"Do diaska!": bynajmniej nie tak brzmiały słowa policyjnego technika, któremu prysnęło na twarz rzadkie gówno, przy rozkręcaniu kolektora ściekowego w największej galerii handlowej w mieście. Parę kondygnacji wyżej, deska klozetowa promieniowała jeszcze ciepłem jakiegoś korporacyjnego grubasa, który pocisnął w nią z grubej rury z niekłamaną przyjemnością. To było prawdziwe, tak samo jak sraczka, której dostał po zachłannym pochłonięciu „dania dnia”, czyli mieszanki zwiotczałych, spleśniałych warzyw, krojonej, obślizgłej kiełbasy wycieranej w szmatę, no i mielonego mięsa. Tego mięsa, z którego pozostałości DNA były nawijane teraz starannie na patyczek. Patrząc na nie, nikt nie pomyślałby, że zostały nim zajechane dwie domowe maszynki do mielenia, parę dni wcześniej gdy jakiś domorosły pasjonat-hobbysta wędliniarz, zmielił w nich swoją ofiarę. To było morderstwo pierwszego stopnia, z premedytacją. Bez zacierania śladów i zbytniej zwłoki sam zgłosił się na komisariat. Kiedy jego przekrwione gały, zaczynały puchnąć po bezowocnym świeceniu w nie dochodzeniową lampką, nabazgrał coś na leżącym kawałku papieru. A wtedy blady strach padł na śledczych, gdy odczytali:
niedługo wracam do #pracbaza jak wygląda sytuacja z #ppk ? warto czy nie warto? raczej nie planuje trzymać tam kasy do 60+ bardziej wypłacać raz w roku ewentualnie jakiś dłuższy okres czasu na jakiś większy wydatek
#oswiadczenie #piszzwykopem