Grałem kiedyś w Serie B. Tzn w B klasie mazowieckiej. Słabe boisko, jeszcze słabsze szatnie, ale poziom zaangażowania i promili zawsze był wyjątkowo wysoki. Mieliśmy swoich kiboli - lokalnych matadorów, którzy zaopatrzeni w alpagi jeździli za nami po okolicznych wioskach. Jeden z nich - Rysiek lvl. 45 - miał bęben który był jego nieodłącznym akcesorium. Na którymś wyjeździe Rychu standardowo popłynął, nie miał siły stać i usiadł na ziemi tuż za linią
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach