Przeczytałem tego słynnego Marsjanina. A raczej wymęczyłem. Ta książka poza ciekawą i dość wiarygodną wizja jak loty na marsa mogą wyglądać, nie ma w sobie absolutnie nic. Watney, główny bohater nie ma żadnej głębi, w ogóle nie czuć aby sytuacja w której się znalazł była dla niego jakkolwiek odczuwalna, przez kilaset dni przechodzi w zasadzie od zadania do zadania jak robot. Żadnej tesknoty za rodziną, kontaktem z drugim człowiekiem, ciągle usmiechniety i

Ten_tego








