Ja pierniczę. "Painkiller" jak dla mnie to ich najlepsza płyta. I to nie tylko dlatego, że tytułowy utwór był pierwszym od Judas Priest, który usłyszałem. Przesłuchałem całą dyskografię i największa pula sympatii nie zmieniła się. Po prostu rozwala mnie, jak ci panowie przelali swoją furię na ciężkość i szybkość tej płyty. Cholernie dynamiczna, zajebiste riffy, ten operowy głos Roba robiący już za znak rozpoznawczy zespołu, perkusja...co ja mogę powiedzieć, od czasu do
p.....o - Ja pierniczę. "Painkiller" jak dla mnie to ich najlepsza płyta. I to nie ty...
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@poloyabolo: Polemizowałbym co do najlepszego ich albumu. Dynamiczny i szybki ze względu na zmianę perkusisty. Travis dodał trochę stopy do kawałków. Wcześniej oczywiście też były stopy (były wtedy kiedy nie było to modne). I jak na ironię po sukcesie tej płyty Halford odchodzi by zająć się swoimi projektami, szkoda z jednej strony.

W sumie tutaj też jest szansa co by się pochwalić klikklik D:
  • Odpowiedz
Treść przeznaczona dla osób powyżej 18 roku życia...
  • 5
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@pekas: ja wszystkich nie mam, ale żelazna klasyka oczywiście jest - wszystko w jakichś starych wydaniach bez ifpi i z oryginalnym brzmieniem bez remasteringu. Zajebisty zespół, jak mnie czasem na nich weźmie to nie ma przebacz.
  • Odpowiedz