Spotkał się ktoś kiedyś z zapisem w regulaminie żłobka/przedszkola, że dziecko, które przyjdzie po godzinie - powiedzmy - 8:00, nie zostanie w tym dniu przyjęte? Rozumiem kary za nieodebranie przed 17:00, każdy ma rodzinę. Ale za spóźnienie? Przecież nawet jak nie zje śniadania (bo zjadło w domu), to do zabawy się zdąży włączyć? W szkole jest to "akceptowalne". Czemu nie na poziomie "młodszym"? Może to mieć jakieś uzasadnienie? Są tu jakieś przedszkolanki?
#logikarozowychpaskow: wpis kopiowany z jednego z portali społecznościowych...co myślicie? Witam, zaszłam po zakupy do "Mini Sama" koło apteki "Melisy na Rogu". Wszczęła się dość duża awantura. Otóż pakując zakupy, usłyszałam jak pani ekspedientka krzyczy na mojego syna. Z tekstem : jak ty jesteś wychowany, gdzie masz rodziców? Odezwałam się, że tu jestem. Ekspedientka uciekła speszona. Powód awantury następujący mój 4-letni syn oparł się o szybę przy mięsie jednym palcem.
#logikaniebieskichpaskow bylem świadkiem jak rodzice byli na treningu syna...ojciec krytykował co chwila zachowanie syna na boisku (mlody na oko 6, 7 lat) wyzywajac go. wyzywal oczywiście nie w obecnosci syna ale mimo wszystko wyzywal...myslalem ze zwroce uwage ale nie mialem.odwagi...
Rozumiem kary za nieodebranie przed 17:00, każdy ma rodzinę. Ale za spóźnienie? Przecież nawet jak nie zje śniadania (bo zjadło w domu), to do zabawy się zdąży włączyć? W szkole jest to "akceptowalne". Czemu nie na poziomie "młodszym"? Może to mieć jakieś uzasadnienie? Są tu jakieś przedszkolanki?