Wpis z mikrobloga

Wzięte z bloga:https://www.facebook.com/swiatbezkonca/

5 SPRAWDZONYCH SPOSOBÓW NA ZRUJNOWANIE ZDROWIA W PODRÓŻY

Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie jako smakujesz, dopóki nie zalegnie chory w przydrożnym rowie melioracyjnym, bez opieki medycznej i z dala od mamy. Nasz wiek daje różne możliwości, bo w różnych wieku płacimy za podróż różnymi walutami; a głównymi walutami w podróży są
1. Pieniądze.
2. Czas .
3. Zdrowie.
Najmłodsi podróżnicy nie mają pieniędzy, ale mają czas i zdrowie.
W pewnym wieku będziemy mieli jeszcze pieniądze i zdrowie, ale nie będziemy mieli czasu, który zjadać będzie wielki potwór, praca.
W końcu na starość będziemy mieli pieniądze i czas, ale zdrowie pozwoli nam co najwyżej na jazdę na biologicznych oparach po ubitej, dobrze znanej ścieżce do Sopotu.

Fascynująca wizja, prawda?

Wróćmy jednak do tych młodych. Chcieliby pojechać w świat, a sakiewka ze złotem pusta. Myślą tylko o tym, jak tu przyjanuszować na kosztach wszystkiego. Potem rozważają: a może nie potrzebuję dachu nad głową? Prysznica? Jedzenia? Bezpieczeństwa? Tak! Można zmonetyzować wszystkie te niepotrzebne bzdury! Tak więc gdyby ktoś miał ochotę zaoszczędzić te 20 złotych, ale zrujnować sobie zdrowie, oto krótki poradnik potwierdzony osobistymi doświadczeniami.

1. Olej higienę.

Dupy mycie skraca życie, a szorowanie zębów uszkadza naturalną florę bakteryjną, którą czuć rano w twoim oddechu. Nieważne czy jedziesz autostopem, Koleją Transsyberyjską, autobusem czy trabantem (raz wskoczyłem na przyczepkę przejeżdżającego traktora, ale przejechałem tylko pół kilometra. Tak, wiem, niewiarygodne). Gdy przestajesz rozglądać się za prysznicem, to oznacza to, że przekroczyłeś pewną granicę, za którą przestałeś już być zwykłym śmiertelnikiem, ale jeszcze nie zostałeś oficjalnie orangutanem. Zagubiony między światami, wędrujesz po planach astralnych, brzydząc się widokiem mydła, które zburzyłoby delikatną równowagę zasadowo-kwasową (z przewagą kwasu) twojego ciała. Zbyt śmierdzący dla ludzi, ale zbyt czysty dla małpoludów, czujesz się odrzucony przez obydwa królestwa.

Do prawdopodobnie najgorszego stanu doprowadziłem się w Murcii, w Hiszpanii. Nie jestem z tego wcale dumny, a nawet wstydzę się pisać to w tej chwili, ale gdy tam dotarłem, nie myłem się już od pięciu dni. Nie dlatego, że nie chciałem – dałbym królestwo za prysznic, gdybym je miał – tak po prostu jakoś wyszło, że przez tyle dni nie miałem dachu nad głową i łóżka pod tyłkiem.
Oszczędzę wam szczegółów tej pożałowania godnej historii, ale opowiem o tym naokoło. Lata później wizytowałem u koleżanki w Tbilisi, która zarzuciła temat: ,,Opowiedzmy najobrzydliwszą historię, jakiej byliśmy bohaterami!”. Doprawdy, nie była dla mnie godnym przeciwnikiem. Gdy byłem zaledwie w połowie powyższej historii z Murcii i tego, co wówczas zrobiłem, obie koleżanki krzyczały ,,Nie, nie, dość, starczy!”. Dodam tylko, że tamtej nocy miałem boleści, po których to miasto nigdy nie będzie takie samo. Gdybym był burmistrzem, otworzyłbym tam więcej toalet publicznych.

Kilka takich podejść i gwarantuję, że zjedzą cię po kolei bakterie, wirusy i grzyby.

2. Jedz tanio.

Można napisać całe tomy o diecie autostopowej, czy ogólnie podróżniczej. Różni autorzy próbowali okiełznać ten żywioł podsuwając potrawy proste, średnio kosztowne i może nie nazbyt zdrowe, ale też nie prowadzące do nieżytu żołądka, co jest pewnym sukcesem. Wśród większości podróżników debetowych wciąż jednak króluje klasyka: bułki, pasztety i to, co akurat gnije w plecaku od kiedy wyjechaliśmy z Polski (nie wiem, co miałem w głowie, zabierając do plecaka kanapki z kurczakiem na trzy dni w drogę do Amsterdamu). Oprócz tego oczywiście gorzka czekolada (tak zdrowa, że prawie zawsze mam po niej zgagę) i chrupki zapijane colą, która jest wszędzie! To jest życie, Domino!

Gdy siedziałem na parkingu dostawczaków w okolicach Lizbony szukając transportu do domu, zdarzyło mi się wyskoczyć do sklepu. Wróciłem z dwoma opakowaniami płatków kukurydzianych. Otworzyłem je na parkingu i zacząłem jeść rękami, zagryzając dżemem truskawkowym. Najbliższy kierowca (Polak), wydawał się zszokowany tą podludzką ucztą, a ja nie rozumiałem, o co mu chodzi, bo od dawna nic nie jadłem i cieszyłem się, że mam w ręku coś, po czym prawie na pewno nie dostanę biegunki. Chociaż oczywiście są lepsze zamienniki jedzenia, o czym w następnym punkcie.

3. Pal ile wlezie.

Na swój kretyński sposób uwielbiam ten temat. Dzisiaj palę już tylko raz w tygodniu, kiedy moi czwartkowi uczniowie (a uczę dorosłych, żeby nie było), dzielą się papierosami na każdej przerwie (pozdrawiam Prodromusa). Gdyby nie oni, to możliwe, że bym nie palił, ale może jest to jakiś zawór bezpieczeństwa, by nie skończyło się odwrotnie?

Nieważne. Nie jest żadną nowością, że fajki zabijają głód, witaminę C i użytkownika. Pamiętam pewną damę, którą zapytałem, dlaczego nie rzuci palenia. Odpowiedziała, że boi się, że wtedy będzie więcej jeść i przytyje. Dzięki fajkom była szczupła jak trup i szczęśliwa. Od tego wyjaśnienia z głowy zrobił mi się trapez,, ale kimże jestem, by ją oceniać.

W podróży dużo łatwiej sięgnąć po papierosa. Łapiesz stopa i ci nie idzie? Przerwa na fajkę. Kierowca, który cię zabrał, pali? To i ty zapalisz. Prowadzisz samochód? Fajka za fajką, chyba że nauczyłeś się gryźć słonecznik zamiast tego. Na pewno nie będzie ci się chciało po tym jeść, podróżować ani żyć.

Wracając z Sahary, jechałem z tym samym kierowcą busa przez bity tydzień. Jak wiecie, zawodowi kierowcy nie grzeszą najlepszą dietą, ale ten był naprawdę wyjątkowy. Zdarzało nam się nie jeść nawet do 18 – tak, to był czas na śniadanie. Moje nerwy były przez to coraz krótsze, a zamiast jeść – paliłem łańcuchowo. Po kilku dniach uświadomiłem sobie, że moje płuca rzężą jak zdychający łoś. Faktem jest jednak, że jechałem już od blisko dwóch miesięcy, nie dbając o siebie ani odrobinę.

4. Płać nerwami.

Nie ma nic za darmo. Nic! Jeśli przyoszczędziłeś na czymkolwiek, to zapłacisz za to zdrowiem, nerwami albo bezpieczeństwem. W autostopie natomiast masz pewność, ze będziesz sypać wszystkimi powyższymi z sakiewki swojego życia niczym goście weselni ryżem na nowożeńców, ale 5 zł w kieszeni zostanie, warto było.

Oszczędzasz na zakwaterowaniu? Namiocik? Nie uwierzysz w różnorodność odgłosów nocnego życia, które nie da ci spać. Myszy jedzące twoje sucharki. Krowa liżącą rano namiot. Owczarek niemiecki, który wyszedł na spacerek z panem, taki w typie rozwartych szczęk, skapującej z kłów śliny i okrzyku właściciela z tyłu ,,Proszę się nie bać, Pysio nie gryzie dopóki nie wyczuje strachu!” Wielkie, #!$%@?, dzięki, postaram się nie bać.

Wszystko to faktycznie zdarzyło mi się w Uranopolis (Grecją), Aspindza (Gruzja) i Genui (Włochy). Te przykłady mógłbym mnożyć w nieskończoność, bo praktycznie każdy nocleg pod namiotem niesie ze sobą coś dziwnego i wyzwala przedwieczny strach człowieka, który opuścił bezpieczną jaskinię w poszukiwaniu #!$%@? wie czego.

5. Dobierz sobie kompana na pałę.

By cieszyć się wspólną przygodą, dwoje ludzi musi być naprawdę bardzo zgrane. To trochę jak z seksem - wzięcie kogoś pierwszego lepszego może wielu cieszyć, ale prawdziwe poznanie siebie nawzajem i swoich potrzeb wymaga lat praktyki i oswajania się.

To, że podróż z kimś przypadkowym nie wyszła - to nic dziwnego, bo o ile nie trafisz na kogoś absolutnie wyjątkowego (a prawdopodobieństwo tego jest bliskie zeru), to każda różnica między wami to potencjalne zarzewie konfliktu. Nie mam tutaj zamiaru oskarżać żadną ze stron - ludzie są różni, kropka, to nie ich wina. Ale jeśli są zbyt różni od siebie, to napiszą nowy rozdział w księdze przemocy literami z krwi.

Praktycznie każdy, kto wybrał się w drogę z kompanem, którego nie znał od podszewki, albo wręcz kimś przypadkowym, zna te klimaty. Nie będę nawet rozwijał szeroko własnych historii, ale znane mi konflikty to na przykład:
- aktywni turyści-zwiedzacze kontra wylegiwacze plażowi, którzy przez dwa tygodnie nie robiliby dosłownie nic poza leżeniem na plaży w Chorwacji
- staroszkolny dżentelmen oraz wojująca feministka reagująca alergicznie na wszystko, co uzna za próbę dominacji patriarchatu
- i wiele innych, o których dla własnego bezpieczeństwa pisać nie powinienem

Jeśli weźmiesz sobie do serca powyższe rady, to twoje zdrowie z pewnością zostanie zrujnowane, rak płuc walczyć będzie o dominację z rakiem żołądka, i będziesz moczyć się w nocy. Będziesz brylować jako superpodróżnik na oddziale psychiatrycznym i będziesz ulubionym pacjentem tej ślicznej pielęgniarki, która tak seksownie podaje ci tabletkę rzeczywistości. Naprawdę warto. Polecam, Piotr Fronczewski.

#podroze #autostop #heheszki
  • 9
@Karkasonne: Jak ktoś łapie stopa i pali to mu szanse złapania spadają, w cudzym samochodzie też palenie w większości przypadków raczej nie wchodzi w grę. Jak ktoś jedzie swoim samochodem i pali to chyba już nie jest kwestia podróży tylko tego, że jest uzależniony i paliłby pewnie i tak gdyby nie podróżował.

Generalnie znam sporo osób, które podróżują i raczej nie sądzę aby odsetek palaczy był większy niż w całym społeczeństwie,
@MG78: Nie no, wiele z tego jasna sprawa, ale przecież całość nie jest o tym, że podróżnicy więcej palą, tylko że zwiększone palenie w podróży sprzyja rujnowaniu zdrowia;) wiadomo że jak palisz to nic nie złapiesz, ale autostop daje jakoś dużo potencjalnie wolnego czasu który łatwo zapełnić fajką, i to o to chodzi;) nie tylko jak machasz, ale też jak siedzisz, gapisz się w horyzont, na morze, cokolwiek czego nie masz
@Karkasonne: No niby tak ale to zależy od poszczególnej osoby, jak ktoś chce to wystarczy podróż do najbliższego akademika i też zwiększa szanse ( ͡° ͜ʖ ͡°)