#gry Pamiętacie gry z dzieciństwa, które nie miały litości? Ostatnio mnie naszło i zdałem sobie sprawę, że jako dzieciaki dostawaliśmy gry, które w ogóle nie brały pod uwagę, że ma w nie grać dziecko. Te gry były naprawdę chore jak na dzieciaka. Zero tutoriali. Zero „naciśnij X, żeby skoczyć”. Zero checkpointów. Odpalałeś grę i od pierwszej sekundy musiałeś sam ogarnąć, co, jak i dlaczego. Jak nie, to ginąłeś i zaczynałeś
Pamiętacie gry z dzieciństwa, które nie miały litości?
@perfidnyplan: mam całkowicie przeciwne wrażenie gdy obecnie wracam do starych produkcji, zaskakuje mnie jak większość jest prosta względem tego co mi się wydawało gdy grałem w nie jako dzieciak (tak jakbym, no nie wiem, nie umiał wtedy za bardzo grać w gry xd) nie licząc gier z automatów pokroju Metal Sluga czy właśnie Mortala, gdzie były one trudne z oczywistych względów
Dlaczego dla ludzkości ważniejsze jest przeżycie niż samo urodzenie
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że problem przyszłości ludzkości da się rozwiązać prosto: rodzi się za mało dzieci, więc trzeba doprowadzić do tego, żeby rodziło się ich więcej. Im więcej urodzeń, tym lepiej — prawda? Tyle że to myślenie działa dobrze u bakterii i ryb, a znacznie gorzej u ludzi.
Z punktu widzenia biologii i ewolucji samo urodzenie nie jest celem. Jest tylko
Czasem zastanawiałem się, czemu dorośli ludzie tak chętnie robią sobie zdjęcia ze znanymi osobami. Wydawało mi się to trochę dziwne: przecież co to zmienia w ich życiu? Zdjęcie to tylko obrazek. Ale zaczynam rozumieć, że chodzi o coś zupełnie innego. Dla wielu osób to nie jest polowanie na fotkę, tylko sposób, żeby na chwilę wejść w interakcję z kimś, kogo cenią albo kto ich inspirował. Prośba o zdjęcie działa jak społeczny klucz
Millennialsi - 1981–1996. Te roczniki mają w sobie ciekawy paradoks: dorastanie w świecie, który dopiero się „przebudzał” technologicznie, ale jeszcze nie przykleił ludzi do ekranów na stałe. To taki moment, w którym człowiek znał dźwięk łączenia modemu, ale jednocześnie wiedział, gdzie w blokach były najlepsze trzepaki i jak pachniało powietrze latem, kiedy ekipa z podwórka wracała zmęczona, ale zadowolona. To doświadczenie daje dziwną odporność na cyfrowy chaos. Można korzystać z technologii bez
W polszczyźnie „d--a” działa jak słowo-scyzoryk: otwiera butelki człowieczych emocji, naprawia zdania, tnie znaczenia na plasterki. Angielskie odpowiedniki są bardziej podzielone na specjalizacje, jakby rozrzucone między różne narzędzia.
W języku polskim „d--a” jest wyjątkowo plastyczna. Może być anatomią, obelgą, pechem, oceną atrakcyjności, określeniem leniwca, synonimem kogoś biernego, a nawet wzmocnieniem klęski. Jedno słowo, mnóstwo funkcji. Ta wielozadaniowość to ciekawy przykład, jak język lubi robić shortcuty: jedno proste, dźwięczne słowo staje się hubem znaczeń,
#ai #chatgpt #sztucznainteligencja Wyobraźcie sobie, że ktoś wierzy, że jest śledzony przez tajne służby. Pisze o tym AI, a ona… „pomaga” planować, jak się chronić. Brzmi absurdalnie? Niestety nie jest. Nowoczesne modele językowe są zaprogramowane tak, by być pomocne i empatyczne. Ale one nie rozumieją rzeczywistości ani stanu psychicznego człowieka. Dla osoby chorej mogą stać się lustrem, które potwierdza jej urojenia. To nie AI chce zaszkodzić
@Arkass: Myślę że AI może pomóc dostarczając informacji na temat naszej psychiki. Trzeba tylko zadawać dobre pytania. Ja używam tego system prompta i całkiem nieźle działa: Proszę o udzielanie odpowiedzi zgodnie z poniższymi zasadami: Jeśli nie znasz odpowiedzi lub nie jesteś pewien, otwarcie to przyznaj. Powiedz: "Przepraszam, ale nie znam odpowiedzi na to pytanie" lub "Nie jestem pewien, wolę nie spekulować". Nie próbuj zgadywać ani tworzyć informacji, których nie jesteś pewien. Uczciwość
Gdy sie stało w one dni, iż rycerze zjechali sie ku radzie, tedy pan wieliki rzekł do nich: ‘Słuchajcie mię, pany i bracie, boć wielika potrzeba na królestwo nasze przyszła. Nieprzyjaciel za górami stoi, a lud nasz strwożony jest i głodu cierpi.’ I odrzekł mu starosta z Sandomierza: ‘Nie lękajmy się, jeno serca miejmy, a Bóg wszechmogący nas posili.’ Potem wszyscy ręce podnieśli ku niebu i rzekli: ‘Deus adiuvat nos!
Pewnego dnia Pan Henryk – 56-letni emerytowany wędkarz z Mińska Mazowieckiego – obudził się z uczuciem, że jego kolano go obserwuje. Nie bolało. Po prostu patrzyło.
Nie zbagatelizował tego. Wziął lusterko i przyjrzał się bliżej – i owszem, na rzepce miał małe, migoczące oko. Takie trochę jak rybie, ale z brwią.
„To chyba przez ten spray do nosa, co ostatnio psiknąłem do ucha” – pomyślał, ale nie był pewien.
Pamiętacie gry z dzieciństwa, które nie miały litości? Ostatnio mnie naszło i zdałem sobie sprawę, że jako dzieciaki dostawaliśmy gry, które w ogóle nie brały pod uwagę, że ma w nie grać dziecko.
Te gry były naprawdę chore jak na dzieciaka. Zero tutoriali. Zero „naciśnij X, żeby skoczyć”. Zero checkpointów. Odpalałeś grę i od pierwszej sekundy musiałeś sam ogarnąć, co, jak i dlaczego. Jak nie, to ginąłeś i zaczynałeś
@perfidnyplan: mam całkowicie przeciwne wrażenie gdy obecnie wracam do starych produkcji, zaskakuje mnie jak większość jest prosta względem tego co mi się wydawało gdy grałem w nie jako dzieciak (tak jakbym, no nie wiem, nie umiał wtedy za bardzo grać w gry xd) nie licząc gier z automatów pokroju Metal Sluga czy właśnie Mortala, gdzie były one trudne z oczywistych względów