#swieta Matka zwyzywała mnie od starej panny i starego próchna. Po awanturze zalała sie łzami i udaje cierpiętnice. No i ze łzami w oczach pakowala mi do walizki żarcie.
To proste - kocham ją. Taka toxic love. W tym roku jednak miarka się przebrała. Ona myśli, ze takimi tekstami "zmotywuje" mnie do wpakowania sie w jakikolwiek związek/układ. Przeciez ona daje mi gotowego chłopa, a ja stara panna jestem bezczelna, bo nie biorę.
Dziękuję wszystkim innym za wsparcie i zrozumienie