#pkp #ciekawostki #prl #ekonomia #kolej #historia #redystrybucjadobr Mój dziadek był mechanikiem parowozów (tzn pracował w lokomotywowni, a nie że był maszynistą, bo tych też keidyś nazywano mechanikami). Opowiedział mi kiedyś taką ciekawą historyjkę:
W tamtych czasach maszyniści zarabiali względnie dużo, kilkakrotnie więcej od "obsługi naziemnej". Ich zarobki były jednak zależne od zużycia węgla i (chyba) punktualności przejazdów. Zatem maszyniście zależało, żeby jego parowóz miał jak najmniejsze opory ruchu mechanizmów, żeby spalał jak najmniej, żeby wypracowywał normy i pozwalał maszyniście dostawać premie.
Maszyniści przychodzili więc na lokomotywownię, i dogadywali się z mechanikami, że odpalą im część swojej pensji, wzamian za jak najlepsze przygotowanie maszyny. No i tak to działało. Tzn i tak smarowano, reperowano i wymieniano zużywające się części w każdej lokomotywie, ale do parowozów tych maszynistów przykładano się bardziej, zostawano po godzinach, żeby idealnie wszystko spasować i nasmarować. W rezultacie maszynista był zadowolony bo zarabiał więcej, mechanicy byli zadowoleni, bo odpalał im część premii, pasażerowie byli zadowoleni, bo pociągi były punktualne, władza ludowa też była zadowolona.
@ButtHurtAlert: mój ojciec 40 lat przejeździł na elektrowozach. Kiedyś, nawet jeszcze w latach 90, to było rzeczywiście co innego. Dostawał w swoją pieczę pociąg, jechał gdzieś przez całą Polskę, zmieniał się z pomocnikiem, wracał po dwóch dniach. Generalnie na pokładzie pociągu był jak kapitan na okręcie, do niego należało ostatnie słowo. Maszyniści byli najdłużej szkoleni, przez wiele lat jeździli jako pomocnicy nim ktoś im oddał pociąg w samodzielne sterowanie. Dziś
@jankotron: No z tego co słyszałem maszyniści teraz jeżdżą po 200h miesięcznie, na Pendolino zarobki z tego co słyszałem to 3,500 - 5000zł na rękę. A kurs na licencję trwa 270h. Licencja daje tylko tyle że możesz zatrudnić się u przewoźnika który robi własny kurs(w IC 14 miesięcy trwa takie szkolenie) Mój ojciec uczył się w Kolejówce w Ostrowie, był na Trakcji Szynowej ale maszynistą nie został.
Mój dziadek był mechanikiem parowozów (tzn pracował w lokomotywowni, a nie że był maszynistą, bo tych też keidyś nazywano mechanikami). Opowiedział mi kiedyś taką ciekawą historyjkę:
W tamtych czasach maszyniści zarabiali względnie dużo, kilkakrotnie więcej od "obsługi naziemnej". Ich zarobki były jednak zależne od zużycia węgla i (chyba) punktualności przejazdów. Zatem maszyniście zależało, żeby jego parowóz miał jak najmniejsze opory ruchu mechanizmów, żeby spalał jak najmniej, żeby wypracowywał normy i pozwalał maszyniście dostawać premie.
Maszyniści przychodzili więc na lokomotywownię, i dogadywali się z mechanikami, że odpalą im część swojej pensji, wzamian za jak najlepsze przygotowanie maszyny. No i tak to działało. Tzn i tak smarowano, reperowano i wymieniano zużywające się części w każdej lokomotywie, ale do parowozów tych maszynistów przykładano się bardziej, zostawano po godzinach, żeby idealnie wszystko spasować i nasmarować. W rezultacie maszynista był zadowolony bo zarabiał więcej, mechanicy byli zadowoleni, bo odpalał im część premii, pasażerowie byli zadowoleni, bo pociągi były punktualne, władza ludowa też była zadowolona.
Mój ojciec uczył się w Kolejówce w Ostrowie, był na Trakcji Szynowej ale maszynistą nie został.
Ps. Dzięki za