Cywilizowany kraj, kiedy w niedzielę wstaje w dobrym humorze, mam ochotę na dobrą jajecznicę i nie mogę iść kupić p----------h jajek, bo nie zaplanowałem tego posiłku tydzień wcześniej. Nie mam ochoty iść do kościoła, chce po tygodniu stresującej pracy spędzić czas tak jak chce - jeżeli będę miał potrzebę kupić sobie nowe buty to chce moc to zrobić, nie rozumiem co ma do tego sekta katolicka.
@Thou: Ależ oczywiście, że przeciw kupującym, skoro są zabronione również prace magazynowe, a nawet był rozważany zakaz sprzedaży przez internet.
Gdyby to była ustawa była dla kasjerów, to nie zakazywałaby im pracy, tylko zapewniła przestrzeganie obowiązującego już wcześniej prawa (wymiar godzin, zapłata za nadgodziny, odpowiednia ilość dni wolnych itp.). Przy 40 godzinnym tygodniu dość ciężko jest pracować 7 dni w tygodniu po 12 godzin, bo się to nie sumuje.
@lubie-sajgonki: Ogólnie się z Tobą zgadzam, ale w mojej branży - IT. Zdaję jednak sobie sprawę, że żyję w bańce i jak próbuję przykładać standardy z mojej branży do innych, to jednak jest ogromna różnica. Nie cały rynek pracy jest jednorodny.
Jestem też w stanie sobie wyobrazić, że skoro np. stawka jest regulowana ustawa (dajmy na to dla nauczycieli) to podawanie wynagrodzenia jest bez sensu. O dodatkach uznaniowych już można
@korni007: Jeśli w obowiązkach jest codzienne gadanie po angielsku czy też niemiecku, to oferta w innym języku jest właśnie po to, by szanować Twój czas - nie rozumiesz oferty to i tak nie zostaniesz przyjęty - nie wysyłaj CV.
@hadrian3: Jeśli to jest jedyna oferta to co szkodzi. Ale czas też warto cenić - a w ciągu kilkunastu lat mojej pracy (co prawda IT, więc jestem spaczony) nigdy nie miałem sytuacji, że była tylko jedna oferta* - i zazwyczaj wszystkie były za podobną stawkę. W takiej sytuacji jak najbardziej warto pominąć takie agencje.
* od niedawna zacząłem zaostrzać kryteria, czego rekruterzy nie nawidzą i czasem zostaję z małą ilością ofert. Przykład:
@hadrian3: Gdy ja dzwonię/aplikuję, to ja podaję swoje oczekiwania.
Gdy rekruter dzwoni, to on ma podać informacje. W innym wypadku tylko marnuje mój i swój czas.
Wiem, że oni wykonują swoją pracę najlepiej jak potrafią przy zadanych ograniczeniach, ale dzwoniąc do mnie to oni są na pierwszej linii. I to oni w zasadzie są jedyną osobą reprezentującą firmę, która się o mnie ubiega. Więc nie dziw się, że taka osoba
))¯_(ツ)_/¯
#zakazhandlu
Gdyby to była ustawa była dla kasjerów, to nie zakazywałaby im pracy, tylko zapewniła przestrzeganie obowiązującego już wcześniej prawa (wymiar godzin, zapłata za nadgodziny, odpowiednia ilość dni wolnych itp.). Przy 40 godzinnym tygodniu dość ciężko jest pracować 7 dni w tygodniu po 12 godzin, bo się to nie sumuje.
Problem w tym, że u mnie matematyka nie działa.
Przykład:
- kupuję codziennie 1 batonika, w miesiącu jest 30 dni
- w miesiącu zjadam