Mój krewniak ma założony port naczyniowy. To zaszyty pod skórą malutki zbiorniczek, z którego odchodzi wężyk wprowadzony do żyły głównej. Do portu przez skórę wprowadza się igłę Hubera (z wyglądu igła zgięta pod kątem prostym), z której odchodzi dren zakończony „niekapkiem” (taki zawór jak w wenflonie, żeby po odłączeniu nie wylewała się krew) i dodatkowo zakończony korkiem (na tego niekapka).
Z powodu wielokrotnej chemii jego żyły są tak zniszczone, że założenie wenflonu powoduje ich pękanie i nie ma możliwości podania kroplówek, a dodatkowo ma karmienie pozajelitowe, dożylnie, specjalnie przygotowaną mieszanką. I wszystko byłoby cacy, gdyby nie to, że port połączony jest z żyłą centralną. Jeśli dostanie się tam bakteria → bardzo szybko powoduje: posocznicę (sepsę), zakażenie odcewnikowe, zapalenie wsierdzia, które są stanami zagrażającymi życiu. Dlatego wymogi sterylności są ekstremalne.
Przed każdym podłączeniem kroplówki muszę dokładnie wymyć i osuszyć blat, zdezynfekować go, na nim położyć zdezynfekowaną obustronnie tacę, na którą wkładam zdezynfekowany od góry i od dołu pojemnik z płynem dezynfekującym, teraz myję dokładnie ręce do łokci (patrz instrukcja mycia rąk), dezynfekuję ręce już tym co na tacy. Teraz muszę wziąć sterylny gazik, położyć na skórze, końcówkę drenu zdezynfekować i położyć na gaziku, teraz czas na gazik z alkoholem, którym przemywam końcówkę drenu po uprzednim zdjęciu korka. Tak przez 15 s. Teraz mogę połączyć kroplówkę z drenem. Po zakończeniu podawania leku procedura zaczyna się od nowa, trzeba przygotować wszystko jak wcześniej, potem zacisnąć klips, rozłączyć dren od kroplówki, przetrzeć końcówkę gazikiem z alkoholem, podłączyć strzykawkę z solą fizjologiczną przepłukać nią port, założyć korek z watką nasączoną alkoholem. To tak po krótce.
A On teraz dość często trafia do szpitala i co się dzieje:
Duży szpital wielooddziałowy – przychodzi pielęgniarka, zakłada rękawiczki nitrowe z pudełka, bez dezynfekcji drenu odkręca kroplówką i chce założyć zwykły korek bez alkoholu. Dostaję telefon od krewniaka, biorę swoje korki, zawożę do szpitala, zgłaszam, że trzeba zamówić korki. Daję zapas swoich. Po dwóch dniach korków brak, zgłaszam, zamawiam transport z Niemiec, bo w hurtowniach nie chcą mi sprzedać na sztuki, po 4 dniach przychodzi, daję do szpitala, tam dalej nie mają, idę do rzecznika praw pacjenta, a on zamiast stanąć po mojej stronie, zaczyna opowiadać się po stronie szpitala, jaki to dla nich problem, ja się pytam, czy jest rzecznikiem szpitala, czy pacjenta, po bardzo burzliwej rozmowie i poinformowaniu, że to zagraża życiu pacjenta, obiecuje że się tym zajmie. Mijają dwa dni, korków nie ma, moje z Niemiec już się kończą, idę do dyrekcji, dyrektor zajęty, proszę nie wchodzić, wchodzę. Jakaś narada, a ja swoje, że już od 10 dni czekamy na zamówienie korków w cenie ok. 1zł za szt., że to jakiś żart, nie ten dyrektor, ten od budowy, idę do drugiego, tam narada, mówię to samo, a on o kłopotach, że drogo, no tak, 1zł to faktycznie drogo, drogo to może parking, 8zł za godzinę, ale nic, drążę temat a oni swoje, że obiektywne kłopoty, problemy nie do przejścia, wygarniam co mam do powiedzenia, wychodzę, trzaskam drzwiami, zamawiam korki w Niemczech. Następnego dnia kupili korki.
Ten sam szpital – pokój pielęgniarek, dzień dobry, mój krewniak ma port naczyniowy, trzeba zgodnie z rygorem higienicznym wymienić igłę Hubnera za 2 dni. Może być maksymalnie 7 dni. W porządku, ok, dziękuję. Następny dzień, inna zmiana, przypominam, igła do wymiany, już zapisuję ok, dziękuję-dziękuję. Dzień wymiany, przychodzę do szpitala 14:00, wymienili Ci igłę? – nie, jak to nie? Idę do pielęgniarek, że igła miała być wymieniona, ale one nie umieją, musi lekarz, ale anestezjolog, zaraz zgłoszę, mijają godziny, co z lekarzem, zaraz, szukamy, po godzinie jest, ogląda, trzeba wymienić, macie igłę, szukają, jest, jeszcze zatyczka, nie ma, jak to wygląda, ok, damy niekapka, pan umie, mówię umiem, to proszę wymienić, ok, mogę wymienić, o a panie pielęgniarki sobie popatrzą i się nauczą (nauczą się ode mnie? Ja zwykły opiekun chorego mam uczyć pielęgniarki?). Wymieniam igłę (tu link jak się to robi: https://oipip.gda.pl/wp-content/uploads/2023/07/procedura-obslugi-portu-dozylnego-u-osob-doroslych-PKDN-i-PSPO.pdf ). Wymieniłem. Co pozytywnego? Może inni pacjenci zyskają na tym, wymusiłem zachowanie rygoru higienicznego i być może zmniejszymy ilość zakażeń związanych z brakiem higieny przy obsłudze portu.
Ten sam szpital – pielęgniarka przychodzi podłączyć kroplówkę do portu mówi proszę wyjść z sali. Nie wyjdę, proszę wyjść, zdecydowanie nie zgadzam się na wyjście, będę przy podłączaniu kroplówki. Niezadowolenie, ale podłącza, instruuję pomagam, po kilku dniach już bez uprzedzeń, nawet czasem uśmiech, mówię że to nie tylko dla dobra pacjenta ale też i dla nich.
Ten sam szpital - rękawiczki sterylne na dłoniach pielęgniarki, mówię super! Ale – nagle tymi sterylnymi rękawiczkami zaczyna dotykać o odsłaniać koszulkę pacjenta – no sorry, to po co sterylne rękawiczki, jak na tej koszulce i do tego jeszcze przy pacjencie stomijnym, to całe stado bakterii tam żeruje. Dalej mówię, dren leży na brzuchu, dookoła bakterie, przed przyłączeniem/odłączeniem kroplówki proszę zdezynfekować dren, potem przetrzeć końcówkę gazikiem z alkoholem, nie dociera. No ręce opadają.
Inny mniejszy szpital kilka oddziałów – krewniak trafia w dniu siódmym, trzeba wymienić igłę. Ok, idę do pielęgniarek, one do lekarza, lekarz – my inny profil, nie wymieniamy igieł. Ale macie anestezjologa, on może wymienić, no zapytamy, nie mamy igieł. Jak to. No tak. To zamówcie, ale jaką, mówię jaką, gdzie? teraz? Mówię to pożyczcie z innego szpitala, ja po nią pojadę , igła musi być dziś wymieniona. A Pan nie ma. No właśnie czekam na transport żywienia, tam mam igły, ale jeszcze nie dotarł, a ostatnią zakułem 7 dni temu. No to nie mamy. No to co, czy pacjent ma dostać zakażenia (patrz link wyżej dot. okresu wymiany igły). No tak, nic nie zrobimy. Zaraz mówię, a może PAN LEKRZ ma jakiegoś kolegę w innym szpitalu i pożyczy od niego, podjadę i przywiozę. Nie ma. Dzwonię do zaprzyjaźnionego szpitala (kilka pobytów) pytam pożyczycie – pożyczymy. Jadę przywożę, wymieniamy. Tak, tak, ale my nie umiemy, nie szkoleni, nie znamy się nie ten profil (oddział wewnętrzny). Ale Pan szkolony, pan wymieni – wymienię, wymieniłem.
Tenże szpital – godzina 14:00 idzie kroplówka do wenflona – mówię że żyły do kitu, trzeba do portu, oni nie znają. Kroplówka lezie, zlazło pół butelki, dokładnie antybiotyk dość drogi, pacjent w kiepskim stanie, sepsa, w zasadzie nie lezie a wlecze się, kropla na 5-6 sekund. Oglądam – trójnik na wenflonie, z drugiej strony kroplówka z solą, z--------a zdrowo. Mówię, że coś nie tak, chyba antybiotyk ważniejszy. Poprawiają. Mija kilka minut, a tu na wieszak trafia nowa butelka z antybiotykiem, pytam na wieczór, fajnie że już przygotowane. Nie, to na 15:00. Mówię jak to przecież ta jest z popołudnia. Nie, ta z rana z 8:00, ale jeszcze nie zeszła. I co pytam dostanie teraz-zaraz drugą? Pielęgniarka zabiera kroplówkę. Dodać trzeba, że pacjent sepsa crp=500 (jak ktoś się zna to wie co to znaczy).
Tenże szpital – następny dzień, g. 16:00, wieszaki puste, antybiotyk? Idę do dyżurki, czy przypadkiem krewniak nie powinien dostać o 15:00 antybiotyku, tak, a nie dostał, od której pan jest? Od 13:00 i nie dostał. W ciszy przygotowanie antybiotyku, wspólnie podłączamy do portu, pokazuję, że trzeba zdezynfekować dren wcześniej.
Tenże szpital – coś chyba za mało tabletek dostał mój krewny, nie w porządku, oj chyba zamieniłam z innym pacjentem, ale nie szkodzi, nic mu nie będzie, ok, a krewniak dostanie swoje, tak, zaraz dam
Tenże szpital – panie doktorze, widzę, że zmieniliście leki mojemu krewniakowi, miał lek ochraniający i uszczelniający naczynia krwionośne a dostał przeciwzakrzepowy. No tak, daliśmy na tą chorobę co ma, ale jak wcześniej miał zalecenia na uszczelniający to taki damy, w porządku, ja się na tym nie znam, tylko informuję, wy decydujecie co podać. Ok, ale jeszcze ten drugi lek, nie dostaje go. Tak, ale pacjent nie ma takich objawów. Tak, ale oprócz tego działania ten lek jeszcze jest na inne schorzenie. No w sumie tak, zlecę aby mu podać.
Tenże szpital – krewniak ma żywienie dożylne. Nie przyswaja z przewodu pokarmowego więc jedzenie jest w formie emulsji dostarczane bezpośrednio przez port do żyły głównej. Ta emulsja jest w takim dużym worku ok. 1 litra. Przychodzi z apteki z lodówki i po doprowadzeniu do temperatury pokojowej jest podłączany do portu. Coś mnie tknęło, bo pora podania się zbliża, a ja u pielęgniarek nie widzę worka, pytam, czy jest już jedzenie dla krewniaka? Tak, tak, już przyszło, zaraz podamy. Ok, a gdzie jest? W lodówce. No zaraz, ale musi być w temperaturze pokojowej. Nikt nam tego nie powiedział. Następny dzień już wcześniej przychodzę i mówię, jedzenie w lodówce? Tak. To proszę wyjąć. Itd.
Tenże szpital – krewniak ma wenflona w stopie (założyli jak nie patrzyłem) i niedrożny, kroplówka słabo schodzi. Krewniaka boli prosi zrób coś, proszę pielęgniarkę, przychodzi ze strzykawką z solą fizjologiczną i wali w wenflon, krewniak krzyczy z bólu jak mówię jego boli, ona - to niech pan sam to zrobi i wyszła. Podłączyłem kroplówkę do portu. Pięknie zeszło. Tłumaczenie – my tego na oddziale nie robimy. Pana krewniak to pierwszy taki pacjent z portem.
Wszystkie szpitale – Pan wyjdzie z sali bo robimy zabieg. Dlaczego? Dlaczego mam wyjść z sali. Właśnie mam zostać, mam patrzeć i sprawdzać co i jak robi personel. Znam wielu wspaniałych lekarzy i pielęgniarek, prawdziwych fachowców. Mogę zostać? Tak, proszę, o widzi pan, tu mamy problem, tu zaszyjemy, tam w rogu ekranu to nerka, tam cewnik, tu wprowadzamy, teraz zaszyjemy.
Nie mówię że zawsze tak ma być, czasem trzeba wyprosić jak skomplikowany zbieg wymagający skupienia i obserwator może dekoncentrować.







Komentarze (116)
najlepsze
Babcia 45 lat rypała na 2 etaty i płaciła składki, przyszło wymienić staw biodrowy to "cza poczekać 8 miesięcy bo kolejka". Oczywiście za kaskę operacja od ręki. 30 koła,
@lisciasty: To nieaktualne. Endoplastyka jest teraz tak dobrze płatna, że jest więcej miejsc niż pacjentów.
A kolejki to nie k---a wina lekarzy, tylko systemu. NFZ ma limity i nie płaci za
I jak się czyta takie opowieści to ręce opadają, że do takich sytuacji dochodzi. A kasy wszyscy biorą za to tyle, że szkoda gadać.
Kaniule Vasofix/Introcan (safety) B. Braun?
¯\(ツ)/¯
Każda pielęgniarka ci opowie wiele historii o młodych lekarzach którzy uważali że są bezbłędni, pomimo małego doświadczenia. Każdy pacjent który bujał się po "specjalistach" z czymś niestandardowym może opowiedzieć jak ignorancko lekarze podchodzą do zdania pacjenta.
To się zaczyna już na studiach. Kolega mi opowiadał jak potrafią reagować niektórzy studenci kiedy lekarz-prowadzący wytknie im ewidentny błąd.
"Wenflon w szyję to tylko anastazjolog może założyć"
Wszystkie pisma z pisemnym potwierdzeniem odbioru
@hitxol: nie ważne, sądy mają problemy związane z elektronicznym podpisem, papier najlepszy.