W końcu udało mi się skończyć #thewalkingdead i czytam sobie w necie ogólnie co się działo w tych wszystkich spin offach i staram się nadrobić najważniejsze rzeczy z "mitologii" uniwersum.
I wychodzi na to że podczas gdy nasi bohaterowie przez kilkanaście lat musieli walczyć z różnymi popaprańcami, przepychać z umarlakami i taplać się w ich flakach w tym samym czasie w innych miejscach funkcjonowały kilkusettysięczne miasta w których życie przebiegało
Oczywiście jeśli szukać logiki to można by powiedzieć że przez te kilkanaście lat powinni się dużo szybciej natknąć na duże cywilizowane miasta, ale to twd więc logiki nie szukajmy.
Natomiast w moim wpisie bardziej chodziło o to że po dowiedzeniu się tego wszystkiego co było poza głównym serialem to mam wrażenie że nasi bohaterowie mieli strasznego pecha i byli grupą żyjącą
@nudziarz123: bazuję na informacjach z twdowskiej wikipedii - commonwealth 50k, portland i omaha - ok. 100k, Civic Republic - 500k mieszkańćów. Chyba mniej więcej tak to było, z głowy teraz piszę.
@Mistborn: dokładnie, różne mutacje zombie powinni zacząć wprowadzać gdzieś od połowy serialu żeby trochę urozmaicić jak ludziom się zaczęło nudzić i zaczęli tracić widownię, a nie że na kilka odcinków przed końcem serialu nagle pojawiają się nowe zombie XD
@Mariusz_Drugi: oprócz sceny z głowami na palach to cały wątek szeptaczy imo niepotrzebny, ten serial po Neganie potrzebował się już zakończyć i trzeba było zacząć wątek z commonwealth