#anonimowemirkowyznania
Czy notoryczne kłamstwo to wystarczający powód do rozwodu?
Mam już dosyć mojego męża, który non stop w kontrowersyjnych sytuacjach nie mówi mi prawdy, a wymyśla wierutne kłamstwo stawiające go w dobrym świetle. Za każdym razem wychodzi z założenia, ze „tym razem nie dowie się prawdy a mi się upiecze”. Jednak ja dowiaduje się tej prawdy. I robi mi się zle, robi mi się niedobrze. Robi mi się cholernie smutno i jestem zawiedziona, ze po raz kolejny mnie okłamał. Ze potrafi kłamać w żywe oczy nie zdradzając się przy tym. Robi to tak sprytnie, ze naprawdę w momencie kłamania nie jestem w stanie sie zorientować. Dopiero później wychodzi prawda na jaw, przypadkowo sie wygada, albo usłyszę od kogoś innego, jak rzeczywiście wyglądała sytuacja. Nie wiem czy podchodzi to pod mitomanie jednak nie mam siły dawać mu kolejnych szans, które kończą się rozczarowaniem. Moje kilkuletnie prośby a jego gwarancje, ze się zmieni, ze więcej nie okłamie, to pic na wodę. To naprawdę meczy i nie daje nadziei na lepsze jutro. Moje zaufanie do niego graniczy z zerem. Dochodzi do mnie myśl, ze może powinnam zacząć grzebać mu w telefonie, żeby dowiedzieć się prawdy. Ale co mi to da jeśli dowiem się, ze tych kłamstw było jeszcze więcej? Chyba wpadnę w totalna depresje i już z niej nie wyjdę. Kocham go, ale wiem, ze jak w każdym związku uczucia i emocje nie mogą brać góry. Ze trzeba tez myśleć o sobie, o przyszłości z kimś takim. Wiem, ze to już się nie zmieni i będzie kłamał do końca życia. A ja nie chce już być tą pusta i naiwna idiotka. Stad moje pytanie - jak dobrze uargumentować taki pozew o rozwod. Czy sąd i prawnik mnie nie wyśmieje? Czy są tu Mirki, których partner kłamie i nie umie dotrzymywać obietnic? :(
Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
Czy notoryczne kłamstwo to wystarczający powód do rozwodu?
Mam już dosyć mojego męża, który non stop w kontrowersyjnych sytuacjach nie mówi mi prawdy, a wymyśla wierutne kłamstwo stawiające go w dobrym świetle. Za każdym razem wychodzi z założenia, ze „tym razem nie dowie się prawdy a mi się upiecze”. Jednak ja dowiaduje się tej prawdy. I robi mi się zle, robi mi się niedobrze. Robi mi się cholernie smutno i jestem zawiedziona, ze po raz kolejny mnie okłamał. Ze potrafi kłamać w żywe oczy nie zdradzając się przy tym. Robi to tak sprytnie, ze naprawdę w momencie kłamania nie jestem w stanie sie zorientować. Dopiero później wychodzi prawda na jaw, przypadkowo sie wygada, albo usłyszę od kogoś innego, jak rzeczywiście wyglądała sytuacja. Nie wiem czy podchodzi to pod mitomanie jednak nie mam siły dawać mu kolejnych szans, które kończą się rozczarowaniem. Moje kilkuletnie prośby a jego gwarancje, ze się zmieni, ze więcej nie okłamie, to pic na wodę. To naprawdę meczy i nie daje nadziei na lepsze jutro. Moje zaufanie do niego graniczy z zerem. Dochodzi do mnie myśl, ze może powinnam zacząć grzebać mu w telefonie, żeby dowiedzieć się prawdy. Ale co mi to da jeśli dowiem się, ze tych kłamstw było jeszcze więcej? Chyba wpadnę w totalna depresje i już z niej nie wyjdę. Kocham go, ale wiem, ze jak w każdym związku uczucia i emocje nie mogą brać góry. Ze trzeba tez myśleć o sobie, o przyszłości z kimś takim. Wiem, ze to już się nie zmieni i będzie kłamał do końca życia. A ja nie chce już być tą pusta i naiwna idiotka. Stad moje pytanie - jak dobrze uargumentować taki pozew o rozwod. Czy sąd i prawnik mnie nie wyśmieje? Czy są tu Mirki, których partner kłamie i nie umie dotrzymywać obietnic? :(
Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo


















Wybieram się w piątek na protest. Myśle o banerze. Podsuncie swoje genialne, błyskotliwe i antypisowskiw pomysły. Tworze ten z największa ilością plusów - biere baner i pozamiatane. Bajo do piątku
albo PIS CHODZI W RAJTUZACH