SEO stulecia xD
Najśmieszniejsze jest jednak to, że jesteś taki zdziwiony Wołodya, że biznesy sie rozwijają? przecież rozkradliście tyle kasy że trzeba ją w coś zainwestować xD
źródło: 1000019978
Pobierz"Wszystkiego najlepszego babciu! A psiochę wydepilujesz najlepiej w nazwa_firmy!"?
@danek-krakoski: w tym przypadku jest na 99% elementem budżetu sieci salonów depilacji laserowej ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dwa, że mam taką osobistą teorię że istnieją narody lepiej i gorzej "znoszące" kryzysy - nie ma co ekstrapolować przypadków ale z pierwszych dni rosyjskiej inwazji zostało mi w pamięci to ujęcie, niepełnosprawne kobiety szykujące koktaje mołotowa. Z pierwszych dni powodzi w Polsce - informacje o rozkopywaniu wałów żeby zalało sąsiadów.
źródło: wozek ukraina
Pobierz1. Ludzie są egoistyczni w czasie zagrożenia jeszcze bardziej
2. Polacy już się oduczyli tak mocno pomagać
3. Bogaci to s---------a a nie lecą na front.
4. dzieciaczki polityków i urzędasów w pierwszej kolejności wywiezione za granice
Ja mam na to dość prostą teorię – dużo zależy od tego, jak jest zorganizowane państwo i gospodarka. Zdolnych ludzi wszędzie rodzi się podobny procent, tylko w różnych warunkach realizują się inaczej.
Ta sama osoba w