Wpis z mikrobloga

@dinksenprond: najbardziej satysfakcjonujące MMO początku wieku, nadejście ery Battle royale tylko potwierdziło że gracze chcą wolności interakcji i tworzenia własnych przygód a nie nudnego klepania questów z milionem mobów
  • Odpowiedz
@Wzzx: A co mają BRy do tego? Przecież to taka sama interakcja i tworzenie własnych przygód jak we wszystkich innych strzelankach multiplayer, tylko, że w założeniu na większą skalę. Ba, nawet w takich klepaczach questów/mobów przecież też możesz przeżywać przygody, WoW to idealny przykład
  • Odpowiedz
@Vladimis: BRy to traktowanie swojej postaci i jej śmierci poważnie - utrata broni, ekwipunku. Ciągłe zagrożenie. Wcześniej twórcy starali się robić gry które nie każą gracza za bardzo.
Tibia miała mnóstwo wolności i fajnie przenosiła na wymiar growy pierwotne zachowania - tworzenie się gangów, prawo silniejszego, wojny. Każda śmierć miała swoją wagę i znaczenie.
  • Odpowiedz
@Vladimis: no ale taki fortnajcik czy inne BRy to jednak powolne budowanie ekwipunku, śmierć oznacza zmiane serwera. w codzie czy bfie wracasz do tych samych ludzi, a od zgonu do respa naprawdę jest 10 sekund.
  • Odpowiedz
@Wzzx: Tylko, że to powolnego budowanie ekwipunku trwa parę minut, sama runda maksymalnie paredziesiąt. Totalnie nie ma porównania do gier gdzie postać buduje się godzinami/dniami/tygodniami i gdzie śmierć cofa cię o kilka dobrych godzin. Jestem praktycznie przekonany, że to nie konsekwencje śmierci przyciągnęły ludzi do BRów tylko to, że praktycznie żadna gra nie jest taka sama ze względu na RNG w loocie czy mapie, zupełnie tak samo jak za czasów
  • Odpowiedz