W radiu mówią „Wstawaj szkoda dnia.” Ta, jak tylko wstanę, to już przegram ten dzień. Choć tak naprawdę już go przegrałem, a jeszcze nawet nie wstałem.
Byłem ofiarą molestowania seksualnego przez księdza.
Pisząc to co piszę odczuwam niesamowity lęk. Nie wiem czy do końca chcę to zrobić, ale wiem też, że tego potrzebuję. Przegadałem ostatnio temat ze swoją psycholog i tak naprawdę skłamałem ją, że już sobie z tym radzę. Nie wiem czy potrafię. Fakt jednak faktem, że już jest mi lepiej niż kiedyś.
Miałem wtedy 8-9 lat. Decyduję się to napisać ze względu na pozorną anonimowość tego forum. Pisząc to wracają do mnie silne emocje. Drżą mi ręce. Serce wali jak szalone. Mam łzy w oczach. Jednakże chyba muszę to zrobić.
@kapustnik: To jest jeden z tych wpisów, po którym nie wie się, co napisać, bo żadne słowa nie opiszą takiego ogromu cierpienia. Nie wiem, ja bym chyba próbowała odnaleźć po latach tego #!$%@? i porozmawiać sobie z nim, żeby nie pozostał bezkarny. Bo domyślam się, że zgłoszenie na policję po takim czasie nie da za dużo.OPie, naprawdę serce mi się kraje, jak sobie wyobrażę twoją samotność w tym wszystkim. To
Nie moge juz zliczyc, ile razy sie mnie pytano, czy wszystko jest w porzadku i dlaczego jestem smutny. Szkoda tylko, ze odpowiedz na to jest cholernie niewygodna dla pytajacego, wiec zwykle zbywam je milczeniem lub odpowiadam, ze wszystko jest ok.
Tekst może być chaotyczny, bo nie pisany na trzeźwo.
Eh, Mirki, nadszedł ten, już któryś z kolei znienawidzony moment, w którym działanie ketonów wygasa. Za każdym razem następuje on u mnie około 3 lub 4 nad ranem. Negatywne myśli, których jest w #!$%@?, zagłuszam benzodiazepinami, żeby mieć choć trochę siły na posprzątanie narkotykowego bałaganu, przygotowanie sobie jedzenia i zaśnięcie. Poranek również rozpoczynam tabletką benzo albo dwoma. Świat staje się wtedy jakoś mniej przerażający, a uwierzcie mi, na trzeźwo jest. O powodach będzie później. Trzeźwość wiąże się u mnie, jak można się łatwo domyślić, brakiem siły na cokolwiek, spędzaniem całych dni w łóżku i romansowaniu ze znienawidzonymi przeze mnie niegdyś prymitywnymi, hedonistycznymi przyjemnościami. Tylko po to, by odciąć się od rzeczywistości. Co ciekawe, nieco ponad rok temu postawa, którą właśnie prezentuje, wzbudzała we mnie wstręt i obrzydzenie. Gardziłem ludźmi, którzy nie potrafili mierzyć się z problemami i uciekali przed światem w ten czy inny sposób.
Teraz mogę powiedzieć, że ich działania są dla mnie zrozumiałe. Ucieczka od świata nigdy nie jest wynikiem bezpośredniego, wolnego wyboru. Wolny wybór, czy wolna wola, jak kto woli, nie ma prawa istnieć. Jest absurdem; "żartem, jaki zrobiła sobie z nas ewolucja" - jak to ładnie ujął jeden z neurobiologów. W deterministycznym świecie rządzonym przez prawa przyczynowo-skutkowe nie ma miejsca na causa sui - niemożliwym jest, by coś było przyczyną samego siebie. A istnienie tej samodeterminacji jest warunkiem istnienia wolnej woli. Jednak, jak to ładnie ujął Nietzsche - causa sui to "największa samosprzeczność, jaką dotychczas wymyślono. (…) Jest "gwałtem logicznym i czymś całkowicie nienaturalnym". Jednak ludzka duma spowita z pragnieniem, by oddzielić się od prymitywnego świata zwierząt, uwikłała się w ten "nienaturalny gwałt logiczny" sądząc, że decyzje podejmowane przez człowieka są całkowicie wolne - i to odróżnia nas od świata zwierząt. Błąd. Człowiek, jak i każda inna istota fizyczna, podlega prawom przyczynowo skutkowym, a jego decyzje są zdeterminowane neuronalnie; przez fizyczno-chemiczne procesy. Ogromną rolę odgrywają tutaj geny, wychowanie, wcześniejsze doświadczenia, wpływ środowiska i kultury.
@into: piona cumplu. rok temu prędzej puknął bym się w czoło, niż uwierzył komuś że będę pukać metkata po kablach. A jestem tu, z długiem, bez narzeczonej, brakiem motywacji do walki z nałogiem i kupą wyrzutów sumienia. nocna to jedyne miejsce dla nas, choć i tu Cię zmarginalizują. Trzymaj się cumplu, bo ja nie mam siły.
#przegryw
źródło: comment_qD1izaPVQvKt8uMb6pazOn978ofgOvvr.jpg
Pobierz