CZEŚĆ KOCHANI! W NIEDZIELĘ, W DZIEŃ ŚWIĄTECZNY i RODZINNY zaproponowałem żonie Klementynie, żeby na objad ugotowała rosuł na kurze i mielone z polędwicy wołowej z suszonymi borowikami, ale gangrena powiedziała, że nie będzie jadła jak plebs, więc wsiedliśmy w moje wypasione BMW (99 tysiency złoty) i pojechaliśmy do remonowanej restałracji na starej Warszawie. Ja zjadłem roladki z bażanta z żurawiną i szynką parmeńską, a żona jak zwykle rybę czyli pulpety krulewskie z
ludzie mają w dupie jacy jesteśmy, oni chcą żebyśmy byli tacy, jak oni nas sobie wyobrażają. Szczerze chciałem być bliżej ludzi i tylko ich do siebie zrażam. Pozostał mi los samotnika. Dlatego #chcepogadac, bo ciężko mi się z tym pogodzić.